Nowe Teksty

W duchu Lema
Wronka o "Niezwyciężonym"
Okładka miesiąca: marzec 2020
Chmielewski wybiera okładkę miesiąca
Zabawa w kotka i myszkę
Wronka o "Bug #02"
Czarownica w kalkach
Pawełek o filmie "Czarownica 2"
Space control to major Roy
Pawełek o filmie "Ad Astra"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Trzeba zobaczyć, żeby zrozumieć

Tomasz Kleszcz recenzuje Batman. Przeklęty
7/10
Trzeba zobaczyć, żeby zrozumieć
7/10
Dwa wielkie nazwiska i Batman. Do Polski zawitał tytuł, o którego istnieniu wiedziałem już od dość dawna. Lee Bormejo wrzucił kilka grafik na swojego Instagrama. I nie zawiódł ogromnego apetytu, który spowodował. On nie zawiódł.

Zaczynamy dość nietypowo. Batman wykrwawia się w karetce. Jednak kiedy jeden z pielęgniarzy chce mu przeciąć maskę, zakapturzony heros odzyskuje pełnię sił jak za pstryknięciem i ucieka. Chwilę później dogorywa w ciemnej uliczce, gdzie całkiem możliwe, że wykrwawiłby się na śmierć, mając halucynacje. Wtedy pojawia się Constantine, bawiąc się w cudotwórcę. A my poznajemy kobietę potwora wyciągnięta z filmu The Ring i dowiadujemy się, że Joker nie żyje...

"My żyjący... Co nas Łączy? W tym co MAMY? W tym co DAJEMY? BÓL." Cóż... Połowa albumu pełna jest tym podobnej narracji. Nie wiem, jeśli trzeba mieć jakieś konkretne wykształcenie, ukończone kursy lub ponadprzeciętną umiejętność postrzegania sztuki, żeby coś takiego docenić, to przyznaję, że ja nie mam. Dla mnie to bełkot, mający za zadanie sprawić efekciarskie wrażenie. Jest tego pełno. Przez pół albumu Batman robi różne rzeczy, a w tle mamy takie mądrości. Niewiele lepsze są nieliczne dialogi, które się w albumie pojawiają.

Zastanawia mnie również, czy istnieje jakaś niepisana zasada, wedle której komiks o Batmanie nie może sobie rościć prawa do bycia ważnym dziełem, jeśli scenarzysta nie wrzuci do młynka utrwalonej w miarę dokładnie genezy postaci Batmana i nie przerobi jej na swoją modłę. W Przeklętym Bruce staje się nieszczęśliwym dzieckiem, które słucha wiecznych kłótni. Ojciec – daleki od ideału rodzica - w końcu odchodzi a mrok w postaci upiora z The Ring przyciąga go coraz mocniej...

Trzecią absurdalną moim zdaniem sprawą jest tania próba szokowania czytelnika przez niemającą wiele wspólnego z fabułą narracją atakującą Boga. „ Trzeba być kompletnie SZURNIĘTYM, żeby wymyślić sklepienie niebieskie, zaświaty, ziemski padół i resztę tego SYFU”. [wielkie litery za oryginałem, podobnie jak we wcześniejszym cytacie]. To oczywiście tylko fragment. Co prawda Przeklęty siłą rzeczy wiąże się z pojęciem zaświatów i chrześcijaństwa, podobnie jak postać Constantine'a. I nie mam z tym najmniejszego problemu. Tylko do czego ma służyć taka narracja? I od kiedy Joker zajmuje się profanacją symboli? Szkoda, że Azarello nie pokazał, co potrafi, i nie napisał podobnych słów skierowanych do Allaha na przykład. Ale wtedy prawdopodobnie zostałby okrzyknięty rasistą, albumu nikt w Marvelu by nie zatwierdził, albo co gorsza scenarzysta musiałby wziąć na siebie pewne ryzyko. A tak? Jest prowokacyjnie, ale bezpiecznie.

Czytając ten album, miałem wrażenie, że oglądam ( wizualnie ) rewelacyjny film, czego zasługą są ilustracje - o których za chwilę. Jednak w momencie, w którym Batman trafił do podziemnej knajpy, gdzie w mroku na scenie pojawił się wykolczykowany, napakowany... raper, nawijający do mikrofonu, delikatnie wymiękłem. Tak mogłaby wyglądać czwarta, jeszcze gorsza część Blade'a...

Jakieś plusy są. Najlepszym punktem całej historii jest dość zmyślne zakończenie, i tutaj uchylam nagradzanemu i popularnemu pisarzowi kapelusza. Ale w mojej ocenie to zdecydowanie za mało i fabuła po prostu się nie broni. Nie dorasta do ilustracji. Jest tandetna.

Sięgając jednak po ten komiks, nie robiłem tego dla historii (chociaż nie spodziewałem się czegoś tak... słabego). Moją wyobraźnię rozpalał - że się tak wyrażę - Bormejo. I w tej materii prawdopodobnie znaczącą większość Was, czytelnicy, przeżyje przynajmniej niewielki wstrząs. A całkiem prawdopodobne, że wielu przeżyje wstrząs graniczący z szokiem. Ilustracje są bowiem NIEPRAWDOOODOBNE. Ostatni raz takie wrażenie zrobił na mnie album "Sprawiedliwość", niesamowicie namalowany przez legendę współczesnego komiksu, Alexa Rossa. Lee Bormejo nadał wizji Batmana nową jakość. Nie tylko postaci. Ale także miastu. Gotham ostatni raz tak dobrze wyglądało w Batmanie Burtona. Przy czym tam za scenografię odpowiadał cały sztab ludzi. Tutaj mamy do czynienia z wizją – i pracą - jednego człowieka. Coś niesamowitego.

Lee Bormejo i Brian Azarello stworzyli kilka lat temu prawdziwy hit, Jokera. Tak się składa... Że nie czytałem tego albumu. Muszę teraz nadrobić tą zaległość i sprawdzić, co było w nim niezwykłego. Bowiem w Przeklętym warte zachwytu są wyłącznie ilustracje. Ale jest to zachwyt tak wielki, że całkowicie rekompensuje scenariusz o dyskusyjnej wartości. Ba, Bormejo stworzył album wizualnie niedościgniony. To najmroczniejsza i najbardziej realistyczna wersja Mrocznego Rycerza, jaką do tej pory widziałem. Wziąwszy pod uwagę fakt, że ten dość młody amerykański artysta wykonuje swoje prace markerami... brak mi wystarczających określeń, żeby wyrazić swój zachwyt. Po prostu trzeba to zobaczyć.

Fabuła 5, ilustracje 10.

Opublikowano:



Batman. Przeklęty

Batman. Przeklęty

Scenariusz: Brian Azzarello
Rysunki: Lee Bermejo
Wydanie: I
Data wydania: Listopad 2019
Seria: Batman, DC Black Label
Tłumaczenie: Tomasz Kłoszewski
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 21,6x27,6 cm
Stron: 176
Cena: 69,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328141698
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Trzeba zobaczyć, żeby zrozumieć Trzeba zobaczyć, żeby zrozumieć Trzeba zobaczyć, żeby zrozumieć

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-