reklama baner reklama

Nowe Teksty

Czerwony kryminał
Zimiński o 5. tomie "Skalpu"
Prawie jak Spider-Man
Tymczyński o 3. tomie "Deadpool Classic"
Komiksy na święta #2017
Chmielewski o wymarzonych reedycjach
Zmierzch szlachetnego dzikusa
Zimiński o 4. tomie "Skalpu"
Królik ronin i zagadka przeklętej świątyni
Grygiel o 31. tomie "Usagi Yojimbo"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Archeologia niczego

Krzysztof Tymczyński recenzuje Deadpool Classic #01
6/10
Archeologia niczego
6/10
Nie przepadam za obecnym Deadpoolem. Od momentu zdobycia sporej popularności najpierw jako bohater masy internetowych memów, a w końcu bohater bardzo ciepło przyjętego, solowego filmu, postać ta w moich oczach została spłaszczona niemiłosiernie. Obecny, komiksowy Wade Wilson to rzucający suchymi żartami zabijaka oraz miłośnik meksykańskiego jedzenia, który w zupełnie niezrozumiały dla mnie sposób podbija serca całej masy czytelników, w tym także w naszym kraju. I chociaż osobiście uważam, że panowie Duggan oraz Posehn i tak odwalają znacznie lepszą robotę od niszczącego postać Deadpoola przez kilka długich lat Daniela Waya, to jednak jak dotąd tylko raz przypomnieli oni sobie coś, o czym pamiętał nawet Rob Liefeld – że Wasz ulubiony pyskaty najemnik (co swoją drogą brzmi dużo lepiej od ”najemnika z nawijką”) to postać z głębią, a pod płaszczykiem żartów i wygłupów kryje się człowiek naznaczony tragedią. Pierwszy tom ”Deadpool Classic” podejmuje te wątki, lecz nie oznacza to, że z miejsca dostajemy komiks stojący na wyraźnie wysokim poziomie.

Tom otwiera jedyny (na szczęście) rysowany przez wspomnianego już Liefelda zeszyt, który przedstawia pierwsze pojawienie się Deadpoola na kartach komiksów. Trudno mi w tym momencie nie uciec się do małej analogii związanej z nie mniej znaną postacią Wolverine’a. Otóż gdy ten debiutował na łamach jednego z zeszytów ”The Incredible Hulk”, występ ten moim zdaniem nie był jakiś szczególnie pozytywnie wyróżniający się i dlatego też mocnym zdziwieniem do dziś jest dla mnie, że ktoś tak debiutujący został z czasem jedną z największych ikon wydawnictwa Marvel. Pierwsze pojawienie się Deadpoola jest równie nijakie i nie zwiastowało ono niczego więcej od tego, iż tajemniczy najemnik będzie jednym z drugoligowych przeciwników Cable’a. Stało się inaczej.

Kolejnym rozdziałem omawianego dziś komiksu jest miniseria ”Goniąc w kółko”. Już sama jej pierwsza odsłona może trochę namieszać w głowie i ujawnia jedną z wad komiksu. Co moment bowiem pojawiają się odnośniki do wcześniejszych wydarzeń, w których brał udział Deadpool, i z jakiegoś powodu nie ma ich w tym tomie. Są to wyłącznie kolejne odsłony cyklu ”X-Force”, które przedstawiały wydarzenia stanowiące punkt wyjścia dla ”Goniąc w kółko”. Gdy już jednak przymkniemy na to oko, przyjdzie nam mierzyć się z jednym z najbardziej typowych przedstawicieli mrocznych lat dziewięćdziesiątych. Słyszeliście pewnie niejednokrotnie o tym okresie w mainstreamowym komiksie amerykańskim, w którym dominowała szczątkowa fabuła przykrywana przez napakowanych do granic rozsądku facetów oraz przeczącym prawom anatomii i grawitacji kobiet. No cóż… ”Goniąc w kółko” jest dokładnie taką historią. Fabian Nicieza ułożył naiwną i obfitującą w przypadkowość fabułę, której głównym celem jest jedynie dostarczanie czytelnikowi kolejnych naparzanek z coraz bardziej groteskowymi przeciwnikami. Polotu nie ma w tym właściwie wcale, stojącego na przyzwoitym poziomie humoru również, o rysunkach Joe Marudeiry właściwie nie ma co pisać, zaś dla czytelnika jedynym plusem historii jest możliwość sprawdzenia, że ”wczesny” i ”współczesny” Deadpool dość mocno się od siebie różnią. Już sam fakt, iż w pierwszym tomie ”Classica” ani razu nie pada słowo ”Chimichanga” może być dla niektórych fanów postaci niemałym szokiem.

O ile pierwsza połowa komiksu to typowa archeologia niczego, której jedyna wartość dodana to okazja przeczytania historycznie pierwszych przygód Deadpoola, o tyle od momentu rozpoczęcia kolejnego dużego rozdziału, czyli ”Grzechów przeszłości”, poziom wyraźnie idzie w górę. Tutaj za scenariusz odpowiada Mark Waid i poprawa względem Niciezy jest zdecydowana. Chociaż fabuła nadal nie jest szczególnie wyszukana, a gwałcenie ciekawej niegdyś postaci Czarnego Toma osiąga tutaj swoisty szczyt, to jednak Waid jako pierwszy pokazuje w wyraźny i interesujący sposób tragizm tytułowego bohatera, dając nam chociażby świetną scenę, w której Juggernaut zrywa maskę z twarzy Wade’a, a także nakreśla całkiem niezłą relację Deadpoola z mutantką Siryn (możecie ją kojarzyć z czasów wydawnictwa TM-Semic). Przygody tego duetu czytało się całkiem nieźle, co po zwyczajnie fatalnej pierwszej połowie zbioru, ucieszyło mnie niezmiernie. Za warstwę graficzną odpowiadała tutaj cała armia osób: trzech rysowników, czterech inkerów oraz dwóch kolorystów i ten rozrzut wyraźnie widać. Poziom rysunków jest z tego powodu szalenie nierówny.

Na deser otrzymujemy jeden tylko rozdział autorstwa Joe Kelly’ego, którego prace zdominują drugi tom ”Deadpool Classic”. Służy on głównie przedstawieniu czytelnikowi (ponownie) głównego bohatera, a także zarysowanie jego backgroundu. I tym jednym zeszytem Kelly pokazał, że chciał przedstawić odbiorcom Deadpoola z jeszcze nieco mocniej pogłębionym charakterem, a przy okazji dał nam całkiem solidną historyjkę, zamykającą się w raptem dwudziestu paru stronach. Warstwą graficzną zajął się tutaj Ed McGuinness (”Superman/Batman”) i sądzę, że nie każdemu może przypaść do gustu jego dość specyficzny, mocno kreskówkowy styl rysowania. Dla mnie, zwłaszcza po masakrze w wykonaniu Roba Liefelda i nieznacznie tylko lepszego Joe Marudeiry było to naprawdę całkiem fajne urozmaicenie.

”Deadpool Classic” to pozycja, która z pewnością zadowoli każdego fana Wade’a Wilsona. I chyba tylko ich. Komiks ten, nie licząc bycia archeologiczną ciekawostką, ma niestety niewiele dobrego do zaoferowania. Jeśli już warto kupić ten tom, to tylko dla części autorstwa Marka Waida, chociaż raz jeszcze zaznaczyć trzeba, że wcale nie jest to wcale historia wybitna. W tej cenie znajdziecie cała masę lepszych jakościowo pozycji.

Opublikowano:



Deadpool Classic #01

Deadpool Classic #01

Wydanie: I
Data wydania: Luty 2017
Seria: Deadpool Classic, Marvel Classic
Tytuł oryginału: Deadpool Classic Vol. 1
Tłumaczenie: Oskar Rogowski
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 170x260 mm
Stron: 252
Cena: 89,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328118560
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Archeologia niczego Archeologia niczego Archeologia niczego

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-