reklama baner reklama

Nowe Teksty

Coś się kończy, coś się zaczyna
Panic o 7. tomie "Superior Spider-Mana"
Mój ziomek, mój ziomek...
Kleszcz o 3. tomie "Thora Gromowładnego"
Kto wrobił Velvet Templeton?
Gierszewski o 3. tomie "Velvet"
Florian Ferrier: Kaki, Marietta, Pan Leclair i cała reszta…
Wywiad ze współscenarzystą "Hotelu Dziwnego"
Banda Robinów kontra Sowy
Gierszewski o "Wojnie Robinów"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Artykuł

Titeuf i inni: Fenomen komiksu dziecięcego w krajach frankofońskich

Wojciech Birek

     Opowieści o psotnych dzieciakach należą do najwcześniej ukształtowanej gatunkowo odmiany komiksu. To właśnie „Kid strips” – jak „Yellow Kid” czy „The Katzenjammer Kids” legły u podstaw popularności nowego medium w ostatnich latach XIX wieku, w czasach jego kształtowania na łamach amerykańskiej prasy wysokonakładowej. Co ciekawe, komiksy te, choć opowiadały o przygodach bohaterów dziecięcych, nie były skierowane do dziecięcego, lecz dorosłego odbiorcy. Także później, gdy komiks stał się formą rozrywki adresowaną w dużej mierze do dzieci i młodzieży, nie zapomniano i o bardziej dojrzałym czytelniku; slogan „komiksy, przeznaczone dla czytelników w wieku od lat 7 do 77” można z powodzeniem odnieść do większości komiksów, składających się na przebogatą historię gatunku. Wystarczy tu wymienić trzy powszechnie znane tytuły komiksowych serii o dzieciach: „Peanuts” Charlesa M. Schulza, „Dennisa Rozrabiakę” Hanka Ketchama czy najnowszy z nich - „Jeremiego” Jerry’ego Scotta i Jima Borgmana; każdy z tych komiksów

    Komiksy europejskie, a zwłaszcza komiksy krajów francuskojęzycznych – Francji, Belgii i Szwajcarii – zawsze odznaczały się wyraźną odmiennością od swych amerykańskich odpowiedników, tak pod względem formy, jak i typu poczucia humoru. Tradycję komiksów z dziecięcymi bohaterami widać tu może mniej, choć nie brak ich na kartach historii gatunku. Do klasycznych tytułów należą serie „Zig i Puce” Alaina Saint Ogana z lat 30 czy mniej u nas znana seria Herge’a „Quick i Flupke”, przyćmiona przez nieporównywalnie większą popularność cyklu o Tintinie tego autora. O wiele łatwiej w komiksie frankofońskim spotkać bohaterów „młodych duchem”, których można określić jako dorosłych o mentalności dziecka. Tacy są bohaterowie serii „Asterix”; dziecięcą mentalnością odznaczają się legendarne Smerfy z serialu Peyo; dużym dzieckiem jest Gaston Gafa z serii Andre Franquina.
    Jednak archetypowym bohaterem dziecięcym komiksu francuskojęzycznego, zarazem szacownym klasykiem, jak i wzorcem nowoczesnego podejścia do ogranej do cna tematyki, stała się nie seria komiksowa, a cykl bogato ilustrowanych opowiadań: „Mikołajek” René Goscinnego i Jeana-Jacquesa Sempe. Seria, zapoczątkowana w połowie lat 50, podbiła czytelników błyskotliwą i piekielnie śmieszną wizją świata, widzianego oczami niesfornego chłopaka, bystrego obserwatora i niezrównanego interpretatora rzeczywistości, jej absurdów i paradoksów. Co ważne, kluczem do interpretacji Mikołajkowego świata była wybujała wyobraźnia chłopca, karmiona komiksami, serialami telewizyjnymi i powieściami przygodowymi. Ten klucz do dziecięcego świata okazał się uniwersalnym wytrychem, co dostrzegli i wykorzystali twórcy franko-belgijsko-szwajcarskiej nowej fali komiksów dziecięcych ostatniej dekady.

titeuf    Niewątpliwym liderem wspomnianej „nowej fali” jest serial „Titeuf” szwajcarskiego rysownika Zepa (to pseudonim Philippe’a Chappuis). Postać ciekawskiego i obdarzonego niezwykłą dociekliwością malca, powstała z pospiesznego rysunku w szkicowniku w r. 1992 r. zapoczątkowała modę na ten typ nowoczesnego bohatera komiksowego. Titeuf, niezmordowany w swych poznawczych dociekaniach, stał się nie tylko niezrównanym źródłem rozrywki dla czytelników w każdym wieku, ale i przewodnikiem po współczesnym życiu i jego zawiłościach dla dziecięcych odbiorców. Nowatorstwem serialu jest brak tematów tabu: w komiksach o Titeufie mówi się i o seksie (i to dużo), i o wojnie, biedzie i innych zagrożeniach współczesnego świata. Ale brak tu natrętnej dydaktyki; wszystkie tematy poruszane są z humorem, czasami zbliżającym się do granic ryzyka i mogącym szokować czytelników starej daty. Zep przemawia jednak językiem współczesnego dziecka, karmionego brutalnymi grami komputerowymi, filmami, bombardowanego krwawymi informacjami z całego świata i tłumaczącego sobie ten świat na własny użytek. Nie bez znaczenia pozostaje tu niezwykle efektywne korzystanie przez twórcę z własnych wspomnień z dzieciństwa. Spora część dziecięcej ciekawości i zabawnej samodzielności w dochodzeniu do wiedzy o świecie okrężnymi drogami wywodzi się z autorskiej autopsji.
Nieustający deszcz nagród, jaki sypie się na szczęśliwego autora, to ledwie blade odbicie międzynarodowej popularności komiksu. Najnowszy, dziewiąty album przygód Titeufa, zatytułowany „Prawo podwórka”, pojawił się na Zachodzie w inicjalnym nakładzie 1 400 000 egzemplarzy, co stanowi drugi w historii wynik (rekord należy do ostatniego albumu uznanej klasycznej serii „Asterix”) i absolutny ewenement w przypadku młodego autora.

    Titeuf jest niewątpliwą gwiazdą popularnego magazynu komiksowego „Tchô!” (to idiom z języka francuskiej młodzieży, będący przekształconym fonetycznie odpowiednikiem naszego „Cześć”. Pismo, założone w 1997 r., zdecydowanie odbiega formułą od typowych magazynów komiksowych; reklamowane jako „najmniejsze megaolbrzymie pismo planety” składa się ze stron małego formatu, które jednak po rozłożeniu przybierają postać płachty na podobieństwo map. „Tchô!” skierowane jest do czytelników w wieku bohaterów zamieszczanych tam historii; oprócz samych komiksów pełno tam zabawnych gagów, zagadek, a do numerów pisma często dołączane są oryginalne (i na pewno niezwykle inspirujące przyszłych użytkowników) gadżety. Wokół pisma skupiona jest grupa twórców, publikujących komiksy bliskie estetyką i wizją świata serii Zepa: Dab’s rysuje i pisze serial „Tony i Alberto”, będący oryginalnym wariantem archetypicznej opowieści o chłopcu i jego psiaku z ery MTV; Eric Buche tworzy cykl o Frankym Snow – nieletnim ryzykancie, amatorze wszystkich sportów ekstremalnych, wszelkiego typu desko-ślizgo-rolko-spado-lotni, spędzającym czas na zgłębianiu tajników najbardziej ekscentrycznych rozrywek i imponowaniu zachwyconym dziewczynom; „Samson & Neon” to z kolei swoisty „anty-E. T.” – opowieść o chłopcu, przyjaźniącemu się z kosmitą, tyle że pełna szalonych figli i anarchicznych karamboli.
    „Tchô!”, magazyn wydawany przez wydawnictwo „Glenat”, nie jest jedynym w krajach frankofońskich magazynem z komiksami „chłopięcymi”. Równie frapującą sferę doświadczeń przedstawicieli młodego pokolenia Europejczyków eksploruje inny popularny komiks z tego gatunku – „Kid Paddle”, realizowany przez Midama Kid Paddle (prawdziwe nazwisko Michel Ledent). Sferą tą jest ekscytujący, pełen krwawych efektów i mrocznych tajemnic świat gier komputerowych. Tytułowy bohater serii to dzieciak, dla którego świat bez paru godzin, spędzonych przy konsoli czy komputerze straciłby smak; makabryczne efekty nie robią na nim żadnego wrażenia; dla odmiany przesłodzony świat rozrywek jego siostry jest w stanie wpędzić go w ciężką chorobę.
Zjawisko, które wielu pedagogom i ludziom kultury jeży włosy na głowie i spędza sen z powiek, w komiksach stało się obiektem masy celnych i śmiesznych obserwacji, pokazujących przede wszystkim, że „nie taki diabeł straszny, jak go malują”... a komiks znalazł ponadto masę wdzięcznych czytelników w osobach zapalonych graczy – chłopców w wieku 8 – 12 lat, choć czytają go chętnie również odbiorcy w starszym wieku. Także i „„Kid Paddle”doczekał się własnego magazynu, nazwanego imieniem bohatera, gdzie znalazły miejsce inne komiksy o pokrewnym poczuciu humoru, choć dziejące się w odmiennych środowiskach: „Izydor Garaż” pokazuje przeróżne przypadki, zdarzające się w pewnym garażu samochodowym; „Kaktus Klub” to typowy serial „plażowy”, którego bohaterowie spędzają czas wałkoniąc się na egzotycznych plażach i zażywając kąpieli słonecznej; „Agent 212” natomiast jest opowieścią o życiu gapowatego policjanta.

    „Kid Paddle” rozpoczął swój żywot na łamach jednego z najbardziej długowiecznych pism komiksowych – magazynu „Spirou”. Nazwy magazynowi użyczyła inna postać komiksowa, wymyślona w roku 1937 – młody goniec hotelowy, który w polskim wydaniu komiksu ochrzczony został imieniem Sprycjan. Sprycjan i jego przyjaciel Fantazjusz do dziś przeżywają coraz to nowe przygody, ale w 1989 r. realizatorzy serii – Tome (Philippe Vandevelde) i Janry (Jean-Richard Geurts) – postanowili nieco zmienić klimat i tak obok serii podstawowej pojawiły się przygody małego Sprytka. Specyfiką tej serii Mały Sprytekjest to, że dzieciństwo postaci, która liczy sobie – bagatela! – grubo ponad 60 lat, przeniesiono w naszą współczesność, ujawniając całe skomplikowane życie rodzinne i szkolne bohatera, który chadza do szkoły w takim samym czerwonym mundurku, jaki nosi jako dorosły.

    Fenomen nowoczesnego komiksu „chłopięcego” nad Sekwaną (i w okolicach) nie ma bynajmniej wymiaru lokalnego; tak same komiksy, jak i ich gorący odbiór przez małoletnich czytelników (a także ich starsze rodzeństwo, rodziców i – kto wie – może i dziadków) może mieć – i w paru przypadkach już ma – wymiar co najmniej europejski.

Opublikowano:

Tagi

Egomnt Gry Kid Paddle Titeuf


Tagi

Egomnt Gry Kid Paddle Titeuf

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-