reklama baner reklama

Nowe Teksty

Jeszcze niżej
Superman. Action Comics #03: Ludzie ze stali
Bohater, na jakiego nie zasługujemy
Zimiński o 1.tomie "Transmetropolitana"
Obniżenie lotu
Kleszcz o "Superman. Action Comics #02: Powrót do „Daily Planet”
Śladów geniuszu brak
Kleszcz o "RAPP #01: Zaginione dzienniki Tesli"
Wino im starsze…
Kleszcz o "Hellboy. Tom 3: Zdobywca Czerw. Dziwne miejsca"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Klęska urodzaju

Tomasz Kleszcz recenzuje Liga Sprawiedliwości kontra Suicide Squad
6/10
Klęska urodzaju
6/10
Superbohaterskie crossovery, elektryzujące rzesze czytelników na całym świecie stanowią nieodłączny element machiny napędzającej amerykański - i zapewne nie tylko - rynek obrazkowych opowieści. Bardzo szybko zatem doszło do spotkania dwóch największych drużyn działających w ramach Odrodzenia.

Album rozpoczyna się dokładnie w miejscu, w którym czytelnicy zakończyli lekturę drugiego tomu Suicide Squadu. Do Belle Reve przybywa nowy rekrut, doktor Caitlin Snow alias Killer Frost, czyli wampirzyca cieplna, która za pomocą życiowej energii wysysanej z ofiar wytwarza lód (fakt, nie brzmi to zbyt porywająco). Tak wzmocniony skład wyrusza na kolejną - wydawałoby się rutynową - misję. Nie wszystko jednak idzie jak należy i do akcji włącza się liga największych bohaterów na Ziemi. Rozpoczyna się nieuniknione starcie dwóch drużyn, w którym udział bierze czternaście postaci, nie wliczając w to naczelniczki Waller oraz Ricka Flaga, który teoretycznie powinien dowodzić oddziałem. Scenarzyści (czyli Williamson, pracujący przy Flashu z wątpliwym powodzeniem oraz Williams prowadzący serię Suicie Squad z podobnymi rezultatami) najwidoczniej wyszli jednak z założenia, że wachlarz postaci jest zbyt skromny jak na tak doniosłe wydarzenie. Dlatego za kulisami mało znany polskim czytelnikom Maxwell Lord prowadzący swoją małą grę uwalnia z tajnego więzienia... pierwszy Oddział Samobójców. Tym samym do zabawy dołącza pięć nowych postaci, wśród których znalazł się sam Lobo. Ponieważ nic tak nie łączy, jak wspólny wróg, szybko okazuje się, że członkowie Ligi znajdują wspólny język z członkami aktualnie działającego Oddziału i stają ramię w ramię do kolejnej walki.

Nie od dziś wiadomo, że miarą porządnej historii są dobrze zbudowane postaci, a podobno sam antagonista świadczy o jakości dzieła. Gdyby tą miarą zmierzyć omawiany tytuł cóż... ciężko byłoby znaleźć coś na jego obronę. Maxwell Lord jest postacią całkowicie płaską. Pojawia się znikąd, uwalniając dobrze strzeżonych więźniów, dokonuje rzeczy teoretycznie niemożliwej praktycznie bez wysiłku, a łatwość, z jaką przeciąga na swoją stronę kolejne - zdawałoby się silne osobowości - odziera opowieść z jakiegokolwiek dreszczu emocji. Scenarzyści znani już z prac nad tytułami wydanymi na polskim rynku postawili na dwa najbardziej banalne i oklepane elementy, dominujące w takich projektach, czyli akcję i rozwałkę. W komiksie dzieje się naprawdę dużo, a tempo wydarzeń jest szybkie. Niestety, autorzy nie potrafią zbudować napięcia, próbując je uzyskać głównie za pomocą potoku słów rzucanych przez postaci. Trudno również doszukać się szczególnie błyskotliwych zwrotów akcji, może za wyjątkiem roli, jaką w całym tym wydarzeniu odegrała naczelniczka Waller, a który to efekt przyćmiewa nieco ckliwe i raczej marne zakończenie, które zaserwowano nam na finał tej całkiem imponującej produkcji.

Jak to w przypadku tak rozbudowanych projektów bywa, nad oprawą graficzną czuwało kilku rysowników o zróżnicowanym poziomie umiejętności. Na czołówkę wysuwa się Jason Fabok, który do pracy podchodzi bardzo rzetelnie, a planszom z jego udziałem nie można odmówić wysokiego poziomu. Całkiem dobrze radzi sobie także Tony S. Daniel oraz Fernando Pasarin, który zaliczył mały debiut przy okazji Wiecznego Batmana. Niestety, najsłabiej wypada rysownik pracujący nad zakończeniem, niejaki Giuseppe Cafaro. Kiepskie projekty postaci oraz ledwie przeciętny poziom umiejętności wzmagają tylko uczucie rozczarowania, z jakim rozstajemy się z tą obszerną publikacją.

Liga Sprawiedliwości kontra Suicide Squad nie zaskakuje ani pozytywnie, ani negatywnie. Napakowana akcją, walkami i krótkimi retrospekcjami opowieść prezentuje typowo rzemieślniczy poziom. Natłok bohaterów to naturalne zjawisko i trudno się nim zachwycać. Sama historia łączy się w miarę spójną, aczkolwiek nieszczególnie porywającą całość, wzbogaconą o przyzwoitą, a miejscami nawet dobrą oprawę wizualną.

Opublikowano:



Liga Sprawiedliwości kontra Suicide Squad

Liga Sprawiedliwości kontra Suicide Squad

Scenariusz: Joshua Williamson, Tim Seeley, Rob Williams
Rysunki: Tony S. Daniel, Jason Fabok, Howard Porter
Wydanie: I
Data wydania: Maj 2018
Seria: Liga Sprawiedliwości, Odrodzenie
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Druk: kolor
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 165x255 mm
Stron: 288
Cena: 69,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328134041
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Klęska urodzaju Klęska urodzaju Klęska urodzaju

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-