reklama baner reklama

Nowe Teksty

Co przyniesie przyszłość?
Gierszewski o 1. tomie "Pożogi"
Większy świat
Tymczynski o 2. tomie "Amuletu"
Oddział miernot
Kleszcz o 1. tomie "Oddziału Samobójców" (Odrodzenie)
Zielono mi
Kleszcz o 1. tomie "Green Arrow" (Odrodzenie)
Za 100, za 300 - październik 2017
Chmielewski typuje październikowe zakupy komiksów

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Znowu bitka, a miało być inaczej...

Tomasz Kleszcz recenzuje Uncanny Avengers #03: Czas na Ragnarok
6/10
Znowu bitka, a miało być inaczej...
6/10
Droga, którą podążył Rick Remender, okazała się bardziej kręta, niż można było przypuszczać. W tym przypadku jednak nie wyszło to opowieści na plus, a w pajęczynie uknutej z wątków trochę zatracił się wciągający klimat, który udało się autorowi zbudować w poprzedniej odsłonie Uncanny Avengers.

Bliźnięta Apokalipsy kontynuują dzieło swojej zemsty, zakreślające coraz szersze kręgi. Udaje im się przekonać Scarlet Witch, że jedynym sposobem na ocalenie ludzkości jest odseparowanie od niej mutantów i przeniesienie ich na Arkę, która zabierze homo superior do nowego świata, gdzie przy pomocy swoich mocy będą w stanie uczynić z niego nowy dom. Pomysł zgoła szalony - możliwe, że celowo nawiązujący do koncepcji sprzed drugiej wojny światowej, kiedy to naziści planowali wysłanie Żydów na Madagaskar - wydaje się jednak na tyle przekonujący, że znajduje uznanie u czarodziejki. Co ważniejsze, nie ma ona dość sił, by rzucić tak potężne zaklęcie, dlatego u jej boku staje Wonder Man, chociaż robi to tylko dla niej. Aby atmosfera nie pozostała zanadto kameralna do dzieła wkracza również Celestianin, który został wyzwolony przez potężne rodzeństwo. Przybył on, aby zniszczyć Ziemię i wydaje się, że nic nie jest w stanie go powstrzymać. Mimo wszystko najtęższe ziemskie umysły próbują przy pomocy pola siłowego Dooma uniemożliwić Niszczycielowi Światów wejście w atmosferę, a cała operacja będzie o tyle udana, o ile Hulk utrzyma na swoim miejscu kotwice elektromagnetyczne, generujące pole...

Komiks pełen jest walk, w trakcie których bohaterowie po raz kolejny wspomagają się obfitymi przemowami. Niestety, część dialogów stoi na raczej średnim poziomie. Pocięcie wydarzeń na błyskawicznie zmieniające się sekwencje nie ułatwia lektury, czytelnik skupia się głównie na tym, żeby z tego chaosu wyłowić jakąś myśl przewodnią, co nie jest łatwe. W stosunku do naprawdę solidnego tomu drugiego wydaje się, że autor chcąc stworzyć zawiłą mistyfikację, trochę przedobrzył. Rozwałka i przydługie dialogi zepchnęły na drugi plan klimat. Do tego te kotwice elektromagnetyczne...

Po raz kolejny świetnie prezentuje się oprawa graficzna, choć przynosi pewne zaskoczenie. Trzech artystów, znanych już całkiem nieźle na polskim rynku, pracowało nad tym, aby dostarczyć czytelnikom jak najlepszej rozrywki, a są nimi Salvador Larroca, Daniel Acuña oraz najbardziej rozpoznawalny, odpowiedzialny za "Wojnę Domową" czy "Staruszka Logana" Steve McNiven. Wszyscy panowie reprezentują bardzo dobry warsztat, ale również rozpoznawalny styl, którym operują. Według piszącego te słowa to jednak Acuña pozostawia po sobie najlepsze wrażenie, prezentując ciekawe podejście do rysowania marvelowskiego świata, które pełne jest czerni oraz grubych, zdecydowanych pociągnięć, ale artysta równie dobrze wie, kiedy użyć linii bardzo cienkiej, czy też nawet nie używać jej wcale i nazwisko tego świetnego rysownika na okładce kolejnego tomu karze wyczekiwać mi go z niecierpliwością. W gorszej formie jest za to McNiven. Ilustracje wyglądają słabiej niż zazwyczaj, jakby artysta po prostu zrobił swoje, nie wkładając w to serca. Prawdę powiedziawszy trzeba doszukiwać się elementów, do których przyzwyczaił nas kanadyjski rysownik, a które czyniły jego prace wspaniałymi. Niemniej wszyscy rysownicy, wspierani przez jak zawsze wspaniałą Laurę Martin dostarczają oprawę wizualną, która cieszy oko.

"Uncanny Avengers" zaczyna przypominać sinusoidę, a "Czas na Ragnarok" pikuje w stronę minimum funkcji. Jednak zakończenie, które zaserwował nam Remender, robi wrażenie. Takiego zwrotu akcji chyba nie dało się przewidzieć i scenarzyście udała się rzadka sztuka osiągnięcia efektu całkowitego zaskoczenia. Dlatego sięgnięcie po kolejny album to po prostu konieczność, bo choć seria jest bardzo nierówna, to mimo wszystko ciekawa i świetnie narysowana. Szkoda, że Red Skull i wątek z jego obozami popadł w całkowite zapomnienie, a w opowieści znowu zaczęły dominować bitka i napuszone teksty postaci. Oby Remender miał kilka asów w rękawie, którymi kolejną odsłonę serii wyniesie wysoko ponad maksimum.

Opublikowano:



Uncanny Avengers #03: Czas na Ragnarok

Uncanny Avengers #03: Czas na Ragnarok

Scenariusz: Rick Remender
Rysunki: Salvador Larroca, Steve McNiven, Daniel Acuna
Wydanie: I
Data wydania: Luty 2017
Seria: Uncanny Avengers, Marvel Now
Tytuł oryginału: Uncanny Avengers Volume 3: Ragnarok Now
Rok wydania oryginału: 2014
Wydawca oryginału: Marvel
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Druk: kolor
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 165x255 mm
Stron: 132
Cena: 39,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328118744
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Znowu bitka, a miało być inaczej... Znowu bitka, a miało być inaczej... Znowu bitka, a miało być inaczej...

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-