reklama baner reklama

Nowe Teksty

Graficzny granat, fabularny niewypał
Kamiński o "Lone Sloane" Druilleta
Dramaturgiczna flauta
Sławiński o 4. tomie "Y - Ostatni z mężczyzn"
Najbrutalniejszy reporter świata
Kleszcz o "Tintinie w Kongo"
Tak dobrze jeszcze nie było
Kleszcz o "Procesie Jean Grey"
Starożytność w stylu dowolnym
Panic o 1. tomie "Podbojów"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Wikingowie mangowym okiem

Krzysztof Tymczyński recenzuje Saga Winlandzka #01
9/10
Wikingowie mangowym okiem
9/10
Chociaż mangami praktycznie nie zajmowałem się wcale przez kilka ostatnich lat, chlubnym wyjątkiem było wydawnictwo Hanami. Absolutnie zachwyciłem się publikowanym przez nie ”Monsterem” i od momentu zapoznania się z tą właśnie pozycją starałem się nadrobić liczne, najczęściej bardzo niekonwencjonalne, mangowe publikacje tegoż wydawnictwa. Oczywiście zapowiedź pojawienia się w naszym kraju ”Sagi Winlandzkiej” mi nie umknęła i byłem bardzo ciekaw tego, jak zaprezentuje się opowieść o Wikingach przedstawiona okiem i ręką twórcy Makoto Yukimury, którego inna historia - ”Planetes” znalazła się całkiem niedawno w ofercie JPF.

Historia skupia się początkowo na młodym Thorfinnie, którego poznajemy jako wojownika w armii Askeladda. Podczas oblężenia miasteczka bronionego przez Franków chłopak ten przedstawia się nam z jak najniebezpieczniejszej strony. Jest to wojak niezwykle szybki, nieznający strachu oraz doskonale operujący mieczem. Szybko dowiadujemy się także, że Thorfinn nienawidzi Askeladda i każdego dnia chce pozbawić go życia w honorowym pojedynku. Dlaczego tak napędza go nienawiść, dowiemy się w momencie, gdy historia cofnie się o kilka lat i skupi mocniej na jego ojcu – Thorsie. Wojowniku tak niebezpiecznym, że nie straszne było mu stawienie w pojedynkę czoła i dwudziestu przeciwnikom, a jednocześnie człowieku, który z pewnych powodów niegdyś zdezerterował w pola ogromnej bitwy.

Wydawnictwo Hanami postanowiło publikować w naszym kraju ”Sagę Winlandzką” w formie tomów o podwójnej objętości. Dzięki temu otrzymujemy tom liczący blisko 450 stron. To bardzo duża ilość materiału do przeczytania, lecz Makoto Yukimura w żadnym stopniu nie zawodzi czytelnika. Historia jest bardzo wciągająca, tempo i płynność jej opowiadania są bardzo zadowalające, zaś postacie wyraziste i intrygujące. Bardzo pozytywnie wypadło rozłożenie ciężaru między Thorfinna w pierwszej i Thorsa w drugiej połowie premierowego tomu, a także rozrzucenie całej opowieści na dwa różne okresy czasowe. Dzięki temu w sposób wysoce zadowalający poznajemy poszczególnych bohaterów sagi, zależności między nimi i motywacje, które napędzały ich codzienne działania. Dzięki temu szybko jesteśmy w stanie zaangażować się w lekturę mangi oraz wyrobić sobie opinie na temat konkretnych postaci. Yukimura od samego początku pokazuje, że ma plan na dłuższą opowieść, której zarazem nie chce przedstawiać w szaleńczym tempie i sporo pozostawia sobie na kolejne odsłony ”Sagi Winlandzkiej”.

Manga jednak nie jest suchą adaptacją historycznych podań i zapisów. Pojawiają się tu dodatkowe, czasem ocierające się o nadnaturalność wątki, które jednak Yukimura bardzo zgrabnie wplótł w tworzoną przez siebie historię. Część nich, chociaż może to stereotypowe podejście z mojej strony, są dość typowe dla komiksu japońskiego. Jest więc tu na przykład scena, gdy jedna z postaci zostaje przeszyta kilkunastoma strzałami, a jednak jest w stanie stać hardo i zdążyć pożegnać się z najbliższymi, zanim upadnie i wyzionie ducha. Jest też postać możnego pana, który wyglądem oraz zachowaniem przypomina raczej krzyżówkę ropuchy i wieprza niż człowieka. I wreszcie pojawia się grzyb, po zjedzeniu którego człowiek chwilowo otrzymuje zdolności niebezpiecznie blisko kręcące się wokół określenia ”nadprzyrodzone”. To wszystko jednak stanowi detale, które Yukimura tak przedstawił, by czytelnik nie zwracał na to zbyt wielkiej uwagi i przyjął z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Pierwszy tom ”Sagi Winlandzkiej” w moich oczach nie ma właściwie żadnej wady. Także i warstwa graficzna bardzo przypadła mi do gustu. Widać tutaj raczej nietypową dla mang, z którymi miałem ostatnio bliższą styczność, potężną dbałość o szczegóły. Stroje, wystrój wnętrz, projekt broni czy statków – wszystko to zostało wykonane z najwyższą dbałością o detale. Sceny batalistyczne zapierają dech w piersiach, zaś bardziej klasyczne pojedynki urzekają naprawdę dobrą dynamiką. Yukimura odwalił kawał niesamowitej roboty i chwała mu za to.

Na końcu tomu znajduje się kilka stron krótkich, żartobliwych historyjek, pomocne mapy oraz garść niezbyt rozbudowanych informacji na temat powstawania komiksu. Wszystko to jednak daje bardzo ciekawy pogląd na ogrom pracy wykonanej przez autora ”Sagi Winlandzkiej”.

Pierwszy tom tej serii to zdecydowanie najciekawsza manga, z jaką miałem niedawno do czynienia. Moje wysokie oczekiwania zostały spełnione w stu procentach i cieszę się, że w ofercie wydawnictwa Hanami znalazł się kolejny tytuł wart uwagi. Zdecydowanie polecam.

Opublikowano:



Saga Winlandzka #01

Saga Winlandzka #01

Scenariusz: Makoto Yukimura
Rysunki: Makoto Yukimura
Wydanie: I
Data wydania: Luty 2017
Seria: Saga Winlandzka
Tytuł oryginału: Vinland Saga
Rok wydania oryginału: 2005
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 150x210 mm
Stron: 452
Cena: 65,00 zł
Wydawnictwo: Hanami
ISBN: 9788365520135
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-