baner

Recenzja

Abstrakcja wysokich lotów

Tomasz Kleszcz recenzuje Promethea #1
8/10
Abstrakcja wysokich lotów
8/10
Sophie Branks to niczym niewyróżniającą się przeciętna młoda studentka, która pisze pracę semestralną o Promethei. Postać przewija się w różnych dziedzinach sztuki, począwszy od XVIII wieku wykazując znaczną zbieżność cech, chociaż jej poszczególni twórcy prawie na pewno nie mieli wiedzy o dokonaniach pozostałych. W trakcie wywiadu z ostatnią osobą, mającą bezpośredni kontakt z tą mityczną postacią - mianowicie żoną zmarłego pisarza tworzącego przygody tytułowej Promethei - dochodzi do rzeczy niezwykłej. Zupełnie ślepy zdawałoby się zaułek, w jaki zabrnęła Sophie, przeradza się w szaloną, szeroką autostradę, na której fikcja miesza się z rzeczywistością, magia z realizmem a bóstwa z demonami. Sophie zostaje kontynuatorką długiego i niezwykłego procesu, którego czytelnik może być świadkiem.

Trzeba przyznać, że chociaż komiks na upartego można sklasyfikować jako dobre fantasy, to jednak wymyka się on wszelkim schematom. Moore daje tutaj popis niezwykle kreatywności, dzięki której zabiera nas do żywego i wyjątkowego świata, w którym nic nie jest oczywiste. Podobnie jak w przypadku Miracle Mana tworzy - bazując na kilku z góry przyjętych i sztywnych założeniach - misternie splecioną sieć o zaskakującej finezji.

Jednym z najlepszych komiksów fabularnie komiksów, jakie ujrzał świat jest niewątpliwie V for Vendetta. Dlaczego ten tytuł przywołuję? W wydaniu, które posiadam, znajduje się rzecz bezcenna, czyli obszerny opis procesu twórczego widziany oczami Moore'a. Dowiemy się z niego m.in. że sporo ciekawych i cennych elementów do historii wniósł ilustrator, David Lloyd, chociaż nie widnieje on w stopce redakcyjnej jako współscenarzysta. W Promethei niestety nie znalazło się nic, co mogłoby odpowiedzieć czytelnikowi, na ważne pytanie, mianowicie ile do dzieła wniósł rysownik? Jest to pytanie dość ważne, ponieważ Promethei się ot tak po prostu nie czyta. Dzięki temu, co znajduje się na planszach, ją się w pewien sposób doznaje. Nie chodzi o fakt, że ilustracje I.H.Williamsa prezentują jakiś niedościgniony kunszt, chociaż są bardzo dobre, owszem. To szeroko rozumiany layout sprawia, że pochłanianie tego komiksu jest czymś naprawdę ciekawym. Układ kadrów, nietypowe zabiegi graficzne, ozdobniki, kolorowe ramki, zniekształcenia obrazu, zmieniające się motywy przewodnie, zakręcone rozkładówki...

Williams używa wszystkich narzędzi, jakie można sobie tylko wyobrazić, a nawet więcej w sposób tak przemyślany, że mamy tu do czynienia z ewidentnym geniuszem. Czy to zasługa jego, czy też dostał to wszystko w scenariuszu - nie wiem. Ale powinniście to zobaczyć. Z takim wykorzystaniem komiksowego medium nieczęsto ma się do czynienia. Jest tylko jedno ale. Zeszyty tej serii powstawały na przełomie XX i XXI wieku. Poczucie estetyki uległo pewnym zmianom od tamtego momentu, dlatego patrząc z dzisiejszej perspektywy na niektóre fragmenty, zwłaszcza te, w których akcja przenosi się do immaterii, można mieć uczucie obcowania z pewną formą kiczu. Tylko tak potrafię określić kolorowe, wymieszane bez ładu i składu elementy scenografii nieokreślonej krainy wyobraźni, która zamieszkują liczne wcielenia Promethei.

Czym jest Promethea? Nietuzinkową, chociaż dość lekką przygodą, z którą warto się zapoznać z względu na jej oryginalne, wizualne eksperymenty. Moore i Williams pokazują bowiem, że komiks nie ma granic, poza wyobraźnią jego autorów. A ta jest wyjątkowo bogata.

Opublikowano:



Promethea #1

Promethea #1

Scenariusz: Alan Moore
Rysunki: J. H. III Williams, Mick Gray
Wydanie: I
Data wydania: Maj 2019
Seria: Promethea
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 170x260 mm
Stron: 328
Cena: 99,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328141513
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Abstrakcja wysokich lotów Abstrakcja wysokich lotów Abstrakcja wysokich lotów

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-