reklama baner reklama

Nowe Teksty

Długa droga
Sus o "Coś wiecej, czegoś mniej" Szyłaka
Staruszek Parker
Panic o „Spider-Man: Władza”
Cudowne chwile miłości
Kamiński o "Nie musisz się mnie bać" Sfara
Bez dymu, bez ognia
Kleszcz o 4. tomie "Thunderbolts"
Zwyczajne życie superherosa
o 1. tomie Hawkeye'a

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Parszywa czwórka

Marcin Kamiński recenzuje Golden Dogs #01: Fanny
4/10
Parszywa czwórka
4/10
Scenarzysta Stephen Desberg i rysownik Griffo są jednym z najpłodniejszych twórców komiksowych na rynku frankofońskim. Obaj mają też na swoim koncie naprawdę udane serie. Niestety, ich wspólne dzieło „Golden Dogs” jest co najwyżej przeciętne.

Akcja pierwszego tomu cyklu zatytułowanego „Fanny” przenosi czytelników do Londynu pierwszej połowy XIX wieku. Największa ówczesna metropolia świata jest również jedną z najniebezpieczniejszych, a wielkie fortuny sąsiadują w niej ze skrajną biedą. W takiej rzeczywistości poznajemy tytułową Fanny, piękną prostytutkę, w której życiu niespodziewanie pojawia się tajemniczy James Orwood. Mężczyzna proponuje Fanny, by ta przyłączyła się do jego gangu. Wspólnie z kastratem i wybitnym mordercą Lario oraz piękna Lukrecją o niejasnej przeszłości tworzą Golden Dogs - szajkę, o której na ulicach Londynu będzie głośno.

Stephen Desberg i Griffo nie są w Polsce twórcami anonimowymi. Pierwszy jest współautorem popularnej serii „Skorpion” oraz udanego westernu „Gwiazda pustyni” (oba narysowane przez Enrico Mariniego), drugi ma na swoim koncie serie „Vlad” (wspólnie z Yvesem Swolfsem) i „Giacomo C.” do scenariuszy Jeana Dufaux. Obaj doskonale wiedzą jak tworzyć komiksowe opowieści adresowane do szerokiego grona odbiorców. Zagadką pozostaje dla mnie, dlaczego nie wykorzystali tej wiedzy, pracując nad „Golden Dogs”.

Scenariusz pierwszego tomu serii nie jest specjalnie odkrywczy, ale w pomyśle, na jakim został oparty, kryje się potencjał. Mamy w nim grupę skrajnie odmiennych bohaterów „z przeszłością”, intrygującą scenografię i punkt wyjścia do stworzenia solidnej historii rozrywkowej. Zawodzi jednak wykonanie. Czytając „Fanny”, miałem poczucie, że Desberg miał pomysł na stworzenie bohaterów, ale już nie za bardzo wiedział co z nimi dalej zrobić. Intrydze brakuje celu, do jakiego mają dążyć członkowie gangu. Zdobycie statusu najgroźniejszego i najskuteczniejszego gangu w Londynie to - z fabularnego punktu widzenia - stanowczo za mało. Być może w kolejnych tomach fabuła nabierze rumieńców. W osobach złowrogiego sędziego Aarona, którego coś łączy z Lukrecją czy tajemniczej kobiety z życia Orwooda, scenarzysta wprowadził do fabuły wątki dające nadzieję na ciekawe rozwinięcie. Na razie jednak „Mad Dogs” jest jednym z wielu średnich komiksów, jakich na rynku frankofońskim ukazują się setki rocznie.

Znacznie ciekawiej album prezentuje się od strony graficznej. Griffo nie dokonuje w nim rewolucji, ale za pomocą ciekawej kolorystyki udało mu się osiągnąć mroczny, intrygujący klimat. Rysownik nie eksperymentuje z kadrowaniem, nie zaskakuje też czytelników oryginalnymi rozwiązaniami graficznymi. Historię Fanny i jej towarzyszy przedstawia w poprawnych, choć pozbawionych polotu rysunkach.

Lektura pierwszego tomu „Golden Dogs” pozostawiła mnie ze sporym uczuciem niedosytu. Po Stephenie Desbergu i Griffo oczekiwałem solidnej, rozrywkowej produkcji adresowanej do szerokiego grona odbiorców. Dostałem przeciętny komiks z pozbawionymi głębi bohaterami i poprawnymi, dobrze pokolorowanymi rysunkami. Może kolejne tomy serii sprawią, że zmienię zdanie, na razie jednak nie jestem do „Golden Dogs” przekonany.

Opublikowano:



Golden Dogs #01: Fanny

Golden Dogs #01: Fanny

JUŻ W SPRZEDAŻY
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-