reklama baner reklama

Nowe Teksty

Kotka na gorącym, blaszanym dachu
Sławinski o "Catmowan. Nie ma lekko"
Nowa przygoda Kubatu i Kaja
Gierszewski o 3. tomie "Kubatu"
Zbędne zabójstwa
Chmielewski o 1. tomie "Akame Ga Kill!"
Gra w kotka i myszkę
Chmielewski o 3. tomie "Inspektor Akane Tsunemori"
Problemy z finałem
Tymczyński o 6. tomie "Blera"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Dziś już takich nie robią

Tomasz Kleszcz recenzuje Droga do Odrodzenia: Superman - Ostatnie dni Supermana
6/10
Dziś już takich nie robią
6/10
Na wstępie należy przypomnieć, że świat, w którym toczy się akcja to alternatywna rzeczywistość, w którą Dan Jurgens wprowadził czytelników bardzo dobrym albumem Lois i Clark. Teraz poznajemy losy tutejszego Supermena, a opowieść zaczyna się najmocniejszym możliwym akcentem. Na całostronicowej ilustracji przedstawiającej smutną twarz największego herosa na Ziemi znajduje się jeden dymek, zawierający tylko jedno słowo: umieram.

Następnie padają uzasadnienia, które mają czytelnika - tak jak i pozostałych herosów - utwierdzić w przekonaniu, że tym razem nie ma odwrotu. Odwiedziny ognistych studni na Apokolips, komora kryptonitowa, a do tego walka z Rao [ bóstwem czczonym na Kryptonie] zrobiły swoje. Komórki Supermana uległy trwałemu, nieodwracalnemu uszkodzeniu i potwierdzają to wszystkie badania, które człowiek ze stali sam na sobie wykonał. Potem załatwia mnóstwo czasami dziwnych spraw, walczy i słabnie na zmianę oraz wciąż mówi, że to koniec. Pojawia się również główny antagonista, płonący słonecznym blaskiem metaczłowiek, który – będąc głuchym na wszelką argumentację, co po pewnym czasie staje się co najwyżej irytujące – powtarza wciąż niczym mantrę, że to on jest prawdziwym Supermanem. Niestety, w całym albumie brakuje jednego najważniejszego czynnika - siły oddziaływania.

Komiks bez wątpienia skierowany jest do młodszej generacji odbiorców, zawiera nowoczesne elementy narracyjne i konstrukcję, mimo wszystko to nadal zdecydowanie zbyt mało, żeby unieść na sobie powagę wydarzenia, z jakim przyszło się scenarzyście zmierzyć. I chociaż technicznie wszystko jest w porządku, to album niczym nie wyróżnia się spośród wielu innych przyzwoitych pozycji i jest to jego największym mankamentem.

Opowieść, którą w latach 90. zaproponował Jurgens, pomimo pozornej prostoty wzbudzała nieporównanie większe emocje, i tak samo sytuacja wygląda teraz. Kal-el to postać, która zasługuje na coś więcej, tymczasem jego śmierć stała się po prostu środkiem do napędzenia cyferek, bez dostarczenia odpowiednich emocji. Ten komiks równie dobrze mógł się bez tego obejść i nic by się w jego odbiorze nie zmieniło. Niestety, Tomasi nie podołał zadaniu i zaszczytowi, jaki mógł jego nazwisko utrwalić w komiksowych annałach.

Znacznie lepiej prezentują się artyści, którym powierzono zadanie przedstawienia historii mającej za zadanie odświeżyć całe Universum, a jest ich aż siedmiu. Od reprezentujących superrealistyczną kreskę Janina'a czy Manhke'go, przez ciekawą, lekko mangową stylizację Jimeneza, aż do Benes'a, Pelletier'a oraz Eaglesham'a, których kreska przypomina ducha minionych lat '90 i można momentami nazwać ją wręcz klasyczną, wszyscy dobrze wpisują się w konwencję przedstawionej opowieści. Trzech pierwszych wymienionych rysowników prezentuje pierwszoligowy poziom i czytelnicy będą mieli przyjemność jeszcze z ich pracami obcować w nadchodzących, nowych seriach spod znaku Odrodzenia, a oficyna Egmont szykuje ich przynajmniej osiem. Stojące na wysokim poziomie, świetnie dobrane barwy, za które również odpowiada cały oddział kolorystów, oraz spory rozmach powodują, że warstwa graficzna zdecydowanie wyprzedza fabularną. Wspaniałe okładki, gościnny występ Romity Juniora oraz dość skromna – ale zawsze – galeria dodatków usatysfakcjonują każdego malkontenta.

Śmierć Supermana nosi wszystkie znamiona charakteryzujące współczesny komiks superbohaterski. Piękne ilustracje, rozbudowane, dość skomplikowane fabuły i mnogość postaci połączone są z brakiem tego czegoś, co powodowało rumieńce na młodych policzkach dekady temu. Gdzieś w natłoku wydarzeń, nawiązań i przewijających się postaci zanika główny cel, jakim powinno być dostarczenie wrażeń. Najważniejsze wydarzenie całego restartu blaknie w tle. Ciągłe wychodzenie z założenia, że im więcej, tym lepiej, nie sprawdza się w przypadku tytułów, w których sięga się po tak wyjątkowe wydarzenia.

Trzeba podkreślić, że komiks Śmierć Supermana jest porządnie zrealizowanym i dobrym komiksem akcji, ale wymagania wobec niego były bardzo duże i nie zostały spełnione. Warto po niego sięgnąć, bo jest istotnym elementem Odrodzenia, zrealizowanym w wysokim standardzie, ale dla porównania wypada wrócić również do tej pierwszej, jedynej i niepowtarzalnej śmierci największego bohatera na Ziemi, której fani komiksu nie zapomną pewnie do końca swoich dni.

Opublikowano:



Droga do Odrodzenia: Superman - Ostatnie dni Supermana

Droga do Odrodzenia: Superman - Ostatnie dni Supermana

Scenariusz: Peter J. Tomasi
Rysunki: Doug Mahnke
Wydanie: I
Data wydania: 17 Sierpień 2017
Seria: Odrodzenie
Rok wydania oryginału: 2016
Tłumaczenie: Jakub Syty
Druk: kolor
Oprawa: miękka
Format: 170x260 mm
Stron: 204
Cena: 59,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328127043
ZAPOWIEDŹ
WASZA OCENA
Brak głosów...

Galerie

Dziś już takich nie robią Dziś już takich nie robią Dziś już takich nie robią

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

clavain -

Ten komiks nie nazywa się "Śmierć Supermana", a taki tytuł autor kilka razy przywołuje w tekście.