reklama baner reklama

Nowe Teksty

Średni komiks środka
Grygiel o "Zdobywcach Troy"
Emo-Vader i rozterki krwawiącego serca lorda Sith
Grygiel o "Darth Vader i zaginiony oddział"
Bóg Piorunów leci wysoko
Kleszcz o 4. tomie "Thora Gmowładnego"
Bagienna batalistyka
Panic o 5. tomie "Ołów Rzymu"
Ten rzadki dreszcz ekscytacji
Kleszcz o "Universum DC: Odrodzenie" (Rebirth)

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Artykuł

Fragment wstępu do „Fistaszki zebrane 1981-1982”

Tomasz Kołodziejczak
Sztuka i warsztat w czterech kadrach. Przedmowa do szesnastego tomu „Fistaszków zebranych”.

Zacznijmy od spraw podstawowych: komiks to sztuka narracyjna w niektórych obszarach bliska literaturze, w innych filmowi, ale osobna, ze swoim językiem, ze specyficznymi narzędziami i trikami artystycznymi, z własnymi arcydziełami i hierarchią. To nie jest narysowana książka ani zatrzymany w bezruchu film. Oczywiście wielokrotnie filmowano komiksy albo też przedstawiano znane dzieła literackie w wersji ilustrowanej. Czasem były to nawet udane adaptacje czy interpretacje. Ale istnieją komiksowe dzieła i formaty na tyle specyficzne dla gatunku, że praktycznie nieprzekładalne na inne metody narracyjne czy media. Tak właśnie rzecz się ma z paskami prasowymi – unikatową formą artystyczną, specyficzną dla sztuki komiksu (jakkolwiek istnieją np. udane filmy z przygodami bohaterów takich pasków).

Przyjrzyjmy się tej formie.

Po pierwsze – żelazna dyscyplina czasu i przestrzeni. Cztery równe kadry i jeden pasek każdego dnia (plus wydanie weekendowe z nieco większą swobodą).
Po drugie – niezwykłe zagęszczenie kreacyjne. Czytając jedynie cztery kadry, wchodzimy w świat bohaterów, poznajemy ich wzajemne relacje, ogarniamy sytuację początkową, w jakiej akurat w danym odcinku się znaleźli, poznajemy całą fabularną/dialogową przygodę, a na koniec jeszcze dostajemy puentę, najczęściej dowcipną.

Po trzecie – budowanie uniwersum. Coraz lepiej poznajemy powracających w kolejnych paskach bohaterów, ich charaktery, emocje, nawyki, relacje z innymi postaciami i generalnie rzeczywistością (przedmiotami, społecznością, rodziną itp). Do uniwersum włączane są także nowe obiekty, tematy, powtarzalne gagi. Często jeden zakończony puentą pasek staje się punktem wyjścia do kolejnej scenki, też puentowanej, a potem fabuła jest rozbudowywana.

Po czwarte – gra z konwencją. W każdej długiej serii pasków pojawiają się opowieści na metapoziomie, w których bohaterzy, świadomi, że są bohaterami komiksu, zaczynają grać przedstawienie wewnątrz przedstawienia. Często też autor, który przecież wie, że czytelnik świetnie zna jego bohaterów, zaczyna rozgrywać te właśnie czytelnicze nawyki, budując na nich kolejne piętra opowieści.

Po piąte – reakcja na prawdziwy świat zewnętrzny. Paski zazwyczaj ukazują się w prasie codziennej, obok kolumn politycznych i sportowych, obok informacji o wojnie i wyborach miss czegoś tam. Twórcy żyją w realnym świecie, który może ich przerażać lub choćby tylko uwierać, więc i echa rzeczywistości, czasem ciche, a czasem walące decybelami, wnikają do ich historii.

Po szóste – literackie narzędzia narracyjne. Puenty i metafory, skróty myślowe i uniwersalne uogólnienia, czasem gry słówek albo rytm języka. Konieczna optymalizacja wypowiedzi – miejsca w czterech kadrach jest mało, dymki nie mogą zasłaniać obrazka. Autor musi ważyć każde słowo, dążyć do lakoniczności, uzyskać maksymalny efekt komiczny za pomocą minimalnej liczby słów. A czasem wręcz przeciwnie – zagrać dymkiem wypełniającym cały kadr, znienacka zaatakować czytelnika egzystencjalnym przemyśleniem lub poetycką frazą.

Po siódme – plastyczne narzędzia narracyjne. Najważniejsze z nich to selekcja, wybór czterech optymalnych układów postaci i obiektów, które są niezbędne do opowiedzenia historyjki, ale też najzwyczajniej w świecie są ładne i dają możliwość np. narysowania zabawnych min bohaterów. Ważny jest ruch komiksowej „kamery”, zbliżenie i daleki plan, decyzja, czy pokazujemy postaci en face czy z profilu. Ustawienie bohaterów tak, by zmieściły się dymki dialogowe (i jeszcze by te dymki zostały przez odbiorcę odczytane we właściwej kolejności). Kluczowa jest również mimika postaci, która wzmacnia dialogi i prowadzi nas przez fabułę, ale też stanowi jeden z ważniejszych elementów vis comica. Za pomocą odpowiedniego wygięcia linii ust, właściwe ustawionych kropek źrenic w kółkach oczu, układu rączek swoich bohaterów dobry autor wiarygodnie pokazuje nam melancholików i wesołków, wariatów i filozofów, intelektualistów i osobników praktycznych. A czasem wesołka, który akurat jest w melancholijnym nastroju i filozofuje na temat praktyki. Są i inne sztuczki, takie jak taktowanie czasu narracji (puste kadry bez dymków, gdy bohaterzy i czytelnik czekają na suspens), puenty do puent (komentarze dobiegające już z offu, najczęściej na ostatnim kadrze), paski bez choćby jednego dymka, postaci gadające symbolami graficznymi czy zwracanie się wprost do czytelnika. I wiele innych.

Sztuka i warsztat. Świat i fabuła w czterech kadrach.

No dobrze, ale po co to wszystko? Czemu te narzędzia mają służyć?
Oczywiście liczy się humor: dowcip słowny, slapstikowy greps, zaskakująca puenta, śmieszny rysunek wykrzywionej buźki. Po to właśnie pierwsze para komiksy pojawiły się w amerykańskiej prasie na przełomie XIX i XX stulecia – miały dostarczać rozrywki. Także fabuł i sympatycznych bohaterów, bo przecież czytelnik stopniowo przyzwyczaja się do swoich ulubieńców, zaczyna przeżywać ich perypetie i śledzić różne aspekty ich komiksowego życia. Trochę jak miłośnik serialu codziennie włączający telewizor o określonej godzinie, by przez jakiś czas pożyć cudzym życiem i zapomnieć o swoim, tak fan danej serii komiksów co dzień zaczyna lekturę gazety od nowego paska. Ale powtórzmy, dobry cykl prasowy musi być przede wszystkim śmieszny, bez tego nie odniesie sukcesu.

(...) Pasek komiksowy jest również, moim zdaniem, najdoskonalszym artystycznym narzędziem spośród wszystkich mediów (choć dobre seriale komediowe też czasem osiągają ten pułap) do uchwycenia ulotnego momentum radości, tych sytuacyjnych chwil codziennego humoru, gdy krótki dialog, obserwacja innego człowieka czy zwierzęcia, autorefleksja nad własną głupotą, gest i mina interlokutora prowadzą do zabawnych skojarzeń, wybuchów śmiechu czy wręcz niepowstrzymanego rechotu. Kiedy potem opowiadamy o tym innym, zwykle nie jest to już zabawne, nawet dla nas samych. Pasek komiksowy wychwytuje i zapisuje ten rodzaj aktywności ludzkiego umysłu, skojarzeń, reakcji, refleksu.

(...) I wreszcie na koniec: twórca, jeśli już zapłacił trybut i dobrze wypełnił swój obowiązek rozśmieszacza, może co jakiś czas wrzucać paski mniej zabawne, ale za to mądrzejsze. O tym, kim, jacy i dlaczego jesteśmy my, ludzie. Dzieci, mądrale, konsumenci, przyjaciele, muzycy, właściciele, zakochani, sportowcy, smutni, zwycięzcy, moknący, czytelnicy, uczniowie, dziewczynki… Każdy z nas w wielu funkcjach i o różnych obliczach.

Tak właśnie, za pomocą niepodrabialnego medium paska komiksowego, na czterech klatkach rysowanych co dzień przez pięćdziesiąt lat, opowiadał nam o nas samych mistrz – Charles M. Schulz.

Opublikowano:



Fistaszki zebrane 1981-1982

Fistaszki zebrane 1981-1982

Scenariusz: Charles M. Schulz
Rysunki: Charles M. Schulz
Publicystyka: Tomasz Kołodziejczak
Wydanie: I
Data wydania: Maj 2017
Seria: Fistaszki zebrane
Tytuł oryginału: The Complete Peanuts: 1981 to 1982
Tłumaczenie: Michał Rusinek
Druk: czarno-biały
Oprawa: twarda
Format: 210 x 165mm
Stron: 344
Cena: 69,90 zł
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ISBN: 978-83-10-13075-4
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Fragment wstępu do „Fistaszki zebrane 1981-1982” Fragment wstępu do „Fistaszki zebrane 1981-1982” Fragment wstępu do „Fistaszki zebrane 1981-1982”

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-