reklama baner reklama

Nowe Teksty

Zadra poszukuje prawdy
Gierszewski o 2. tomie "Gnata"
Legendy z innej epoki
Zimiński o "Legendy naszych czasów"
Zimna wojna nigdy się nie skończyła
Grygiel o 2. tomie "Panisher MAX"
Walentynki na strychu
Panic o "Spider-Man. Niebieski"
Rodzinne sprawy Star Lorda
Kleszcz o 4. tomie "Strażników Galaktyki"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Wegetarianie w muzeum

Paweł Panic recenzuje Szkielet
7/10
Wegetarianie w muzeum
7/10
„Szkielet” Salvadora Sanza to oryginalne spojrzenie na tak wyeksploatowany temat, jak apokalipsa zombie. Wydawać by się mogło, że biorąc na warsztat ludzkość zaatakowaną przez tajemniczy wirus, nie można już wymyślić niczego nowego. A jednak.

Wspomniany wirus zamienia ludzi w mięsożerne, wysoko rozwinięte monstra, których jedyną siłą napędową jest głód. Drapieżniki w najczystszej postaci. Nietrudno zgadnąć, że w poszukiwaniu pokarmu posuną się one nawet do kanibalizmu. I w ten sposób dochodzimy do jedynych ludzi niewrażliwych na zarazę – wegetarian. Bohaterowie komiksu Sanza to właśnie grupka roślinożerców, którym przewodzi tytułowy Szkielet.

Widać, że fabuła jest dla argentyńskiego twórcy tylko pretekstem, aby podzielić się z czytelnikami ciekawą wizją świata. Główna część opowieści rozgrywa się podczas nocy, którą drużyna wegetarian musi przetrwać w Muzeum Ewolucji. Obok mięsożerców pojawia się w nim pewien tajemniczy osobnik, który okazuje się być... To już warto sprawdzić samemu, zwłaszcza, że zwrotów akcji jest w tym komiksie jak na lekarstwo. Mimo prostoty dzieło Sanza czyta się doskonale. Szkoda tylko, iż lektura upływa na tyle szybko, że pozostawia odbiorcę z poczuciem niedosytu. Wrażenie kontaktu z epizodem stanowiącym część większej całości stanowi największy zarzut wobec „Szkieletu”. Tego typu historia sprawdziłby się jako projekt internetowy, ew. część tematycznej antologii, ale na wydanie jej w formie samodzielnego albumu (w dodatku z ceną okładkową rzędu 50 złotych) można pokręcić nosem.

Wspomniałem już, że ten komiks świetnie się czyta. Argentyński artysta doskonale wie, jak opowiadać obrazem i z wiedzy tej skrupulatnie korzysta. Nie ma tutaj dłużyzn, przestojów, niepotrzebnych dialogów. Akcja wartko płynie naprzód, a my ani przez moment nie czujemy znużenia. Dynamiczne ujęcia i poziome kadry sprawiają, że doświadczenie obcowania ze „Szkieletem” (sic!) można porównać do lektury mangi. Do tego Sanz ma niebywały talent graficzny, który robi tym większe wrażenie, im większa powierzchnia, na której został zaprezentowany. To dlatego sporo czasu spędziłem, wgapiając się w pewien dwustronicowy rysunek znajdujący się w ostatniej części komiksu.

„Szkielet” to skondensowana dawka komiksowej przyjemności. Lektura nie męczy, prosta historia nie nadwyręża zwojów mózgowych, ale jednocześnie stanowi oryginalne spojrzenie na kwestię nawyków żywieniowych. Zresztą fakt, że tylko wegetarianie przetrwają apokalipsę może być dla zwolenników niejedzenia mięsa argumentem ostatecznym. No i wszystko to zostało po prostu pięknie narysowane. Niemniej „Szkielet” sprawia wrażenie przystawki przed daniem głównym. Po pobudzeniu apetytu pozostaje nam zatem czekać na „Koniec wszelkich gatunków”, kolejny album Salvadora Sanza osadzony w realiach postapokaliptycznego Buenos Aires.

Opublikowano:



Szkielet

Szkielet

Scenariusz: Salvador Sanz
Rysunki: Salvador Sanz
Wydanie: I
Data wydania: Maj 2016
Tytuł oryginału: El Esqueleto
Rok wydania oryginału: 2016
Wydawca oryginału: OVNI Press
Tłumaczenie: Aleksandra Czerniawska
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: A4
Stron: 80
Cena: 50,00 zł
Wydawnictwo: Znakomite
ISBN: 978-83-942600-5-7
Skład i liternictwo: Kamil Małagocki, Tomasz Fedor
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Wegetarianie w muzeum Wegetarianie w muzeum Wegetarianie w muzeum

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-