reklama baner reklama

Nowe Teksty

W stronę (nie)znanego
Wiśniewski o 2. tomie "Orange"
Pod piracką banderą
Sławiński o 3. tomie Ygreka
Batman wrogiem policji z Gotham
Gierszewski o 3. tomie "Gotham Central"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Artykuł

Kiedy świat potrzebuje bohaterów- "The Ultimates"

Yaqza, Yaqza, Yaqza
...Północny Atlantyk, rok 1945.
     Alianci przygotowali gigantyczna operację, rozmachem zbliżoną do lądowania w Normandii, by uniemożliwić Niemcom wykorzystanie broni która w ostatecznym rozrachunku może zmienić losy wojny...Tym, który zapewnić ma sukces misji jest Kapitan Ameryka, żołnierz którego umiejętności zostały rozwinięte do granic możliwości za pomocą super-serum.

Misja się powiodła- Alianci nie muszą już obawiać się rezultatów programu rakietowego Nazistów. Wszelkie budynki, sprzęt, dane do niego należące znalazły się w rękach sprzymierzonych. Ale cena, jaką za to zwycięstwo zapłacono była wysoka- Kapitan Ameryka nie powrócił już do domu...

...Stany Zjednoczone , rok 2002.
    Kiedy świat staje w obliczu zagrożenia, z którym nie można sobie w żaden sposób poradzić trzeba się chwytać rozwiązań niekonwencjonalnych. Kiedy Magneto zagroził światu swą dominacją nie było nikogo, kto potrafiłby stawić czoła szaleńcowi- tylko grupa takich jak on sam mutantów podjęła wyzwanie i stanęła przeciw niemu. Ale to nie może się już powtórzyć- nie można liczyć na to, że zawsze znajdzie się ktoś, kto wyciągnie pomocną dłoń. Obrona Narodowa to potężny resort- dysponuje ogromnymi funduszami, które na dodatek podwajają lub wręcz potrajają się w obliczu zagrożenia. Teraz rząd postanowił stworzyć jednostkę szybkiego reagowania, która stanowiłaby przeciwwagę dla wszelkich nadnaturalnych, wrogich działań które mogą (choć nie muszą- godna to podziwu zapobiegliwość) pojawić.
Werbowaniem osób do takiego oddziału zajmie się sam Nick Fury, obecny szef Agencji Bezpieczeństwa S.H.I.E.L.D.

    Tony Stark to milioner, jeden z najbogatszych ludzi jakich ziemia kiedykolwiek nosiła- i, zupełnie przy okazji, podrywacz jakich mało- a teraz, dzięki zbroi wyposażonej w najnowocześniejsze zdobycze techniki już jako Iron Man staje ramię w ramię z sobie podobnymi ludźmi by bronić wolności i życia obywateli USA.
Hank Pym z kolei jest naukowcem zajmującym się cybertroniką i genetyką- jego największym osiągnięciem jest opracowanie serum umożliwiającego mu przybranie na zawołanie rozmiarów kilkudziesieciometrowego giganta...- i stąd jego pseudonim: Giant Man.
Jego żona , Jan, potrafi dla odmiany zmniejszyć rozmiar swego ciała do mikroskopijnych rozmiarów przywołujących skojarzenia z filmem „Mikrokosmos”- jako Wasp walczy u boku swego męża nie zważając na niebezpieczeństwa.

    I z głównych bohaterów komiksu, tych z którymi zaznajamiamy się na samym początku lektury pozostała jeszcze jedna, najważniejsza chyba postać- sam Kapitan Ameryka, człowiek mogący zastąpić kilka tuzinów żołnierzy, który to po sabotażu niemieckich umocnień i zniszczeniu rakiet zagrażających alianckim miastom wylądował na dnie oceanu, gdzie- być może dzięki działaniu super-serum które mu zaaplikowano- przehibernował kilkadziesiąt lat.

Teraz, przywrócony do życia po blisko sześćdziesięciu latach uśpienia przez specjalistów z S.H.I.E.L.D, budzi się w zupełnie nowej dla siebie rzeczywistości- nikt z jego rodziny nie żyje, zaś Bucky Barnes, jego towarzysz z czasów wojny, ożenił się z jego ukochaną...Już nic nie jest takie samo.

    „The Ultimates” to jeden z najlepiej napisanych komiksów z jakimi miałem do czynienia- i nie chodzi mi tu tylko i wyłącznie o samą treść komiksu, ale przede wszystkim o dialogi, ich wymowę, ukryte treści, przekaz emocji jaki w sobie zawierają...Czytając wypowiedzi Thora (asgardzkiego boga piorunów przeciwstawiającego się...polityce USA zmierzającej do dominacji tak w handlu jak i wszelkich innych aspektach naszego życia) można wręcz usłyszeć jego akcent i poczuć siłę i charyzmę jaka od niego bije, niezachwianą pewność siebie wprawiającą w osłupienie tych którzy słuchają jego słów...Bruce Banner (aka Hulk) z kolei to zakompleksiony, zamknięty w sobie i bojący się własnego cienia naukowiec niepewny swoich działań i decyzji podejmowanych w życiu prywatnym. Nick Fury to urodziny dowódca- opanowany, z poczuciem humoru, „wyluzowany” chciałoby się rzec. Uczestniczył już w niejednym konflikcie i ma w tej materii duże doświadczenie- on jako jeden z niewielu potraf radzić sobie z członkami zespołu. Hank Pym- Giant Man, potrafiący dzięki pewnemu hormonowi powiększać się do gigantycznych rozmiarów mimo iż na pierwszy rzut oka wydaje się być całkiem normalny, to jednak po bliższym poznaniu okazuje się być trawionym kompleksem niższości furiatem.

    To, co rzuca się w oczy to wrażenie iż Millar chciał stworzyć komiks podobny do osławionego „Watchmen” („Strażnicy”) Alana Moore’a. Tutaj także mamy superbohaterów na usługach rządu, superbohaterów, co warto dodać, nie nieskazitelnych jak w wielu innych komiksach- tutaj oni mają swoje słabości, także takie, które mogą w efekcie stać się zagrożeniem dla grupy.

    Najwspanialszym chyba elementem „The Ultimates” jest jego – tak w kwestii scenariusza jak i rysunków-realizm- Millar pisząc scenariusz wziął pod uwagę wszelkie uwarunkowania które wpłynęłyby na utworzenie „jednostki do zadań specjalnych”- organizację, hierarchię, strukturę działania...Werbowanie nowych członków oddziału (bo Ultimates chyba już drużyną nazwać nie można) także może nastręczyć sporych kłopotów- w końcu ryzykowanie życia w walce z zagrożeniami, których skala przerasta całe armie nie jest najbardziej zachęcającym zajęciem). Pertraktacje z potencjalnymi kandydatami, towarzysząca temu otoczka sensacji w mediach (nie zapominajmy, że projekt utworzenia grupy superbohaterów pożarł pewną- całkiem sporą- część budżetu państwa, pieniędzy które mogłyby zostać przeznaczone na inne, szczytniejsze cele- i w tym momencie pojawia się pytanie o zasadność takiej inicjatywy). Wszelkie działania musza być także- tak jak w rzeczywistości- odpowiednio skoordynowane, nie można przecież pozwolić, by cywile plątali się w pobliżu miejsca akcji... Dodajmy do tego niesamowicie naturalne prywatne rozmowy, sprzeczki, przekomarzanie się bohaterów (przytoczę tu chociażby przykład dyskusji dotyczącej...obsady filmu na podstawie przygód naszych bohaterów. Machina Hollywoodu nie próżnuje), a uzyskany efekt to przepyszny kąsek dla każdego wielbiciela wyrafinowanych smakowo deserów.

    Kolejny przykład na realizm komiksu: kiedy Hulk wyrwał się na wolność nie skończyło się na kilku rozbitych samochodach i przetrąconej latarni- ofiary śmiertelne liczono w setkach... W tej kwestii można porównać „Ultimates” do „The Authority”, gdzie Warren Ellis także nie patyczkował się z cywilami. Jak w życiu. A kolejnym smaczkiem jest wprowadzenie do obiegu ...płyty DVD z nagraniem walki Ultimates z Hulkiem- płyta od razu stała się hitem, a nawet sam Bruce Banner rzucił na nią okiem...Widać jak na dłoni, że Millar ma wiele naprawdę piekielnie oryginalnych pomysłów, takich które jeszcze w komiksach nie były wykorzystywane (a jeżeli już to przez ludzi którzy osiągnęli uznanie w świecie opowieści obrazkowych), a które sprawiają że jego komiks stał się tak bliski naszej rzeczywistości, jak to tylko możliwe. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że pomyślał on o wszystkim- od sfery ekonomicznej, przez media, po koordynowanie działań wojskowych na wielką skalę- to warto zobaczyć samemu.


    Okej, pogadaliśmy o fabule, o bohaterach, teraz czas przejść do warstwy graficznej komiksu, bo w końcu jest ona ni mniej ważna od samego scenariusza i tekstu wogóle.

Brian Hitch, rysownik serii postanowił postawić na maksymalnie realistyczne (o czym już wspomniałem) odwzorowanie wszystkiego, co tylko Mark Millar chciał widzieć na planszach komiksu. Rozpoczynając od ubioru i wyposażenia żołnierzy II Wojny Światowej, przez efekt wpadania z dużą prędkością do wody (niesamowicie narysowany i sugestywny obraz ciała przebijającego taflę wody ) na budynkach Nowego Jorku (cudowne odwzorowanie najmniejszych detali- okien, parapetów, framug...wszystko dla czytelnika) skończywszy. Wszystko, nawet najmniejszy szczególik jest w komiksie dokładnie rozrysowany, co dla wielbiciela takich cacek jest najlepszym z możliwych prezentów pod choinkę- za przykład niech posłuży wspaniała katedra z początku numeru siódmego- ilustracja obok). Wyposażenie, broń, sprzęt bojowy, czy w końcu same postaci bohaterów jest uderzająco realistycznie odwzorowane - Banner wygląda jak przeciętny internauta, by w momencie przemiany w zielonego olbrzyma stać się prawdziwa BESTIĄ (i mam tu na myśli prawdziwego potwora, nie śmiesznego kolesia w szortach krzyczącego „Hulk będzie bił!”), Kapitan Ameryka to wzór faceta z komiksów z lat 60-tych chociażby- kwadratowa szczęka, potężne bary i muskulatura, dr Hank Pym- Giant Man to nieogolony, wiecznie zabiegany facet zafascynowany swymi umiejętnościami- i to widać w jego oczach....

    Komiks prawdę mówiąc nie obfituje w spektakularne wydarzenia- scenarzysta dużo miejsca poświecił na ukazanie sylwetek i rysów psychologicznych poszczególnych , nawet drugoplanowych, bohaterów. Rozmowy między nimi, sprzeczki, koordynowanie planów przed rozpoczęciem akcji, wspomnienia....wszystko to buduje klimat tego komiksu. To nie jest zwykłą, amerykańska „nawalanka” superludzi w śmiesznych trykotach i przydługich pelerynkach- ci ludzie naprawdę żyją, i mają znacznie większe problemy niż dopasowanie kolorów na kostiumie. Wracając jednak do akcji w komiksie-jeżeli już Millar na coś takiego sobie pozwolił, to można być pewnym że zrobił to po to tylko by rysownik mógł wbić czytelnika w fotel: że wspomnę na dzień dobry o szturmie aliantów na umocnienia niemieckie („Kompania braci” się kłania). Niesamowicie wręcz wypadł pojedynek drużyny z Hulkiem- efektem ich walki jest totalne zniszczenie okolicznych budynków, a sposób ich demolowania przywodzi na myśl „Armageddon” z Brucem Willisem- pamiętamy zapewne moment gdy skrawki meteorytu bombardowały miasto, prawda?
    Kulminacją i zarazem gwoździem w programie jest szturm oddziałów S.H.I.E.L.D. na Mikronezję, gdzie według informacji znajduje się baza terrorystów...Więcej nie powiem, warto samemu sięgnąć po ten komiks i przekonać się co tez takiego Mark Millar wymyślił- a wymyślił nie byle co.


    „The Ultimates” to komiks na miarę XXI wieku- scenarzysta przemycił w nim tak wiele odnośników do otaczającego nas świata, że momentami trudno nie złapać się na poszukiwaniu znanych z telewizji czy osobistych odwiedzin miejsc czy też wyłuskiwania nawiązań do sytuacji politycznej i ekonomicznej USA.
Tu nie ma bohaterów walczących dla samej idei bohaterstwa- każdy ma jakiś powód do stanięcia w konkury z siłami zagrażającymi spokojnym obywatelom. Czasami są to powody egoistyczne, czasami nieco altruistyczne, ale trudno doszukać się tu znanych z innych komiksów motywów takich jak „musze bronić przyjaciół przed złem”. Wyjątkiem mógłby być tutaj Thor, ale po dłuższej obserwacji można dojść do wniosku iż gdyby nie posiadał on tak niezwykłej mocy nie pozwoliłby sobie na ryzykowanie życia...W końcu niektórzy uważają go za szaleńca.

    Porównując „The Ultimates” do innego komiksu Marka Millara- „Ultimate X-men” stwierdzić muszę, iż są to dwa zupełnie różne komiksy- i jest to ogromny komplement dla scenarzysty. W przygodach mutantów musiał on wziąć pod uwagę zachowanie i zwyczaje młodzieży, tu zaś otarł się wręcz o sferę wojskową. To zupełnie odmienne punkty wyjścia, ale oba łączy dbałość o realia i naturalność. A tego jego komiksom nie można odmówić. Polecam wszystkim, bo „The Ultimates” to naprawdę niesamowity komiks- zobacz jak wyglądają bohaterowie XXI wieku!


Opublikowano:

Tagi

Avengers Ultimate Ultimates


Tagi

Avengers Ultimate Ultimates

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-