reklama baner reklama
baner

Recenzja

Nowa, ale rzadka krew

Tomasz Kleszcz recenzuje Moon Knight #03: W noc
6/10
Nowa, ale rzadka krew
6/10
Rotacja autorów na stanowiskach w wielkich amerykańskich wydawnictwach to w sumie nic nowego. W przypadku Moon Knighta było to najwidoczniej planowane od początku. Jak to niestety w większości takich pomysłów bywa, wraz z wejściem na scenę kolejnej już generacji twórców, poziom dzieła zaczyna spadać.

Z uderzającą różnicą musimy się zmierzyć zaraz po otwarciu albumu. Tom pierwszy, zilustrowany został przez bardzo dobrego Shalveya, drugi przez jeszcze lepszego Smallwooda. Seria dzięki temu pod względem graficznym uplasowała się całkiem wysoko w stosunku do mających lepsze i gorsze momenty rywali nie tylko z rodzimego Marvela, ale także z zajmującego aktualnie spory segment rynku Odrodzenia. Nad trójką pracowało dwóch kolejnych ilustratorów. German Peralta to rysownik operujący w miarę realistyczną kreską, aczkolwiek nie przychodzi mu to jeszcze z naturalną lekkością. Postaci bywają toporne, kadrowanie nie jest szczególnie zachwycające, a w planszach, które artysta wykonał raczej sporadycznie znajdują się rodzynki, nad którymi warto się chwile dłużej zawiesić.

Niemniej z czystym sumieniem można go nazwać dobrym rzemieślnikiem, czego już o drugim panu powiedzieć się nie da. Rysunki stworzone przez Rona Ackinsa są wyjątkowo słabe i spadek jakości szaty graficznej, jaki dokonał się z tego powodu na przestrzeni dosłownie kilku zeszytów, wręcz razi. Nie rozumiem decyzji ludzi zarządzających tym projektem, by w tak szybkim tempie zrezygnować z naprawdę utalentowanych artystów, których prace przyciągały wzrok i wyróżniały się w tłumie, a w ich miejsce zaangażować do tego obiecującego tytułu tak przeciętnego grafika, który będzie potrafił skutecznie zrazić do siebie tę część czytelników, która po komiksy sięga nie tylko dla fabuły.

A skoro o niej mowa spadek niestety także jest odczuwalny. Krótkie rozdziały, z których składa się album przedstawiają nieskomplikowane historie. Fakt, poprzednie odsłony tej serii również nie należały do segmentu komiksów ambitnych, niemniej niosły że sobą pewien powiew świeżości. We „W Noc” ta świeżość powoli ustępuje rutynie. Zamaskowany nocny stróż staje w obliczu kolejnych przeszkadzajek, które wymagają usunięcia. Ciekawie robi się w jednym z momentów, w których Moonowi przyjdzie walczyć z brutalnym, wielkim i mało estetycznym gościem. Słowa, które ów jegomość wypowie, stanowią nie lada zaskoczenie i w sumie jako jedyne na dłużej zapadają w pamięć. Muszę podkreślić, że nietypowy i dość innowacyjny charakter Moon Knighta nieco kompensuje te fabularne banały, z tego też powodu mimo wszystko mamy do czynienia z wciąż ciekawym projektem. Z tym że słabiej narysowanym i mniej błyskotliwie napisanym. Tylko lub aż tyle.

Dwie pierwsze odsłony serii przyniosły wiele satysfakcji. Trzecia niestety znacznie mniej. Szkoda, że to koniec i spotkanie z Moon Knightem na chwilę obecną musi się zakończyć. Pomimo słabszej końcówki warto się z tą serią zapoznać. Ta postać ma w sobie ogromny potencjał i seria mogłaby jeszcze pokazać coś ciekawego. Tymczasem album W Noc, choć wypada słabiej, i tak jest niezły. Mocna 6.

Opublikowano:



Moon Knight #03: W noc

Moon Knight #03: W noc

Scenariusz: Cullen Bunn
Rysunki: Ron Ackins, Germán Peralta
Wydanie: I
Data wydania: Październik 2018
Seria: Moon Knight, Marvel Now
Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski
Druk: kolor
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 16,7x25,5 cm
Stron: 108
Cena: 39,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328126824
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Nowa, ale rzadka krew Nowa, ale rzadka krew Nowa, ale rzadka krew

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-