reklama baner reklama

Nowe Teksty

Trup w szafie
Sus o "X-Men. Mordercza geneza"
Długa droga
Sus o "Coś wiecej, czegoś mniej" Szyłaka
Staruszek Parker
Panic o „Spider-Man: Władza”
Cudowne chwile miłości
Kamiński o "Nie musisz się mnie bać" Sfara
Bez dymu, bez ognia
Kleszcz o 4. tomie "Thunderbolts"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Imperium psuje się od głowy

Michał Grygiel recenzuje Star Wars Legendy #10: Karmazynowe Imperium II: Rada we krwi
4/10
Imperium psuje się od głowy
4/10
"Karmazynowe Imperium" zapisało się w historii komiksów ze świata Gwiezdnych Wojen jako jeden z największych sukcesów. Był to sukces na tyle duży, że seria doczekała się nie jednej, a dwóch kontynuacji. W skali obrazkowych historii z Bardzo Odległej Galaktyki to spory wyczyn, a za sukcesem zdaje się stać tu protagonista - Kir Kanos, były członek Gwardii Imperialnej, lojalny Imperatorowi nawet po jego śmierci.

Jak wiemy już z poprzedniego tomu - Rebelia święci kolejne triumfy, ostatni klon Imperatora nie żyje, a jego Gwardia jest w rozsypce. W niewiele lepszym stanie jest Imperium, dowodzone obecnie przez tytułową Radę. Scenarzyści Mike Richardson i Randy Stradley ciekawie przedstawiają tu dawne mocarstwo, które okazuje się być kolosem na glinianych nogach - przedstawione przez nich sceny przypominają o historii Cesarstwa Rzymskiego, które upadło nie tylko przez zagrożenia z zewnątrz, ale i wewnątrz. Radą rządzi nie wiara w przyszłość Imperium, a intrygi oraz spiski, napędzane żądzą władzy.

Równie ciekawie wprowadzony w tą historię zostaje Kir Kanos. Jako małomówny łowca nagród ubrany w poncho przypomina postać wykreowaną przez Clinta Eastwooda w westernach Sergio Leone. Niestety - oryginalne pomysły szybko grzęzną w fabularnej mieliźnie. Autorzy prowadzą swoją historię na kilku równoległych poziomach, które co jakiś czas krzyżują się ze sobą w różnych konfiguracjach. Fabuła ma pewien potężny mankament - aż do finału nie zostaje zdradzone kto w co tu gra, a tajemnicą pozostają zarówno wyższe cele, jak i sens kolejnych działań. W efekcie trudno o jakikolwiek dramatyzm, zamiast którego momentami pojawia się nuda. Uczuciu obojętności sprzyja też nadmierna ilość wątków i bohaterów.

Komiksu nie ratuje zanadto strona wizualna. Rysunki Gulacy'ego są jedną z odpowiedzi na pytanie, dlaczego wydawnictwo Dark Horse nie było w latach 90. XX wieku podjąć konkurencji z Marvelem czy DC. To przeciętne rzemiosło, mało fantazyjne, a momentami toporne. Można przyjąć, że rysownik celowo ucieka się do pewnego przerysowania czy lekkiej groteski w przypadku twarzy lub sylwetek bohaterów. Trudno jednak wybaczyć plagę leniwych oczu, nękającą postaci zaludniające komiks. Rysunków nie ratuje też mało finezyjne wykorzystanie kolorów z komputera, dobijane to tu, to tam przez kiepskie jak na dzisiejsze standardy cyfrowe efekty.

Nie dziwi mnie aż tak bardzo popularność "Karmazynowego Imperium", w końcu album przybliża ciekawą i praktycznie niewykorzystaną formację wojskową ze świata George'a Lucasa. Szkoda jednak, że album doczekał się tak absolutnie przeciętnej kontynuacji, w której próżno szukać jaśniejszych punktów. Nie ma tu też spektakularnych wtop, całość nurza się po prostu w skoncentrowanej nijakości, nie odchodząc za bardzo od średniego poziomu komiksów ze świata Gwiezdnych Wojen.

Opublikowano:



Star Wars Legendy #10: Karmazynowe Imperium II: Rada we krwi

Star Wars Legendy #10: Karmazynowe Imperium II: Rada we krwi

JUŻ W SPRZEDAŻY
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Imperium psuje się od głowy Imperium psuje się od głowy Imperium psuje się od głowy

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-