reklama baner reklama

Nowe Teksty

Za stówę, za trzy - sierpień 2017
Chmielewski typuje sierpniowe zakupy komiksów
Tak powinno się to robić
Kleszcz o 1. tomie "Universal War One"
Promyk nadziei
Kleszcz o 6. tomie "Avengers"
Literaci na wojnie
Tymczyński o 3. tomie "Bungou: Stray Dogs"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Kosmos to za mało

Łukasz Chmielewski
7/10
Reklamowany jako najdroższa superprodukcja w Europie z prawie trzema tysiącami efektów specjalnych „Valerian i Miasto Tysiąca Planet” nie zawodzi jako film, bo jest tym, czym powinien być.

Bardzo fajnie zagrała obsada głównych ról. Odtwórca Valeriana, Dane DeHaan nie jest oczywistym wyborem – trzeba przyzwyczaić się do niego, zwłaszcza jak ma się w pamięci komiksowy pierwowzór. Podobnie jest w przypadku Cary Delevingne, która zagrała Laureline. Delevingne to oczywiście topowa modelka młodego pokolenia i idolka nastolatek, która kumpluje się z gwiazdami. Jej uroda nie jest jednak oczywista, jeszcze mocniej widać na przykładzie DeHaana. Dzięki temu są jednak wiarygodni, prawdziwi i widz może się z nimi identyfikować. Valerian został pokazany jako zwariowany as, trochę niegrzeczny chłopczyk, trochę skaut, który pod przebojowością i za sporym ego może skrywać drobne kompleksy. Z kolei Laureline z jednej strony zgrywa niedostępną świętoszkę (tylko po to, żeby samemu wyznaczać reguły), z drugiej jest megaprofesjonalna. W obu przypadkach od urody ważniejszy jest charakter. Od pierwszej sceny wiadomo, że między tą dwójką iskrzy, ale rodzący się związek został poprowadzony powoli, co podkreśla jego prawdziwy charakter. Relacje pomiędzy parą głównych bohaterów skonstruowano tak, żeby (zwykle w komicznym kontekście) móc pokazać wątki równouprawnieniowe. Drugoplanowe postacie są mniej wyraziste, czasem wręcz papierowe w swojej jednowymiarowości, ale dobrze spełniają swoje role w historii. Rihanna na rurce naprawdę robi robotę!
valerian_plakatPL
Sama fabuła jest wielowątkowa, a poszczególne epizody fajnie zapętlają w koherentną całość. Luc Besson nie ograniczył się do efektów specjalnych, ale stworzył epopeję o miłości i odpowiedzialności. Oczywiście jest ona pełna przygód, a motyw przewodni sprowadza się do uniwersalnej walki dobra ze złem. Valerian ma wizję zagłady planety, o której nie ma praktycznie informacji. Rządowa misja przejęcia niebezpiecznej broni okazuje się elementem większej układanki, którą agenci muszą ułożyć. Faktycznie wizualnie film robi wrażenie (byłem na wersji 3D z napisami, ale w zwykłym kinie) – kreacje postaci i światów są bardzo efektowne. Bardzo fajnie wypadają sekwencje ze zmianą perspektywy recepcji, np. na wirtualnym markecie, co umożliwia prowadzenia niejako dwutorowej narracji i uatrakcyjnia obraz. W scenariuszu poutykano także nawiązania do codzienności i współczesności, które uwiarygodniają fabułę. Kapitalnie wypada krótkie, ale sugestywne wytłumaczenie historii stacji kosmicznej. A jeśli w filmie dostrzeżecie Sokoła Millenium i inne pomysły, które widzieliście w Gwiezdnych Wojnach George'a Lucasa, to pamiętajcie, że Valerian był pierwszy (premierową przygodę opublikowano we francuskim magazynie Pilote w październiku 1967 roku!).



Słabe momenty filmu to przeszarżowana gra niektórych aktorów, miejscami mdławe i naiwne motywacje bohaterów (zwłaszcza w finale) i pojawiające się, zbędne powtórzenia (które przypominają, jaka jest stawka). W samym finale niestety siada również napięcie i nawet widmo wielkiego bum nie jest wstanie wywołać większych emocji, których – co ważne – wcześniej nie brakowało (i były one umiejętnie dozowane). Bardzo łatwo jednak przymykam oko na niedociągnięcia i potknięcia, bo film naprawdę ogląda się bardzo dobrze.

Choć miejscami scenariusz wprawdzie sili się na bycie czymś więcej, to jednak film jest przede wszystkim sprawną, efektowną i spójną przygodówką, w której nie ma większych luk. Dzięki temu 137 minuty w kinie nie tylko nie dłużą, ale są fajnie spędzonym czasem. Czekam na kolejną przygodę Valeria i Laureline!

Opublikowano:



Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

randal63 -

Własnie kilka dni temu byłem na premierze, pokusiłem się na 3D i duży ekran. I... nie żałuję.Film ogląda się lekko i przyjemnie.A efekty , naprawdę wielki szacun. Jest wszystko, akcja ,dramatyzm i poczucie humoru jak np.zchwytanie Laureliny na wędkę swietlną a potem nieswiadomy jej przemarsz jako główne danie imprezy.Jest odpowiednik Jabby, łowców i oczywiscie Sokoła Millenium. Jedyne co mi nie podeszło to obsadzenie głównej roli postaci Valeriana. Dane DeHaan ma taki chropawy głos, do którego nie mogłem się przyzwyczaić, ale reszta wypada niezle.Polecam wszystkim, którzy kochają komiksowe przygody bohaterów.

randal63 -