Nowe Teksty

Wszystko, co dobre...
Zimiński o "Hawkeye #04: Rio Bravo"
Ye ye ye
Zimiński o "Ye"
W rytmie bluesa
Wronka o "Blacksad #04: Piekło, spokój"
Świat zza krat
Słoński o "100 naboi. Tom 3"
Finał (nie)godny rozwinięcia
Kleszcz o "Liga Sprawiedliwości #04: Niekończąca się walka"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

  • Beton 2018
  • Miejsce: Szczecin, Domu Kultury 13 Muz, plac Żołnierza Polskiego 2
    Od: 2018-11-16
    Do: 2018-11-17

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Małpy Rock

Krzysztof Zimiński recenzuje Rampage: Dzika furia
6/10
Małpy Rock
6/10
Są takie dzieła kultury, które generalnie rzecz biorąc, nie potrzebują recenzji. Wiadomo, czego się po nich spodziewać i albo się chce z nimi zapoznać, albo nie, zgodnie z indywidualnymi preferencjami. Właśnie takim filmem jest "Rampage: Dzika furia". To produkcja z Dwaynem Johnsonem i gigantycznym gorylem siejącym demolkę w amerykańskim mieście. I teoretycznie to naprawdę wszystko, co musicie wiedzieć, bo albo w tym momencie kierujecie kursor myszki, by zamknąć to okno, albo uśmiechacie się pod nosem, mówiąc 'właśnie dla takich dzieł wymyślono popcorn'.

Fabuła, jak można się domyślać, nie jest zbyt skomplikowana, choć gra, na której oparto film, była jeszcze prostsza. Kierowało się tam olbrzymimi zwierzętami, które z wdziękiem godnym King Konga niszczą metropolię. Autorzy filmu postanowili z tej prostej gry automatowej wykrzesać coś więcej. Mamy więc klasyczny monster movie, w którym zmutowany goryl, wilk i aligator niszczą każde miejsce, do którego trafią. Gdzieś tam ich tropem podąża jednak prymatolog z wojskowym doświadczeniem, pani naukowiec i rządowy agent. Olbrzymie zwierzęta szybko trafiają jednak w centrum zainteresowania wojska, które chce rozwiązać sprawę w sposób ostateczny.

"Rampage" to historia o przyjaźni i zaufaniu. Davis Okoye, bohater grany przez Rocka, stroni od ludzi, ale dobrze czuje się w towarzystwie zwierząt, dlatego czuje się odpowiedzialny za mutującego goryla. To też opowieść o klasycznie stereotypowo złej korporacji, która wydała miliony dolarów na badania w kosmosie (świetna otwierająca sekwencja w duchu "Obcego"), a teraz próbuje zamieść sprawę pod dywan. Pierwsze skrzypce grają tu jednak komputerowo wygenerowane zwierzęta i cała armia speców od efektów specjalnych w cyfrowy sposób niszczących Chicago. Tu nie ma większej filozofii. Chodzi o rozrywkę, a rozrywki dostarczają tu olbrzymy włażące na drapacze chmur, niszczące budowle, bawiące się pojazdami opancerzonymi jak resorakami. Nie ma tu praktycznie dramaturgii, ale wygląda to znakomicie.

Oddzielne uznanie należy się specom od efektów 3D. Przestrzenne filmy miały być nowym poziomem rozwoju kina, ale para uszła z tego balonu i o rewolucji nikt nie próbuje już nawet mówić. Być może sporą winę ponoszą sami filmowcy, którzy nie zawsze wiedzą, jak tymi efektami grać. Ekipa od "Rampage" wiedziała jednak, jak zabrać się do sprawy - przedmioty wysuwają się z ekranu już na początku filmu, gdy obserwujemy obiekty unoszące się w pozbawionej grawitacji stacji orbitalnej. Czuć zabawy przestrzenią, gdy po ekranie przewala się ten cały gruz. Wisienką na torcie jest tu natomiast scena, gdy jedna z postaci zostaje bezceremonialnie połknięta.

"Rampage: Dzika furia" nie jest oczywiście pozbawiony wad. O dramaturgii, która przegrała z efektami specjalnymi, już wspominałem. Nieco późno też akcja przenosi się do miasta, przez co większość filmu okazuje się być zaledwie wprowadzeniem. Naciągana bardzo jest fabuła, która jest tu zaledwie pretekstem dla wejścia zwierzęcej ekipy rozbiórkowej do miasta. To akurat jestem w stanie wybaczyć. Bardziej mi szkoda, że ekipa pod wodzą Brada Peytona jako reżysera nie mogła się zdecydować co do tonacji dzieła. Większość scen zrealizowano śmiertelnie poważnie, choć trudno poważnie je traktować. Dla odmiany Jeffrey Dean Morgan zagrał swojego bohatera, czyli agenta, praktycznie rzecz biorąc na granicy aktorskiej szarży. Teoretycznie miał prawo, bo to film o gorylu na drapaczu chmur, ale nieco kontrastuje to z pozostałymi postaciami. Jeszcze bardziej niekonsekwentne jest korporacyjne rodzeństwo, odpowiadające za cały ten bałagan. Knujący, pazerni, wyrachowani, tak poważni, że wręcz groteskowi, zwłaszcza w przypadku brata, Bretta, ocierający się o komizm, no i nazywający swoją korporację ochroniarską 'Zabójcy To My'.

Przydałby się temu filmowi konkretny przechył w którąś stronę - dramatycznego kina katastroficznego lub też żartobliwego ukłonu dla japońskiego nurtu kaiju. Wyszło coś pośredniego, ale jeszcze raz napiszę - to nie ma znaczenia. Wszystko sprowadza się do tego, czy chcecie obejrzeć film z Dwaynem Johnsonem i gigantycznym gorylem rozwalającym w pył centrum amerykańskiego miasta. Jeśli tak, to dokładnie to dostaniecie, czyli nie najlepszy film, przy którym można miło spędzić czas.

Opublikowano:



Rampage: Dzika furia

Rampage: Dzika furia

Scenariusz: Ryan Engle, Ryan Condal, Carlton Cuse, Adam Sztykiel
Premiera: Wrzesień 2018
Oprawa: DVD, Blue ray
Wydawnictwo: Galapagos
  • Reżyser: Brad Peyton
  • ZAPOWIEDŹ
    WASZA OCENA
    Brak głosów...

    Galerie

    Małpy Rock Małpy Rock

    Komentarze

    -Jeszcze nie ma komentarzy-