Nowe Teksty

Zbiry z ferajny
Słoński o "The Goon. Tom 2"
Stara, lepsza Liga
Kleszcz o "Liga Sprawiedliwości. Bez Sprawiedliwości"
Nowy, stary Superman
Kleszcz o "Superman. Action Comics #01: Niewidzialna mafia"
Okładka miesiąca: grudzień 2019
Chmielewski wybiera okładkę miesiąca
To nie jest kraj dla pechowych złodziejaszków
Pawełek o "Criminal #01: Tchórz. Lawless"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Sushi po francusku

Paweł Panic recenzuje LastMan #01
8/10
Sushi po francusku
8/10
Skryte między skałami miasto o śródziemnomorskiej architekturze. Z ruin bliżej nieokreślonego gmachu dochodzą odgłosy walki – pod czujnym okiem mistrza trenuje grupa uczniów. Jeden z nich dostaje mocno w kość, ale mimo to nie traci zapału.

Ten chłopiec to Adrian Velba, główny bohater „Lastmana”, komiksu, którego lektura przywołuje tak niewyobrażalną liczbę skojarzeń, że ich lista zajęłaby kilka stron. Pierwsze i najbardziej oczywiste to manga. Format, objętość, a przede wszystkim czarno-biała, ale poprzedzona kilkoma kolorowymi stronami, szata graficzna dają jasny sygnał, że oto Francuzi postanowili wydać komiks w japońskim stylu. Kolejny oczywisty trop to tematyka opowieści. Mistrzowie, ambitni uczniowie, wreszcie turniej, którego zwycięzca okrywa się wieczną chwałą. Dodajmy do tego wschodnie sztuki walki, mocno przyprawione magicznymi przywołaniami, i od razu stają nam przed oczami produkcje pokroju „Dragon Balla” czy „Naruto”. Specyficznie japoński jest również świat przedstawiony. Śródziemnomorskie miasto czerpiące z realiów europejskich epok (od późnego średniowiecza wzwyż), to dekoracje, które odnajdziemy w wielu mangach i anime. Jest w tej historii też coś z japońskich gier RPG. Chłopiec, chatka, czekająca w tejże chatce matka, tudzież inna bliska osoba, a wszystko w sielankowej, i niezwiastującej niczego złego, scenerii. Nie jestem wielkim znawcą tematu, ale odnoszę wrażenie, że naprawdę wiele razy widziałem tego typu sceny otwierające. Dosłownie każdy element tego komiksu to melodia, którą dobrze znamy. Czy to sprawia, że „Lastman” to nic więcej niż sentymentalna składanka największych hitów dzieciństwa? Otóż nie. Ten komiks jest niczym doskonały remiks, wykonany przez najwyższej klasy didżejów, którzy zbierając klasyczne sample tworzą nową jakość – pełnoprawne, świeże, przebojowe dzieło.

Fabuła jest prosta. Tak jak zostało już wyżej wspomniane: mały Adrian nie radzi sobie w walce, ale nie przeszkadza mu to wziąć udziału w wymarzonym turnieju. Jego kompanem zostaje przybysz znikąd, tajemniczy Richard Aldana. Arogancki jegomość wydaje się wykorzystywać naiwność malca, ale z czasem rodzi się między nimi specyficzna przyjaźń. Nie mamy wątpliwości, że pojawi się tutaj jeszcze jakiś poważniejszy adwersarz, a przeszłość Aldany będzie stopniowo wypływać na powierzchnię. Na razie najważniejsza jest walka. Dynamizm kolejnych starć cieszy oczy, dowodząc, że to, co sprawdza się w kinie i grach komputerowych, może być z powodzeniem przełożone na język komiksu. Ale czy powinno to dziwić? W końcu głównym rysownikiem tego tytułu jest Bastien Vivès – artysta, który w wydanej jakiś czas temu „Polinie” udowodnił, że jeśli chodzi o przedstawienie postaci w ruchu naprawdę niewielu może mu dorównać. Oprócz niego, jako równorzędni twórcy „Lastmana”, wymienieni są Balak (scenariusz) i Michael Sanlaville (rysunki). Każdy, kto miał styczność z innymi komiksami Vivèsa, jednak od razu dostrzeże, że to jego styl odcisnął na tym tytule największe piętno.

Lektura „Lastmana” to czysta przyjemność. Taka sama jak oglądanie najlepszych współczesnych obrazów z kręgu kina kopanego. Tak jak w ich przypadku, sam sentyment do okładających się na ringu fajterów mógłby tutaj nie wystarczyć. Twórcy musieli dać coś ekstra. Dzięki świeżemu spojrzeniu na klasyczne motywy otrzymaliśmy komiks doskonale opowiedziany, prosty fabularnie, ale nie grzęznący na gatunkowych mieliznach. To ten sam poziom wirtuozerii w żonglowaniu popkulturowymi schematami, co „Head Lopper”. O ile jednak pierwszy wolumin dzieła Andrew MacLeana stanowi zamkniętą całość, tak pierwsza część „Lastmana” urywa się w najciekawszym możliwym momencie. No, ale jeśli ma to być francuska wariacja shōnen-mangi to tasiemcowość jest w tym przypadku elementem obowiązkowym. Czas pokaże, czy trzymanie się tej reguły nie odbije się twórcom czkawką. Na pewno po ten tom można sięgnąć bez obaw.

Opublikowano:



LastMan #01

LastMan #01

Scenariusz: Bastien Vives, Balak
Rysunki: Bastien Vives, Michael Sanlaville
Wydanie: I
Data wydania: Kwiecień 2019
Seria: LastMan
Tłumaczenie: Jakub Syty
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka
Format: 152x216 mm
Stron: 208
Cena: 39,00 zł
Wydawnictwo: Non Stop Comics
ISBN: 978-83-8110-784-6
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Sushi po francusku Sushi po francusku Sushi po francusku

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-