Nowe Teksty

W tym mieście mieszkają mordercy
Wronka o "Palcojad. Tom 1"
Plastikowy Spider-Man
Panic o "Amazing Spider-Man #01: Globalna sieć. Wrogie przejęcie"
Diabeł w szczytowej formie
Kleszcz o "Hellboy. Tom 6: Burza i pasja. Piekielna narzeczona"
Spisek w Fabryce Snów
Wronka o "Podniebny Harry #02: Holywoodland"
Zbir versus ZombieŚwiat
Słoński o "The Goon. Tom 1"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Kto zdzierży panią Thor?

Krzysztof Tymczyński recenzuje Thor #02: Kto dzierży młot?
4/10
Kto zdzierży panią Thor?
4/10
To, kim jest pani Thor, można było spokojnie wywnioskować już przy okazji poprzedniego tomu. Jednakże to, że rewelacja ta nijak mnie nie zaskoczyła, jest najmniejszym problemem tego komiksu.

Żeby chociaż trochę zmniejszyć zakres ewentualnych gromów (he he) rzucanych na moją głowę, zacznę od wyjaśnienia pewnej istotnej rzeczy: nie jestem przeciwny zmianom w komiksach superbohaterskich, o ile stoi za nimi fajny pomysł. Gdy jakiś czas temu Bucky Barnes stał się Kapitanem Ameryką, byłem wiernym fanem tego pomysłu. Miles Morales Spider-Manem? Rewelacja! Kamala Khan jako Ms. Marvel? Super! Flash Thompson Venomem? Rick Remender dał radę! Są jednak takie momenty, gdy twórcy, czasem naprawdę znani i utytułowani, dokonują zmian, które bardzo szybko obrzydzają czytelnikowi lekturę danej serii. I tak oto Jasonowi Aaronowi udała się taka sztuka, ponieważ po raptem dwóch tomach, na które składa się osiem zeszytów serii ”Thor” oraz jeden annual, mam już serdecznie dość nowej, głównej bohaterki.

Główna historia tego tomu skupia się na paru wątkach. Z jednej strony nowa Thor stara się pokazać, iż nieprzypadkowo okazała się godna i ściera się z Malekithem oraz jego nowym sojusznikiem – Dario Aggerem. Z drugiej zaś Odinson nadal desperacko stara się dowiedzieć tego, kim w zasadzie jest jego następczyni. Wreszcie konflikt pomiędzy Freyją i Odynem eskaluje w rejony grożące wojną domową.

Nie ma się co oszukiwać – Marvel swego czasu przodował w podmienianiu swoich ikonicznych bohaterów na ich nowe wersje i większość z tych pomysłów wyszło z biur szefostwa wydawnictwa, zaś poszczególni scenarzyści mieli jedynie za zadanie wprowadzić te plany w życie. Najczęściej reakcja to furia tak zwanych ”prawdziwych fanów”, którzy nie dopuszczają do myśli tego, że klepanie tego samego w kółko od kilkudziesięciu lat może się przejeść. Czasem wspomnianym twórcom udaje się zrobić to w naprawdę udany sposób, jak chociażby w wymienionych wcześniej przypadkach czy też w znanym na naszym rynku ”Superior Spider-Manie”, który tchnął sporo świeżego powietrza w świat Ścianołaza. Niestety nie zawsze to wychodzi. Wtedy dana zmiana szybko zostaje zamieciona pod dywan (chociażby ”Superior Iron Man” lub Alpha – sidekick Spider-Mana), wywołuje drugą falę hejtu, nieraz nawet całkiem dobrze uzasadnionego (jak negujący cztery dekady swojej własnej historii coming out Icemana-homoseksualisty), albo też dzieli fanów na dwie mniej więcej równe części. Według mnie, żeńska wersja Thora mieści się w tej ostatniej kategorii.

Mnie od tego tytułu odrzuciło to, że jest pseudofeministyczny w sposób tak nachalny i łopatologiczny, że aż zęby bolały. Pozwólcie, że wyjaśnię dokładniej, co mam na myśli.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to usilne próby scenarzysty do udowodnienia czytelnikom, że nowa Thor jest lepsza od poprzednika. No właśnie – nie tak samo dobra, tylko przewyższająca pod każdym względem poprzednie wcielenie. Odbywa się to na zasadzie budowania kontrastu, według którego bohaterka jest nie tylko równie silna, ale przy okazji znacznie mądrzejsza i roztropna od Odinsona. Z tym dyskutować nie będę, ponieważ faktycznie można tak powiedzieć o osobie, która obecnie dzierży młot. Dlaczego jednak poprzedni gromowładny w nowej serii zachowuje się jak skończony matoł, któremu wyraźnie przeszkadza, iż zastąpiła go kobieta? Tego już nie wiem. Oryginalny Thor to postać porywcza i lubiąca dobrą zabawę – jasne, pełna zgoda. Lecz nigdy nie był przy okazji kretynem, a właśnie taki zabieg stosuje Jason Aaron, by pokazać nam, iż jego następczyni jest znacząco lepsza. Cały wątek przeprowadzonego przez niego śledztwa, który opiera się na wziętym nie wiadomo skąd przekonaniu, iż ”godną” Mjolnira może być tylko któraś z jego przyjaciółek/byłych kochanek, to głupota najwyższej klasy, a rozrzucane przez Aarona tropy, które mają nas zmylić, są bardzo słabe – im bardziej scenarzysta stara się nas przekonać, że za maską jest pewna znana z poprzednich odsłon postać, tym bardziej wiadomo, że to nie ona. Zresztą tak jak wspomniałem wcześniej – tożsamości nowej Thor można było dość łatwo domyślić się już przy lekturze poprzedniego tomu. Zaskoczenia zero.

Zresztą po przeczytaniu albumu trudno nie odnieść wrażenia, że wszystkim facetom oberwało się w miarę równo. W momencie gdy Odyn zachowuje się coraz bardziej nierozsądnie, seksistowsko i zwyczajnie idiotycznie, w dokładnie przeciwnym kierunku podąża Freyja, która wyrasta na jedyną trzeźwo myślącą w Asgardzie. Gdy w finałowej walce nowa Thor potrzebuje wsparcia, dołącza do niej armia złożona wyłącznie z kobiet, no i Odinsona, czym Aaron chce przekonać nas przy okazji, że żaden facet z Asgardu nie miał ani krzty odwagi sprzeciwić się szaleństwom Odyna, podczas gdy panie długo się nad tym nie zastanawiały. Zaś w dołączonym do komiksu annualu jest historia z udziałem Wojów Trzech, którzy podobnie jak wcześniej poprzedni Thor zostają spłyceni do roli głupków niewierzących w to, że nowa właścicielka Mjolnira może dorównać mężczyźnie. Wszystko to jest tak nachalne, łopatologiczne i płytkie, że miałem wrażenie jakby uznano, iż po serię tą sięgną w USA tylko ludzie o stosunkowo niewysokim poziomie inteligencji, którym trzeba tłumaczyć oczywiste. Niestety, w moich oczach przesłoniło to jakiekolwiek zalety serii.

Chociaż nie, ok. Rysunkowo nadal jest bardzo dobre. Zarówno Russell Dauterman jak i artyści udzielający się we wspomnianym annualu odwalili kawałek solidnej roboty.

Niemniej jestem solidnie rozczarowany tym, w jaki sposób zdecydowano się wprowadzić nową Thor. Jason Aaron napisał scenariusz bardzo daleki od jego zwyczajowego, bardzo przyzwoitego poziomu i jakoś trudno mi uwierzyć w to, że nie był cały czas sterowany przez edytorów i wydawców. Wyszło, jak wyszło – bardzo słabo, nieporównywalnie gorzej od tego, co pokazała chociażby G. Willow Wilson w wydanym na naszym rynku ”Ms. Marvel” czy Dan Slott w ”Superior Spider-Manie”, gdzie również nowe postacie ubrały ikoniczne już kostiumy. Jeśli Egmont zapowie publikację kontynuacji, tym razem wydawanej w USA pod tytułem ”The Mighty Thor”, to ja jednak podziękuję. Po tak kiepskim wstępie, tych właściwych przygód pani Thor już śledzić nie mam ochoty.

Opublikowano:



Thor #02: Kto dzierży młot?

Thor #02: Kto dzierży młot?

Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: Russell Dauterman
Wydanie: I
Data wydania: Sierpień 2018
Seria: Thor, Marvel Now
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Druk: kolor
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 165x255 mm
Stron: 132
Cena: 39,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328126695
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Kto zdzierży panią Thor? Kto zdzierży panią Thor? Kto zdzierży panią Thor?

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

chudy35 -

Wstępniak jaki był taki był, wiadomo po co został napisany. Warto mimo wszystko dać szansę tej już odpowiedniej serii (będzie wydawana), bo obok All-new Wolverine jest uznawana za jedną z najlepszych serii dziejących się po evencie Tajnych Wojen.