baner

Recenzja

Charly #1: Piekielna zabawka

Yaqza, Yaqza recenzuje Charly #1: Piekielna zabawka
„...Oparzona ręka. Pies wyjący z przerażenia. Człowiek z poderżniętym gardłem. Oślepiony policjant. Potem kolejne ofiary...Na ulice wielkiego miasta z wolna wypełza strach...W końcu szokujące odkrycie: sprawcami tego horroru są Charly i kapitan Piorun. Dziecko i jego zabawka...Piekielna zabawka!”
To czytamy na ostatniej stronie okładki. Jeżeli mam być szczery, od razu skojarzyło mi się to z tymi niepowtarzalnymi horrorami sprzed lat, gdzie dzieci siały spustoszenie w rodzimej wiosce przy pomocy swych szatańskich mocy uzyskanych od kosmitów czy czegokolwiek, co przypętało się w nocy. Oczywiście ktokolwiek wszedł im w drogę kończył jako...on sam właściwie, tyle że zazwyczaj wywrócony na „lewą stronę”. To właśnie przyszło mi do głowy, gdy przeczytałem tekst na końcu komiksu. I wiecie co? Nie pomyliłem się. Przynajmniej nie za bardzo.

Bohaterem komiksu jest tytułowy Charly, zwykły, nie posiadający żadnych nadzwyczajnych umiejętności chłopiec (jest blondynem. Musiało tak być. Tak jakby scenarzysta wiedział, że nie dość, że nie lubię dzieci, to blondynów w szczególności), posiadający normalną rodzinę, mamę, tatę itd.- pełne wyposażenie dzieciaka w jego wieku. Pewnego pięknego dzionka rodzice kupują mu statek kosmiczny...taką zabawkę, znaczy się. Ten typ zabawki, o której marzy każdy w miarę normalny dzieciak-światełka, te sprawy, do tego maszyna jest prawie tak duża, jak jej nowy właściciel. Sami wiecie co się wtedy czuje- wy też przez to przeszliście. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że zabawka...żyje własnym życiem! Udowadnia to nie raz, najpierw raniąc sprzedawcę, później strzelają do psa, który zaatakował chłopca, następnie zaś zabijając mężczyznę, który obraził jego matkę. Oczywiście to nie koniec zabawy...
Powiem szczerze- nie podoba mi się ten komiks. Uważam, że tylko kompletnie pozbawiony wyobraźni człowiek mógł wpaść na tak żenujący pomysł na scenariusz. Jak już pisałem, kojarzy mi się to z tanimi, durnymi horrorami. Oczywiście na dokładkę mamy jeszcze naszego wspaniałego dzieciaka, ten najgorszy typ dziecka, które wrzeszczy z byle powodu, śmieje się gdy ktoś spadnie ze schodów łamiąc przy tym wszystkie kończyny i gotowe jest poszatkować rodziców za to, że nie przynieśli mu śniadania do łóżka. Oczywiście potem tego żałuje, ale wiecie...
Scenarzysta się nie wysilił, brak jego „dziełu” oryginalności czy chociażby czegokolwiek, co przykułoby uwagę czytelnika. Sama postać Charly’ego ma marne szanse na wzbudzenie sympatii, ja sam, prawdę mówiąc miałbym wielką ochotę zdzielić go szuflą do odśnieżania przez ten mały łeb...Ale może to tylko ja? ...Nie, nie sądzę... Dzieciak jest tak płaski i jednowymiarowy, jak to tylko możliwie- totalnie pozbawiony jakiegokolwiek wyrazu- irytujący szczeniak; naprawdę nie wiem, jak można go było uczynić bohaterem komiksu. A wracając do scenariusza, nie wspomnę nawet jak rozwiązano zagadkę żywej zabawki, bo to tak żałosne, że nie warto o tym mówić. Pamiętajcie tylko, że to był statek kapitana Pioruna...Wszystko jest tu jakby na siłę, posklejane z elementów, które nie całkiem do siebie pasują.
Nie, tego nie da się opisać. Ten komiks jest tak głupi, że to przechodzi ludzkie pojęcie. „Charly” prawie dorównał „Lex’owi”, a wiecie chyba, co to znaczy.

Ale jest jeden aspekt tego komiksu, który może się podobać- rysunki mianowicie, które to nieodparcie kojarzą mi się z twórczością Jigounova, którego to pana znamy z serii „Alpha”. Prosta, nieco kanciasta kreska pozbawiona zbędnych upiększaczy, nastawiona tylko i wyłącznie na to, by jak najwierniej oddać najważniejsze cechy ludzi, otoczenia, przyrody. Bez wymyślnego cieniowania, użycia wyrafinowanych narzędzi i litrów tuszu- a i tak osiągnięto porządny, miły dla oka efekt. Nie tak dobry, jak w „Alphie”, ale zbliżony. Ale niestety i tutaj nie mogło zbraknąć wpadek- czasami rysownik przesadził z uproszczeniem otoczenia i zaczyna ono wiać pustką, co w połączeniu ze stylem ilustrowania zaczyna przypominać książki do nauki języka niemieckiego czy kolorowanki...a to niedobrze, bardzo niedobrze...Pamiętam, że zawsze nienawidziłem tych książek...
Ale, niestety, rysunki nie uratują tego komiksu. Jest słaby, zwyczajnie nie dorasta do pięt większości innych tytułów. „Charly” to strata czasu i pieniędzy. Trudno nawet sprecyzować co ta ma być- komiks grozy? Sensacja? Przygodowy? Według mnie to eksperyment, który się nie udał. Zapomnijcie o nim, sięgnijcie po „Blueberry’ego” czy coś w tym stylu. A „Charly’ego” omijajcie z daleka.

Opublikowano:



Charly #1: Piekielna zabawka

Charly #1: Piekielna zabawka

Scenariusz: Denis Lapiere
Rysunki: Magda
Wydanie: I
Data wydania: Luty 2003
Seria: Charly
Tytuł oryginału: Jouet d'enfer
Rok wydania oryginału: 1991
Wydawca oryginału: Dupuis
Tłumaczenie: Teodozja Wikarjak
Druk: kolor
Oprawa: kartonowa
Format: A4
Stron: 52
Cena: 15,90
Wydawnictwo: Podsiedlik-Raniowski i spółka
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-