reklama baner reklama

Nowe Teksty

Trup w szafie
Sus o "X-Men. Mordercza geneza"
Długa droga
Sus o "Coś wiecej, czegoś mniej" Szyłaka
Staruszek Parker
Panic o „Spider-Man: Władza”
Cudowne chwile miłości
Kamiński o "Nie musisz się mnie bać" Sfara
Bez dymu, bez ognia
Kleszcz o 4. tomie "Thunderbolts"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Witamy w Klubie 27

Krzysztof Zimiński recenzuje Love in vain. Robert Johnson 1911-1938
8/10
Witamy w Klubie 27
8/10
Robert Johnson nie należy do ikon kultury popularnej, choć do inspiracji tą postacią przyznają się Stonesi czy Bob Dylan, a Eric Clapton nazwał go najważniejszym gitarzystą w historii bluesa. Muzyk przeżył zaledwie 27 lat, pozostawił po sobie niecałe 30 utworów i legendę paktu z diabłem, zawartego na rozstajach dróg. Komiks Duponta i Mezzo przybliża biografię tej postaci.
Pierwsze wrażenie, które trudno przeoczyć obcując z "Love in Vain" to jakość wydania. Gruba, matowa okładka o żłobkowanej fakturze, w środku papier o słusznej gramaturze, aż szkoda że nie ma płóciennego grzbietu. Po otworzeniu komiksu nie sposób natomiast nie być pod wrażeniem dopieszczonej oprawy wizualnej. Kolejne 70 stron przeprowadza nas krok po kroku przez życie Johnsona w raczej sztampowy sposób, by na koniec uraczyć nas śpiewnikiem wzbogaconym o polskie tłumaczenia piosenek.

Największą zaletą albumu są bez wątpienia rysunki - ciężkie od tuszu, gdzie często same pojedyncze kadry są miniaturowymi dziełkami sztuki. Technika Mezzo jest jak na komiks wyjątkowa i nie raz zastanawiałem się, czy mam do czynienia z bardzo subtelnymi i bogatymi w detale drzeworytami, czy jednak to specyficzna technika rysunku i tuszowania nawiązująca do efektów odbitek z wyrytych obrazów. Zachwiana równowaga pomiędzy czernią a bielą, często odchylająca się w tą drugą stronę, świetnie nadaje się do oddania realiów życia w delcie Missisipi te 100 lat temu, równie dobrze pasuje też do historii zmierzającej ku nieuchronnej śmierci.

Komiks dużo bardziej zachowawczy jest na poziomie narracyjnym - mało tu typowo komiksowej sekwencyjności, gdy obrazy z kolejnych kadrów opowiadają obrazem pewną scenę. Zamiast tego w większości wypadków mamy do czynienia z serią obrazów niczym z rzutnika, gdzie każdy z nich jest kolejną sceną z życia Johnsona. Spoiwem fabuły pozostaje tu wszechwiedzący narrator, który opowiada historię bluesmana. Scenariuszowo na pewno jest to pójście na skróty, z drugiej strony w inny sposób trudno byłoby streścić nawet tak krótki życiorys na kilkudziesięciu planszach. Ten zabieg uchodzi autorom dodatkowo płazem ze względu na samą osobę narratora, postaci dość ważnej dla fabuły.
Ciekawym dodatkiem jest śpiewnik i tłumaczenia, z którymi być może nie każdy by sobie poradził. Olga Mysłowska postawiła na translację raczej piękna niż wierną - tam gdzie dla Johnsona jeden i jeden to dwa, a dwa i dwa to cztery, dla tłumaczki dwa i dwa daje cztery, a cztery i dwa to sześć. Nie jest to wierne tłumaczenie słowo w słowo, za to teksty skupiają się na oddaniu intencji autora i da się je śpiewać.

"Love in Vain" to album dla kilku grup czytelników. Na pewno sięgnąć powinien po niego każdy, kto ceni nietuzinkową i dopracowaną stronę wizualną - dopiero co skończyłem czytać, a już mam ochotę otworzyć ten komiks ponownie, by tylko przeglądać obrazki. Historia Johnsona to także smakowity kąsek dla fanów bluesa, jak i osób zainteresowanych historią muzyki rozrywkowej - tu zapisana została jej dosyć mało znana, choć ważna karta. Komiksowi ortodoksi mogą narzekać, na stosunkowo mało 'komiksową' narrację, ale jednocześnie takie podejście do tematu może okazać się zaletą przy próbie dotarcia do niekomiksowej publiki. Biografia Johnsona zdecydowanie ma ku temu potencjał.

Opublikowano:



Love in vain. Robert Johnson 1911-1938

Love in vain. Robert Johnson 1911-1938

JUŻ W SPRZEDAŻY
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Witamy w Klubie 27 Witamy w Klubie 27 Witamy w Klubie 27

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-