baner

Recenzja

Nie wchodzi się dwa razy do tego samego kręgu

Michał Grygiel recenzuje Fight Club 2
4/10
Nie wchodzi się dwa razy do tego samego kręgu
4/10
Komiksowa kontynuacja "Podziemnego kręgu" jest dziełem dość nietypowym. Bywało, że autorzy brali się za adaptacje swoich dzieł na inne media - np. Katsushiro Otomo sam wyreżyserował kinowego "Akirę", a Darren Aronofsky przygotował komiksowy scenariusz na bazie pierwotnego skryptu do filmu "Źródło". Ewenementem pozostają jednak kontynuacje znanych dzieł, ale opowiedziane innymi środkami wyrazu, z zachowaniem pierwotnego autora na liście płac. Jeszcze bardziej wyjątkowo jest w przypadkach, gdy pierwowzór odcisnął się mocnym piętnem na kulturze popularnej.

Takim właśnie przypadkiem jest "Fight Club 2", którego poprzednik - najpierw jako książka, potem jako film - doczekał się statusu kultowego. To nie tylko przewrotne i pełne ironicznego poczucia humoru thrillery, ale także pewne znaki czasów, zawierające w sobie zjadliwą krytykę aktualnej rzeczywistości. Spójrzcie na nasz świat i zobaczcie, co wynika ze śmierci instytucji wzorca osobowego - zdawał się mówić Chuck Palahniuk. Atawistyczne zachowania, gdy samiec alfa pozostawał samcem alfa, zastąpiła kultura korporacyjna. Wodzem jest lokalny dureń, któremu bogaci rodzice postanowili zapewnić edukację w renomowanej uczelni, a on był tylko na tyle zdolny, by nic nie spaprać, i skończyć z dyplomem. Wykształcone kompetencje pozwalają nam tylko na pozbawione treści rozmowy ze spotykanymi codziennie tymi samymi nieznajomymi, zamiast na nawiązanie szczerej, ludzkiej reakcji. Marzenia i fantazje oscylują wokół meblowania swojego mieszkania usytuowanego gdzieś na obrzeżach centrum miasta, czasami jednak w każdym z nas, nieważne, czy jest menadżerem, czy mechanikiem samochodowym, rodzi się potrzeba, by przywalić komuś w ryj, bez względu na konwenanse. Książka i film opowiadały o tym, co może dać narodzenie się takiej myśli w głowie osobnika z rozszczepieniem osobowości. Efektem była totalna demolka i poszerzający się krąg podobnych mu frustratów, którym brakowało możliwości dania w mordę. Anarchistyczny klub w końcu wymykał się spod kontroli, a bohater musiał skonfrontować się ze swoim wewnętrznym demonem.

Palahniuk na powrót swojego protagonisty potrzebował dwóch dekad, ale akcja w wykreowanym świecie posunęła się do przodu zaledwie dziesięć lat. Wariat z rozszczepieniem osobowości jest od tamtego czasu nafaszerowany po dziurki w nosie różnorakimi proszkami, przez co aż dziw bierze, że przy takim znieczuleniu był w stanie wyprodukować sobie potomka. Wybranką jego serca jest Marla, która dobrze pamięta szaleństwa sprzed dekady i tęskni za drugim biegunem psychiki swojego męża. Bez jego wiedzy podmienia mu proszki. Na nowo budzi się Tyler Durden. Powracają jego Kosmiczne Małpy, ale tym razem Operacja Masakra nie jest już tylko sianiem chaosu w wielkich metropoliach. Aspiracje przebudzonego Tylera są dużo wyższe.

Komiks do scenariusza Palahniuka to dzieło dość problematyczne. To seria skierowana głównie do jego fanów, którzy znają pierwowzór i wyłapią nawiązania czy mrugnięcia okiem. To historia, która bez pierwowzoru się nie broni, ale nawet w zestawieniu ze sławnym poprzednikiem wypada blado, bo nie wiadomo do końca, o co tym razem Szanownemu Artyście chodzi. Pierwszy "Fight Club" był niemal współczesną przypowieścią o konflikcie między superego a id, tłumionej potrzebie odrzucenia społecznych uwarunkowań na rzecz pierwotnych, fizjologicznych pragnień, w końcu tak wyglądała relacja między dwoma biegunami psychiki narratora. Trudno natomiast orzec, o czym jest w istocie kontynuacja. Historia naszego bohatera, który dał się wplątać w intrygę swojego alter ego, jest nie tylko pełna chaosu - jest też chaotycznie opowiedziana, co być może ma odzwierciedlać efekt psychicznego odjazdu protagonisty, ale w efekcie utrudnia odbiór dzieła. Trudno też określić, jaki efekt chce tu osiągnąć autor - humorystyczny czy dramatyczny? Obstawiam, że celuje gdzieś po środku, ale dosadna, sugestywna przemoc, zestawiona z iście komiksową groteską, daje tu mało spójny efekt. Na kartach książki łączyło się to jednak lepiej.

Palahniuk poszedł też w formalne zabawy z medium, na polu którego de facto stawia pierwsze kroki, a jakby tego było mu mało - osiągnął poziom meta, wprowadzając siebie samego do fabuły, i to nie tylko jako postać, ale także jako autora powstającej na bieżąco całości. Efekt z początku wydaje się być pomysłowy, ale im bliżej końca, tym bardziej okazuje się być opłakany. Skacząca narracja 'wzbogacona' o obiekty zakrywające co jakiś czas fragmenty dymków wzbogaca się tak naprawdę głównie o dodatkowy pierwiastek chaosu. Także sam Palahniuk-postać niewiele wnosi, zdając się rozmowami o fabule nieporadnie tłumaczyć bełkotliwość całości. Nie zdziwiłbym się, jeśliby się okazało, że autor dopisał sam siebie do tej historii dopiero później, by wytłumaczyć cały ten bałagan niekontrolowanym i spontanicznym procesem twórczym.

"Fight Club 2" to komiks niepotrzebny, ale nie pozbawiony zalet. Na pewno radę dał Cameron Stewart, rysując całość w sposób ostry, dosadny, z charakterem, ale też bez uciekania w niepotrzebną przesadę. Tak jak Palahniuk napisał przed laty swoją książkę. Charakteru i intensywności dodają, gdy trzeba, kolory Dave'a Stewarta, a dobrym uzupełnieniem całości są okładki Davida Macka. Warto także nadmienić, że wydanie zbiorcze uzupełnia zerowy zeszyt serii, który wprowadza w świat Palahniuka tych, którzy nie czytali książki, a widzieli tylko film - być może różnica w zakończeniach jest subtelna, ale ma dla tego komiksu znaczenie. A co z tymi, co nie czytali książki, ale też nie widzieli filmu? Im ten album generalnie nie ma - może poza stroną wizualną - nic do zaproponowania, ale w końcu to nie komiks dla nich. Palahniuk napisał tą historię dla swoich fanów, być może nieco by zadrwić z nich i z kultu dzieła, które przerosło twórcę. Dzieła, które autor postanowił przebić, albo przynajmniej się z nim zmierzyć. I być może właśnie o tym jest ten komiks - o siłowaniu się z samym sobą w momencie, gdy jesteśmy już na to za starzy, tablica Mendelejewa przepisywana na receptę zrobiła nam wodę z mózgu, a dzieła zniszczenia dopełniły skrzętnie ukrywane przed znajomymi seanse u trenerów rozwoju osobistego. Nie czytaliście książki i nie widzieliście filmu? Odpuście sobie. Znacie pierwowzór i rozważacie kontynuację? Też dajcie spokój, pielęgnujcie fajne wspomnienia. Jesteście psycho-fanami "Podziemnego kręgu"? I tak sięgniecie po ten komiks, nie ważne, co bym napisał. Będziecie potem tego żałować, ale będziecie zadowoleni, że przynajmniej sami go sprawdziliście. Bo o to w końcu też chyba Palahniukowi chodzi.

Opublikowano:



Fight Club 2

Fight Club 2

Scenariusz: Chuck Palahniuk
Rysunki: Cameron Stewart
Kolor: Dave Stewart
Okładka: David Mack
Wydanie: I zbiorcze
Data wydania: Październik 2016
Seria: Fight Club 2
Tłumaczenie: Elżbieta Gałązka-Salamon, Bruno Jasieński, Klaudia Stępień
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 160x240 mm
Stron: 282
Cena: 69,90 zł
Wydawnictwo: Niebieska Studnia
ISBN: 978-83-60979-49-5
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-