reklama baner reklama

Nowe Teksty

Z łańcuchami im do twarzy
Tymczyński o Tyler Cross #02: Angola
Pamiętaj, że umrzesz
Jasiński o "Opowieści Grabarza. Krótkie historie o życiu marnym i bez celu"
Czas się skończył
Kleszcz o "Avengers. Czas się kończy #03"
Jeszcze bardziej dawno temu, w nie tak dalekiej Korelii
Zimiński o filmie "Han Solo: Gwiezdne wojny - historie"
Prawie tak dobry jak klasyka
Kleszcz o "Conan. Narodziny legendy"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

  • Dwutakt 2018
  • Miejsce: Toruń, Dwór Artusa, Rynek Staromiejski 6
    Kiedy: 2018-10-20

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Miało być dobrze...

Tomasz Kleszcz recenzuje Anihilacja #03
6/10
Miało być dobrze...
6/10
Klimatyczny początek "Anihilacji" z udziałem Draxa i młodej Camili był jednym z lepiej zapowiadających się epizodów, który zauważył na wysokiej ocenie pierwszego tomu i dawał szansę na ciekawą rozrywkę. W drugiej odsłonie ciężar opowieści przeniósł się na innych bohaterów, ale nadal było nieźle. Co przyniosła część trzecia?

Fala anihilacji niepowstrzymanie brnie przed siebie, niszcząc wszystko po drodze. Potężne imperia Skrulli oraz Kree zostały podbite lub bardzo osłabione. Otwarta wojna nie ma już ze strategicznego punktu widzenia sensu, więc ocalali obrońcy przechodzą do wojny partyzanckiej. Na czele ruchu oporu znajdziemy Richarda Ridera, alias Nova, ostatniego ocalałego członka korpusu, oraz Petera Quilla, byłego Star Lorda, przypominającego teraz raczej Johna Connora niż wiecznie uśmiechniętego, popularnego bawidamka. Na fakt, że akcja odbywa się na różnych planetach, gdzie nasi ziemscy herosi bezproblemowo oddychają, przymykamy kulturalnie oko. W ruchu oporu walczą również postaci, którym poświęcono poprzedni album serii, czyli Ronan oskarżyciel, Gamora oraz Super Skrull, no i oczywiście Drax. Na znacznie większą skalę działają również Heroldowie Galaktusa, z których na czele wysuwa się Silver Surfer, przy czym - wbrew pozorom - to nie do nich należeć będzie chlubne miano obrońców wszechświata...

Keith Giffen wspierany przez kolegów stworzył iście monumentalne dzieło, które zwieńczone zostało prawie niekończącą się bitwą. Pomimo sporej objętości autorzy napakowali na tyle dużo akcji, wydarzeń oraz postaci biorących udział w tym kosmicznym spektaklu, że - w zasadzie może poza Novą - wszystkiemu poświęcono relatywnie mało miejsca i wszystko dzieje się zbyt łatwo, a przecież Anihilus i jego horda stanowią zagrożenie dla życia w całym Wszechświecie, więc nic nie powinno iść łatwo. Wypełniając swoją życiową misję, Drax zaskakuje uporem, doprowadzając do - zdawałoby się - niezmiernie ważkiego wydarzenia. Jednocześnie autorzy nie korzystają z okoliczności, jakie przygotowali do zbudowania dramaturgii, tylko - niczym w kiepskim sitcomie - gładko przechodzą nad tym do porządku dziennego, serwując banalne rozwiązanie sytuacji. Jest to podstawowy problem omawianego albumu, mianowicie nieumiejętność zbudowania porządnej atmosfery. Postaci starają się być przekonujące, co wyraża się głównie w wypowiadanych przez nie kwestiach, ale nie wypada to tak, jak powinno. Postać Camilii pojawia się na kilku ledwie kadrach, rzucając mało zabawnymi tekścikami, po których nasuwa się pytanie, czemu w ogóle miała służyć? Czytelnicy pamiętający przygody Silver Surfera z serii Mega Marvel prawdopodobnie chwycą się za głowy, kiedy zobaczą Silver Surfera tak łatwo przyjmującego zwierzchnictwo Galactusa, a wręcz proszącego o to. Można by tak wymieniać jeszcze długo.

Istnieje jednak alternatywne podejście, trzeba zapomnieć o pierwszym tomie, sprawiającym wrażenie tytułu przejawiającego pewne ambicje i podejść do omawianego albumu jak typowego komiksu superhero, z tym, że z nieco bardziej egzotycznymi postaciami. Otrzymujemy wtedy rzetelnie napisany, rozbudowany spektakl z mnóstwem akcji i postaci, w którym nie można narzekać na nudę. Autorom udało się też uniknąć zbędnego patosu czy królików wyciąganych z kapelusza, więc jest naprawdę przyzwoicie.

Wizualnie album całkowicie odpowiada treści. Lwią część pracy wykonał Andrea DiVito. Rysownik zainwestował tutaj mnóstwo pracy i nie można mu odmówić doskonałego warsztatu. Występujące często bitewne kadry są dynamiczne i bogato rozbudowane. W tym przypadku jednak ilość potu włożonego w pracę nie do końca świadczy o wysokiej jakości. DiVito prezentuje bardzo klasyczny, momentami lekko toporny styl, któremu trudno będzie zachwycić odbiorców. Sprawdza się to co prawda jako nośnik przedstawionych treści, ale czegoś brakuje, by wzbudzić zachwyt. Dobremu wrażeniu nie pomaga kiepska kolorystyka z mało atrakcyjnym wyborem palety, przeładowana światłocieniami oraz intensywnymi teksturami.

Trzeci tom "Anihilacji" kończy pewien epizod w napaści Hordy, ale do wygrania wojny jeszcze daleko. Album jest dynamicznym widowiskiem osadzonym w kosmosie z mnóstwem zaangażowanych charakterów, wieńczącym rozbudowaną opowieść, niezaspokajającym jednak w pełni narosłego do tej pory apetytu. Jest solidnie, jednakże dominacja pojedynków oraz nieumiejętne budowanie dramaturgii każe dokończyć frazę rozpoczynającą ten tekst tylko w jeden sposób: wyszło jak zwykle.

Opublikowano:



Anihilacja #03

Anihilacja #03

Scenariusz: Keith Giffen, Christos Gage, Stuart Moore
Rysunki: Scott Kolins, Mike McKone, Giuseppe Camuncoli, Andrea Di Vito
Wydanie: I
Data wydania: Grudzień 2017
Seria: Anihilacja, Marvel Classic
Tytuł oryginału: Annihilation
Wydawca oryginału: Marvel
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz, Kamil Śmiałkowski
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 170x260 mm
Stron: 304
Cena: 89,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328118553
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Miało być dobrze... Miało być dobrze... Miało być dobrze...

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-