baner

Recenzja

Królowe lata

Paweł Panic recenzuje Pewnego lata
8/10
Królowe lata
8/10
Młoda dziewczyna z tylnego siedzenia samochodu obserwuje otoczenie: rodziców z przodu, las za oknem i pojawiające się z wolna pojedyncze zabudowania. Widać, że jest lato, a spora liczba bagaży sugeruje przeprowadzkę bądź dłuższe wakacje. Brzmi znajomo, prawda? Podobnie zaczynała się niejedna opowieść, żeby wspomnieć tylko film „Spirited Away: W krainie bogów” Hayao Miyazakiego. Chihiro, bohaterka tamtej produkcji, na naszych oczach przechodziła kurs dojrzewania, który całkowicie zmienił jej nastawienie do rodziców. Protagonistka „Pewnego lata” również dojrzewa wraz z rozwojem fabuły, a świat dorosłych coraz mocniej wkracza w jej beztroskie życie.

Nie jest to historia o rozmachu przywołanego na wstępie arcydzieła Miyazakiego, nie jest to również opowieść o dojrzewaniu, którą postawić można w jednym rzędzie z „Black Hole” Charlesa Burnsa. Ma jednak w sobie sporo elementów, które wydają się znajome, choć „pachną” zupełnie inaczej. Konstruując scenariusz, Mariko Tamaki postanowiła w centrum wydarzeń umieścić osoby zdecydowanie młodsze niż zwyczajowe nastolatki. Dlatego fabuła nie koncentruje się na klasycznym w tego typu historiach wątku inicjacji seksualnej, a alkohol i używki występują w ilościach wręcz symbolicznych. Typowe dla komiksowych opowieści o dojrzewaniu elementy pojawiają się tutaj na drugim planie. Bohaterki przyglądają im się po trosze z obrzydzeniem, a po trosze z fascynacją. W pewnym momencie wydaje się nawet, że Rose sięgnie po pozostawiony na stole kieliszek wina, ale tylko trąca go stopą. Scena ta dobrze oddaje przejściowy okres, w którym znajdują się bohaterki, które, pomimo fizycznych oznak dojrzewania, cały czas są dziewczynkami. Jedna z nich, Windy, pozostanie dzieckiem jeszcze co najmniej rok, ale dla Rose są to prawdopodobnie ostatnie takie wakacje. Wszystko się zmieni, już się zmienia... Na razie jednak rozpoczyna się to jeszcze jedno beztroskie lato, w którym równie dużo emocji dostarcza podpatrywanie miejscowej młodzieży, co oglądanie po kryjomu starych horrorów.

Rose uczy się empatii, próbuje zrozumieć rodziców, ale tak naprawdę cały czas pozostaje dzieckiem. Przy młodszej i wyraźnie bardziej beztroskiej Windy udaje dojrzałą, lecz to tylko pozory, a w jej postawie naiwność nieustannie przeplata się z dziecięcym egoizmem. Dziewczyna wyraźnie przy tym idealizuje mężczyzn, matkę wrzucając do jednego worka z irytującymi bohaterkami kina grozy z lat 80. Przy niej druga z bohaterek raz jest głosem rozsądku, a innym razem wulkanem energii. Windy z miejsca zdobywa naszą sympatię, chociaż czasami wydaje się, że pojawia się tutaj tylko w roli kontrastu dla Rose. Obie dziewczynki to jednak postacie z krwi i kości, stanowiące najważniejszy element „Pewnego lata”. Sama historia nie jest bowiem zbyt oryginalna. To po prostu zapis kilku wakacyjnych tygodni, spędzonych w niewielkiej miejscowości letniskowej. W pięknych okolicznościach przyrody rozgrywają się jednak dramaty, których świadkami są nasze bohaterki. Depresja i niechciana ciąża to małe końce świata, które z perspektywy dorastających dziewczynek wydają się tylko kolejnymi przesadzonymi problemami starszych. Oczywiście, z czasem ta opinie zostanie zweryfikowana. A stanie się to bez ckliwości i taniego dydaktyzmu – w czym tkwi ogromna siła omawianego komiksu.

„Pewnego lata” czyta się doskonale. Jeśli chcecie komuś wyjaśnić, na czym polega opowiadanie obrazem, to pokażcie mu ten album. Nie ma tutaj przegadanych fragmentów, zbytecznych dialogów, kadrów, które nic nie wnoszą. Wątki, które można by ciągnąc przez wiele stron zostają szybko ucięte, by innym razem poświęcić kilka rysunków pozornym drobiazgom. Takie zabiegi doskonale budują klimat opowieści, pomagając nam przyjąć perspektywę bohaterek. Lato nad jeziorem to cykliczne wyprawy na plażę, seanse horrorów i okazjonalne spotkania towarzyskie dorosłych. A wszystko to na tle wspaniałej przyrody: krzaków, kamieni, zarośniętych podwórek. W tym miejscu wypada pochwalić drugą z autorek tego komiksu: Jillian Tamaki. Kuzynka scenarzystki nadała postaciom miękkie, czasami karykaturalne rysy, by z kolei elementy roślinne przedstawić z pieczołowitością godną atlasu botanicznego. Do tego dochodzą dosyć niestandardowe onomatopeje, takie jak „fajt”, „buju” czy „zwij”. Skojarzenia z mangą nasuwają się same. Bez obaw jednak, nie ma tutaj miejsca na chaos, porozrzucane po planszy dymki i nadmiernie ekspresyjną mimikę. Twórczości pani Jillian pod względem pieczołowitości zdecydowanie bliżej do dzieł Jiro Taniguchiego niż produkowanych masowo japońskich komiksów dla nastolatków.

Ktoś może stwierdzić, że „Pewnego lata” to właściwie komiks o niczym, ktoś inny dojdzie do wniosku, że nie znajduje się w jego grupie docelowej. Każdy, kto odpuści ten tytuł, popełni jednak spory błąd. Owszem, to opowieść o młodszych nastolatkach, lecz równie dobrze, jak rówieśniczki głównych bohaterek, będą bawić się przy niej czytelnicy w starszym wieku. Zresztą skoro jakiś „stary koń” fascynuje się historiami superbohaterskimi, stojącymi na poziomie lektur, którymi zaczytywał się w wieku 12 lat, to co stoi na przeszkodzie, żeby zachwycił się dziełem kuzynek Tamaki? Długo przyszło nam czekać na polskie wydanie „This One Summer”, które pierwotnie pojawiło się w zapowiedziach kultury gniewu na 2017 rok. Rok minął, minęły kolejne wakacje, ale w końcu jest. I nie ma co ukrywać, że naprawdę warto było czekać.

Opublikowano:



Pewnego lata

Pewnego lata

Scenariusz: Mariko Tamaki
Rysunki: Jillian Tamaki
Wydanie: I
Data wydania: 15 Wrzesień 2018
Tytuł oryginału: This One Summer
Rok wydania oryginału: 2014
Tłumaczenie: Łukasz Buchalski
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka
Stron: 320
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
ZAPOWIEDŹ
WASZA OCENA
Brak głosów...

Galerie

Królowe lata Królowe lata Królowe lata

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-