reklama baner reklama

Nowe Teksty

Kosmiczne początki Toma Kinga
Sławinski o "Omega Men. To już koniec"
Wysyp Venomów
Panic o "Amazing Spider-Man. Globalna sieć #08: Venom Inc."
Mighty Mike
Kleszcz o "Uniwersum DC według Mike`a Mignoli"
Brzydki i słaby
Kleszcz o "Superman. Action Comics #03: Polowanie na Lewiatana"
Okładka miesiąca: październik 2020
Chmielewski wybiera okładkę miesiąca

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Recenzja

Przystawka do dania głównego

Tymoteusz Wronka recenzuje Chew #11: Ostatnie wieczerze
6/10
Przystawka do dania głównego
6/10
Rozpisana na dwanaście tomów historia wielkiego spisku, w ramach którego mamy zakaz spożywania drobiu, znaki na niebie, wampira (a przynajmniej na takiego wygląda), akcje jak z najlepszych filmów sensacyjnych i wreszcie wiele niesamowitych umiejętności związanych z jedzeniem. Wyobraźni Johna Laymana bez wątpienia jest bogata, ale można mieć pewne wątpliwości co do jego umiejętności rygorystycznego trzymania się wymogów narracji - i to nawet biorąc pod uwagę, że cała seria bardziej opiera się na krótkich historiach pobocznych, niż fascynuje głównymi wątkami.

Layman już w poprzednim albumie podkręcał śrubę, ale tutaj jeszcze mocniej nastawił się na zamykanie wątków i wprowadzanie ostatecznych rozwiązań. Nie będę się rozwodził nad konkretnymi rozwiązaniami fabularnymi, ale jedno mnie zaskakuje. Jak na serię na wskroś humorystyczną, interesujący wydaje się widoczny od pewnego momentu skręt w znaczniej bardziej poważne czy też może mroczne tony. Główny bohater nie ma łatwego życia, spotykają go osobiste tragedie. Zupełnie jakby scenarzysta chciał wprowadzić w praktyce powiedzenie „co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Niemniej szczególnie w tym tomie miałem pewien dysonans poznawczy, mając niemal obok siebie znane z wcześniejszych tomów humorystyczne akcenty i jednak dość przybijające sceny. Przy czym należy zaznaczyć, że nie dotyczy to całości albumu – to nie tak, że nagle „Chew” stał się depresyjną historią.

Narzekać można na scenariusz poszczególnych tomów „Chew” (chociaż w „Ostatnich wieczerzach” jest pod tym względem przyzwoicie), ale jedna rzecz nigdy nie zawodzi: to rysunki. Cartoonowa kreska Roba Guillory’ego świetnie się sprawdza w tej humorystycznej i mocno abstrakcyjnej opowieści.

Ciekawostką w albumie jest crossover z serią „Odrodzenie” Tima Seeleya i Mike’a Nortona. Po tym zeszycie nie należy spodziewać się fajerwerków, ale trzeba przyznać, że Chu i spółka w pewien sposób pasują do świata, gdzie martwi powstali i egzystują pośród żywych. To miła odmiana – tym bardziej, że obie serie czytam i w tej krótkiej historii wzajemnie uzupełniły się o elementy, których im brakuje.

Pozostaje sięgnąć po ostatni album i przeczytać wielki (?) finał „Chew”. Przyznam szczerze, że nie ma we mnie wielkich oczekiwań: te, przynajmniej jeśli chodzi o fabułę, rozwiały się gdzieś w jednej trzeciej cyklu. Teraz po prostu chciałbym, żeby było to udane podsumowanie tej opowieści i po skończeniu nie było poczucia rozczarowania.

Opublikowano:



Chew #11: Ostatnie wieczerze

Chew #11: Ostatnie wieczerze

Scenariusz: John Layman
Rysunki: Rob Guillory
Data wydania: Czerwiec 2019
Seria: Chew
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 170x260 mm
Stron: 136
Cena: 55,00 zł
Wydawnictwo: Mucha Comics
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-