reklama baner reklama
baner

Recenzja

Kwiatki dziadka Clinta

Przemysław Pawełek recenzuje Przemytnik
7/10
Kwiatki dziadka Clinta
7/10
Clint Eastwood wciąż jest aktywnym reżyserem, choć dużo rzadziej w ostatnich latach sam staje przed kamerą. „Przemytnik” jest więc na tle jego twórczości z ostatniej dekady dość wyjątkowy, bo być może po raz ostatni zdecydował się zagrać we własnej produkcji.

Autor kojarzony z westernami i policyjnymi sensacjami tym razem przedstawia historię staruszka, który godząc się z przemijaniem, postanawia naprawić relacje ze swoją rodziną, którą zaniedbywał. Przez dekady pochłaniała go uprawa zdobywających wyróżnienia liliowców i na starość zdaje sobie sprawę, że zmarnował mnóstwo czasu. Do pomocy najbliższym przydałyby się jednak pieniądze. Oferta łatwego zarobku okazuje się być jednak fuchą kuriera wożącego dla kartelu hurtowe ilości kokainy. Same okoliczności zapowiadają nadciągający dramat, a łatwy pieniądz uzależnia, więc staruszek zaczyna swój ostatni życiowy wyskok.
Film Eastwooda ma kilka warstw. Pierwsza, najbardziej oczywista, to oparta na faktach opowieść o bardzo nietypowym przemytniku narkotyków.

Druga, mniej oczywista, to opowieść o starzeniu się i późnym dojrzewaniu do pewnych prawd czy wartości. Trzeci poziom to wymiar autobiograficzny. Kwiaty, które hoduje Earl Stone, w istocie zdają się być filmami Eastwooda, który przez całe swoje życie zdawał się traktować filmową karierę jako rzecz nadrzędną wobec życia rodzinnego. Z kilku małżeństw i nieformalnych związków ma on dziś kilkoro dzieci, a jego życie prywatne przecinały kolejne z licznych romansów. Mówiąc do swojej filmowej córki, że był on kiepskim mężem i ojcem, aktor i reżyser zdaje się mówić o sobie samym, zwłaszcza, że aktorka, do której mówi, prywatnie jest jego biologiczną córką. W tym kontekście „Przemytnik” zdaje się być naszpikowanymi biograficznymi odnośnikami formą wyznania winy i prośby o wybaczenie, tym bardziej przejmującą, że to dla starszego pana prawdopodobnie jedna z ostatnich albo i ostatnia okazja.

Oczywiście można też założyć, że od zawsze pragmatyczny i cyniczny Eastwood wyhodował sobie swojego ostatniego wychuchanego liliowca, którym może ugrać jeszcze jakąś statuetkę. Dla mnie jednak pokazanie przez Clinta swojego prawdziwego, prywatnego oblicza, od czego dotąd stronił, było dość poruszające i autentycznie emocjonalne. W jednej z kluczowych scen filmu przemytnik – choć nikt tego od niego nie oczekuje – sam mówi, że jest winny wszystkich zarzucanych mu czynów. I tak chyba właśnie, na wszystkich wspomnianych poziomach, powinniśmy na ten film patrzeć i tak powinniśmy zapamiętać Eastwooda, jeśli miałby to być jego ostatni film. W przeciwnym razie, patrząc tylko na pierwszy poziom opowieści, pozostaje nieśpieszna historia staruszka, wpisująca się w pewną perspektywę współczesnych Amerykanów i Stanów Zjednoczonych, którą Eastwood kreśli od piętnastu lat.


Autor recenzji jest pracownikiem Polskiego Radia.

Opublikowano:



Przemytnik

Przemytnik

Premiera: Lipiec 2019
Oprawa: DVD, Blue Ray
Stron: 111 min.
Wydawnictwo: Galapagos
  • Reżyser: Eastwood Clint
  • ZAPOWIEDŹ
    WASZA OCENA
    Brak głosów...

    Komentarze

    -Jeszcze nie ma komentarzy-