reklama baner reklama

Nowe Teksty

Staruszek Parker
Panic o „Spider-Man: Władza”
Cudowne chwile miłości
Kamiński o "Nie musisz się mnie bać" Sfara
Bez dymu, bez ognia
Kleszcz o 4. tomie "Thunderbolts"
Zwyczajne życie superherosa
o 1. tomie Hawkeye'a
Z sadystą ci do twarzy
Tymczyński o 2. tomie "Wiczycy i Czarnego Księcia"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Drużyna ta sama, ale jakby lepsza

Tomasz Kleszcz recenzuje JLA. Amerykańska Liga Sprawiedliwości #04
6/10
Drużyna ta sama, ale jakby lepsza
6/10
Czwarty integral, zbierający siedem zeszytów oryginalnej serii pisanej przez Morrisona, oraz wzbogaconej o trzy zeszyty z serii JLA Classified trafia do rąk polskich czytelników. Widocznie lepsza jakość okładki sugeruje, że będzie to nowy rozdział w życiu ligi. Cóż... prawie.

Grant Morrison stanowczo mówi nie jakiejkolwiek zmianie obranej konwencji. Luthor nie odpuszcza. Wspierany jest przez znanych z poprzednich przygód pomagierów - Prometeusza, generała Eilinga, a także całkiem nową postać, jaką jest królowa roju Zazzala (pojawiająca się tylko po to, żeby eksponować na planszach okazałym biustem...). Lex tradycyjnie opracowuje demoniczny plan, dzięki któremu raz na zawsze zamierza pokonać znienawidzonych wrogów. Plan okazuję do tego stopnia demoniczny, że jego ofiarą pada sam organizator, a szczegółów czytelnik dowie się oczywiście z albumu. Liga ponownie staje przed największym zagrożeniem, z jakim do tej pory musiała się zmierzyć. W czeluściach kosmosu czai się bowiem pradawna, czy też raczej przedwieczna istota o - zdawałoby się - nieskończonej mocy, której nic ani nikt się nie oprze.

Udział rzadko spotykanych postaci, jak Oriona czy Mister Miracle’a, podnosi atrakcyjność albumu, zwłaszcza wizualnie, ale to za mało. Dialogi nadal są zbyt często drewniane, tak jak ci, którzy je wypowiadają. Wspomniana Zazzala to postać służąca wyłącznie urozmaiceniu grupy złoczyńców, złożonej z samych samców. Zwroty akcji występują bez jakiejkolwiek intrygi, po prostu się dzieją. Opowieść nie ma wystarczającej siły, by wzbudzić w wymagającym czytelniku iskrę emocji. Historii powstałej w 1999 roku ciężko dawać fory ze względu na sentyment do kiczu lat dziewięćdziesiątych.

Na drugą część albumu składają się trzy pierwsze zeszyty serii JLA classified, pisane pięć lat później. Pomimo dużego stopnia chaosu fabuła, choć zbudowana na podobnych zasadach jak wszystkie poprzednie, sprawia znacznie lepsze wrażenie, czuć w niej powiew nowoczesności.

Howard Porter poczynił niewątpliwe postępy od czasów pierwszego zeszytu. W czwartym integralu nie można mu odmówić sporego rozmachu. Jeśli przymknąć oko na kwadratowe, niewykazujące podobieństwa do siebie twarze oraz częstą przesadę w odwzorowaniu muskulatury, można zaliczyć jego prace do poprawnego rzemiosła, w które rysownik włożył naprawdę dużo serca. Plansze są bogato zapełnione i widać, że artysta się nie oszczędzał. Kolorysta Pat Garrahay podobnie również robi systematyczne postępy, a po okładkach widać, że potrafi wycisnąć z ilustracji znacznie więcej, co też czasem czyni. Dlaczego robi to tylko czasem, a nie przy każdej stronie, pozostaje tajemnicą.

JLA classified zilustrował Ed McGuinness, znany już na polskim rynku chociażby z serii Batman vs Superman. Operuje on dopracowaną, miłą dla oka kreskówkową techniką, świetnie sprawdzającą się w serwowanej historii. Wspierany jest przez Dave’ a McCaiga, który za sprawą swojej pracy wprowadza na plansze wiele życia i dynamiki.

Na pewno jest lepiej. Tom czwarty, tak jak poprzednie, stanowi zamkniętą całość i jeśli ktoś do tej pory wahał się nad sięgnięciem po przygody JLA, powinien zrobić to teraz, bo to najlepsza odsłona serii. Na pewno zadowoli fanów duetu Morrison/Porter oraz ludzi, którzy kochają od czasu do czasu coś w klimatach pulpy. Powinna spodobać się też czytelnikom, którzy tym albumem chcieliby zacząć swoją przygodę z amerykańskim komiksem, bo dzieje się sporo i jest kolorowo. Czytelnikom mającym za sobą wieloletnią przygodę z powieściami obrazkowymi nieznajomość tej części twórczości szkockiego pisarza nie powinna spędzać snu z powiek.

Opublikowano:



JLA. Amerykańska Liga Sprawiedliwości #04

JLA. Amerykańska Liga Sprawiedliwości #04

JUŻ W SPRZEDAŻY
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Drużyna ta sama, ale jakby lepsza Drużyna ta sama, ale jakby lepsza Drużyna ta sama, ale jakby lepsza

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-