reklama baner reklama
baner

Recenzja

Ja wysiadam

Krzysztof Tymczyński recenzuje Deadpool Classic #05
5/10
Ja wysiadam
5/10
Sentyment i opieranie się na własnych wspomnieniach bywa momentami zgubne. Gdy Egmont ogłosił wydanie w Polsce ”Deadpool Classic”, autentycznie się ucieszyłem. Pamiętałem bowiem swoją pierwszą styczność z runem Joe Kelly’ego, którą oceniałem bardzo wysoko. Niestety, powrót do tego komiksu po ponad dziesięciu latach był sporym zawodem i na tomie piątym postanowiłem przestać sobie sprawiać tę nieprzyjemność.

Po krótkiej i niezbyt udanej przygodzie z serią z Marvel NOW, zapowiedź ”Deadpool Classic” stała się dla mnie małym promyczkiem nadziei, że rodzimy czytelnik otrzyma także te lepsze przygody Wade’a Wilsona. Od drugiego tomu cyklu bowiem stery przejmował Joe Kelly, który przez wielu czytelników w USA uważany jest za twórcę najlepszych opowieści z udziałem pyskatego najemnika. Czytałem część pisanych przez niego komiksów i pamiętałem, że bawiłem się przy nich autentycznie dobrze. Niestety, nie pierwszy raz ostatnio zresztą, powrót po latach do miło wspominanego tytułu okazał się być zaskakująco ciężką przeprawą i podobnie jak w przypadku ”Anihilacji”, ”Wolverine’a” Jasona Aarona czy też częściowo przy ”Ludziach Północy”, tak i tutaj okazało się, że mój gust jako czytelnika komiksów znacząco się zmienił. I chociaż uważam, że na tym sentymencie doleciałem i tak daleko, to jednak pora się pożegnać także i z klasycznymi przygodami Wade’a.

Fabuła piątego tomu skupia się przede wszystkim na próbach odzyskania wewnętrznego spokoju przez Deadpoola po tym, jak uporał się z Mesjaszem pod koniec poprzedniej odsłony. Jego nieliczni przyjaciele starają się jakoś nad nim zapanować, ale Wade wiedziony poradami niejakiego Doktora Bonga co rusz popada w coraz większe szaleństwo i wykonuje wyłącznie głupie ruchy. Przez to musi zmierzyć się z zombie, Wolverine’em, zabójczymi królikami, wrogiem z dawnych czasów, a także… niespodziewaną wiadomością o tym, że kiedyś miał żonę. I ona żyje! Wspomniałem już o miniaturowym klonie Deadpoola?

Sęk w tym, że wszystko to wydaje się być tylko zlepkiem bardziej lub mniej kiczowatych pomysłów Jamesa Feldera (który odpowiadał za pomysły większości historii), które Joe Kelly tym razem tylko ubierał w słowa i rozbijał na 22 strony komiksowej opowieści. Jasne, w postać Deadpoola wpisana jest nieszablonowość, ostre balansowanie na granicy dobra i zła (chociaż tutaj zdecydowanie bardziej zaznaczone, niż w ”aktualnych” historiach) i spora dawka szaleństwa. Niemniej jednak to nie usprawiedliwia tego, jak mocno podziurawione pod kątem zwyczajnej logiki są poszczególne historie. Widać to wyraźnie już w pierwszej, prezentowanej w tomie historii, gdzie Wade zabija swojego idealnego, chociaż miniaturowego klona, posiadającego dokładnie ten sam zestaw zdolności bojowych (a więc i czynnik leczący), nabijając go na miecz. Tyle wystarczyło, chociaż kilkanaście stron wcześniej malec nic sobie nie zrobił z tego, że rozjechała go ciężarówka. Takich rażących wręcz głupot w tomie jest znacznie więcej – gdy pod koniec tłumaczony był wątek żony Wade’a, autor fabuły chyba sam się pogubił we własnych pomysłach, przez co ponownie można użyć wyświechtanego już nieco zwrotu ”Marvel science”, oznaczający iż każdą bzdurę da się wytłumaczyć, jeśli dorzuci się do tego trochę naukowego bełkotu.

Uczciwie jednak trzeba przyznać, że ostatnie strony tomu nie są czymś, czego można było spodziewać się po tego typu publikacji. Do zbioru dorzucono bowiem specjalny zeszycik, który nie jest komiksem, a zbiorem wycinanek, zagadek i łamigłówek utrzymanych w bardzo typowym dla Deadpoola stylu. Nie uważam jednak, by w jakimś znaczącym stopniu podnosiło to ocenę całości, ponieważ najważniejsze historie tomu są zwyczajnie kiepskie. Nawet jeśli momentami aspirują do poruszania ważniejszych tematów niż siekanie i zabijanie.

Rysunkowo w zasadzie także jest to tom bez fajerwerków. Na łamach piątego tomu ”Deadpool Classic” przewija się wielu artystów, z których chyba tylko Pete Woods osiągnął na rynku cokolwiek i do dziś obecny jest często zarówno w Marvelu jak i DC. Trzeba jednak pamiętać, że to cały czas komiksy z lat dziewięćdziesiątych i to widać praktycznie na każdej stronie.

Ja wysiadam, mam już po prostu dość. Po kolejne tomy zdecydowanie już nie sięgnę. Na rynku obecnych jest tak dużo komiksów lepszych od tego, co znajdziecie na łamach ”Deadpool Classic”, że na tego typu publikacje po prostu szkoda czasu. Zwłaszcza, że prawdopodobnie jesteśmy dopiero na półmetku tego cyklu, a jakąkolwiek nadzieję można wiązać dopiero z tomami 9-10, gdzie na stanowisku scenarzystki zasiadła Gail Simone.

Opublikowano:



Deadpool Classic #05

Deadpool Classic #05

Scenariusz: Joe Kelly, James Felder
Rysunki: Pete Woods, Walter McDaniel, David Brewer, Joe Cooper, Mark Powers, Brian Smith
Wydanie: I
Data wydania: Czerwiec 2018
Seria: Deadpool Classic, Marvel Classic
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 170x260 mm
Stron: 276
Cena: 89,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Ja wysiadam Ja wysiadam Ja wysiadam

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-