baner

Recenzja

Generyczność frankofona

Krzysztof Tymczyński recenzuje Lady S #08: Racja stanu
5/10
Generyczność frankofona
5/10
Co jakiś czas trafiam na określenie ”generyczny frankofon” użyte wobec czegoś, czego nieco ładniejszym określeniem byłby ”francusko-belgijski mainstream”. I chociaż jestem w stanie zgodzić się z tym, że ”Lady S.” jest wręcz podręcznikowym przykładem właśnie takiego komiksu, to jednak nikt nikomu nie broni nieźle się bawić przy lekturze. W przypadku tego komiksu jest to całkiem normalne.

”Generyczny frankofon” – określenie, które dla osoby takiej jak ja, a więc takiej, która tak na dobrą sprawę dopiero niedawno przestała się obawiać komiksów innych niż tych pochodzących z USA, w zasadzie nic nie mówiło. Po latach spędzonych z trykociarzami Marvela i DC, praktycznie każdy komiks pochodzący z Europy, nie tylko tej frankofońskiej części, był doświadczeniem nowym i mocno odświeżającym. Nieraz rzutowało to na wystawiane przeze mnie także i tutaj oceny, ponieważ to, co dla jednych było najbardziej oklepanym komiksem rodem ze Starego Kontynentu, u mnie wciąż budziło nierzadko reakcję typu ”łaaaaał, to tak można?”. Mija kilka lat, kolekcja frankofońskich komiksów na półkach poszerza się może nie w zastraszającym tempie, ale jednak trochę tego już człowiek przeczytał, sięgnął po kilka klasyków, jak i… no właśnie, generycznych frankofonów. Komiksów mainstreamowych, stojących najczęściej na co najwyżej średnim poziomie, produkowanych taśmowo i będących we Francji czy Belgii swoistym odpowiednikiem tego, czym w USA są superbohaterskie serie Marvela czy DC – seriami popularnymi, chętnie kupowanymi, ale nie będącymi czymś więcej niż tytułem jednym z wielu i lekturą do zapomnienia po kilku, góra kilkunastu dniach. Ale chociaż mało kto o tym powie głośno, tak jak w przypadku rzeczy z USA kręcimy nosem na taki sobie poziom przygód Batmana czy Deadpoola, jednocześnie cały czas kupujemy kolejne odsłony ich przygód, tak i w przypadku frankofonów mamy serie, które mimo wszystko i tak się lubi, nawet jeśli powielają schematy aż miło i tak na dobrą sprawę niewiele wnoszą do komiksowego medium. W moim przypadku, takim tytułem z pewnością jest ”Lady S”.

Wydawnictwo Kubusse przygotowało tym razem dla czytelników ósmy tom w dwóch wersjach okładkowych, co dotąd wcześniej się nie zdarzało. Czy to oznacza, że seria jest na tyle silna na naszym rynku, by spróbować takiego eksperymentu? A może wręcz przeciwnie – limitowana okładka miała przyciągnąć kolekcjonerów i podbić wyniki sprzedaży? Jaka by nie była odpowiedź, otrzymaliśmy już ósmą odsłonę przygód Szanii Rivkas. Ta, wskutek wydarzeń z końcówki ubiegłej odsłony serii, wylądowała w więzieniu, gdzie na pewno nie może mówić o lekkim i łatwym życiu. Te wkrótce i tak dobiegnie końca… przynajmniej oficjalnie. Kto i dlaczego zadbał o to, by kobieta została uznana za martwą? Tego dowiecie się właśnie z lektury najnowszego tomu.

Nie będę ukrywał, że ”Racja stanu” nie jest moim ulubionym tomem tego cyklu. Jean Van Hamme tym razem poleciał po całości i zaproponował nam fabułę naciąganą tak mocno, że nawet najwytrwalsza guma w gaciach nie dałaby rady tego wytrzymać. Wszystko, ale to absolutnie wszystko, co dzieje się na kartach tego tomu ”Lady S”, trzeba brać z przymrużeniem oka, bo inaczej bardzo szybko zaczniemy siarczyście przeklinać. Czego my tu nie mamy? Wystarczy rzucić okiem na wytłumaczenie uwiarygodnienia ”zgonu” głównej bohaterki, by złapać się za głowę. I w oparach absurdu lecimy praktycznie przez cały tom. Do tego dorzucić trzeba kiepsko rozpisane postacie drugoplanowe, na czele z groteskową wręcz Max i śmiało można mówić o totalnej żenadzie w tym jakże, nomen omen, generycznym frankofonie.

A jednak tego nie zrobię. Ósmy tom ”Lady S” czytało mi się w sumie całkiem dobrze, jednakże nie ma ukrywać, głównie dzięki odpowiedniemu nastawieniu. Spodziewałem się bowiem, że Van Hamme w myśl zasady ”więcej i mocniej” spróbuje w jeszcze bardziej wymyślny sposób skomplikować życie Szani i zastanawiałem się głównie nad tym, czy ponownie pójdzie w stronę ciekawej, pomysłowej oraz całkiem zgrabnie napisanej opowieści (co nie byłoby złe, a wcześniej już mu się na łamach cyklu zdarzało) czy też nieświadomej autoparodii. Wyszło na to drugie, ale jako iż spodziewałem się takiej ewentualności, czerpałem z lektury sporą dozę satysfakcji. Jak daleko Van Hamme ”przegnie pałkę”? To pytanie towarzyszyło mi przez całą ”Rację stanu” i odkrywanie odpowiedzi na nie dało ostatecznie całą masę radości. Przypuszczam jednak, że zdecydowanie nie tego rodzaju reakcji spodziewał się wywołać w czytelniku takim jak ja, ten doświadczony scenarzysta. Do tego dorzucę stojące na przyzwoitym poziomie rysunki Aymonda i dorzucenie do ”mitologii” serii pewnego drobiazgu, który jednak bardzo mocno mnie zaintrygował, przez co jestem bardzo ciekawy czy i jak rozwinie to Van Hamme. Jako, że we Francji seria doczekała się już trzynastu tomów, miejsca na wykazanie się ma on jeszcze całkiem sporo. Pytanie tylko, czy polscy czytelnicy po takich ”popisach” jak w ósmej odsłonie tego tytułu dadzą mu na to dalszą szansę?

Kubusse na ostatniej stronie okładki ”Racji stanu” zapowiada tom dziewiąty. I naprawdę bardzo mocno trzymam kciuki za tym, by tym razem Van Hamme chociaż odrobinę wrócił do lepszej formy, a odsłona ósma nie okazała się przysłowiowym ”przeskoczeniem rekina”. Lubię tę serię, nie ukrywam tego, lecz wszystko ma swoje granice. Cierpliwość do mimo wszystko średnich komiksów także.

Opublikowano:



Lady S #08: Racja stanu

Lady S #08: Racja stanu

Scenariusz: Jean Van Hamme
Rysunki: Philippe Aymond
Wydanie: I
Data wydania: Styczeń 2019
Seria: Lady S
Tłumaczenie: Jakub Syty
Druk: kolor, kreda
Oprawa: miękka (B)
Format: 215x290 mm
Stron: 48
Cena: 38,00 zł
Wydawnictwo: Kubusse
ISBN: 978-83-941480-8-9
Limitowana do 100 egzemplarzy edycja z alternatywną okładką.
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

daniels -

w sumie miałem podobne odczucia przy Largo WInchu, może po pierwszym integralu jeszcze bardziej pozytywne, po drugim to już było troche za dużo "przeskakiwania rekina". Lady S. przeczytałem 1y tom i podziękowałem, chociaż to w sumie kompetentne czytadło, czy całkiem przyzwoity generyczny frankofon.