reklama baner reklama

Nowe Teksty

Kto obserwował obserwatora?
Grygiel o "Grzechu pierworodnym"
W drogę ku nowej przygodzie
Zimiński o "Corto Maltese. Zawsze troche dale"
Średni komiks środka
Grygiel o "Zdobywcach Troy"
Emo-Vader i rozterki krwawiącego serca lorda Sith
Grygiel o "Darth Vader i zaginiony oddział"
Bóg Piorunów leci wysoko
Kleszcz o 4. tomie "Thora Gmowładnego"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Animowany żart

Przemysław Pawełek recenzuje Batman: Zabójczy żart
7/10
Animowany żart
7/10
Animowana adaptacja "Zabójczego żartu" to film wyjątkowy z kilku powodów. Oparto go na kultowym komiksie Alana Moore'a i Briana Bollanda z końcówki lat 80., kapitalnie wpisującego się w początek nowej, mrocznej ery w amerykańskim komiksie superbohaterskim. To ponura historia ukazująca Batmana i jego głównego antagonistę Jokera jako dwie strony tej samej monety. Obaj są zwichnięci przez psychiczną traumę, ale wydaje się, że tylko przypadek zdecydował, iż jeden jest przestępcą, a drugi tępi zbrodnię. Ta animacja to nie tylko świetna baza, to także scenariusz, nad którym pracował ceniony także w Polsce Brian Azzarello i głosy postaci - w końcu powracają Kevin Conroy i Mark Hammil, odtwórcy Batmana i Jokera z uwielbianego serialu animowanego z początku lat 90. "Zabójczy żart" jest filmem wyjątkowym także dlatego, że to bodaj pierwsza animacja Warner Bros z amerykańską kategorią wiekową 'R', czyli dla dorosłych. W końcu także dlatego, że ten od lat wyczekiwany przez fanów film spotkał się z co najmniej sceptycznym przyjęciem. Sam odbieram go dość ambiwalentnie.

Animacja została wyraźnie rozbudowana fabularnie w stosunku do pierwowzoru, ale to nie powinno dziwić. Komiks Moore'a i Bollanda jest intensywny, sugestywny, ale jednocześnie też dość zwarty i krótki, zbyt krótki, by wypełnić nim trwający ponad godzinę film. W efekcie niemal pół godziny z trwającej około 70 minut produkcji to wydarzenia poprzedzające fabułę komiksu, w dodatku umiarkowanie z nim związane. Przez 28 minut obserwujemy starcie Batmana i Batgirl z drugim garniturem nawet nie złoczyńców, a zwykłych gangsterów. Sama historia jest mało zajmująca i przegrywa z pierwszym z brzegu odcinkiem wspomnianego Batman Animated Series sprzed ćwierćwiecza, ale sama opowieść wydaje się mieć tu drugorzędne znaczenie. Ważniejsza wydają się być relacja pomiędzy Człowiekiem Nietoperzem a jego partnerką - to relacja typu uczeń-mistrz, pozbawiona jednak kontekstu ojciec-dziecko, jak w przypadku Robina, naznaczona za to wątkiem erotycznym. Dość powiedzieć że para baraszkuje sobie na dachu jednego z wieżowców. Dla niektórych fanów to profanacja, która zdyskwalifikowała cały film.

Po nieco miałkim wprowadzeniu otrzymujemy danie dnia - adaptację samego komiksu, momentami bardzo wiernie oddającą jego treść, a momentami nieco go modyfikującą, co też w zasadzie nie dziwi. Animacja i film to dwa różne media i warto odnotować, że autorzy animacji często posiłkowali się rysunkami Bollanda przy designie czy układzie kadrów, prawdopodobnie komiks odegrał też kluczową rolę przy rozrysowywaniu storyboardów. Nie licząc wspomnianych zmian i inaczej rozłożonych akcentów, to ponownie mocna konfrontacja Batmana i Jokera, a także podróż na skraj szaleństwa, która rozpoczyna się jednak w połowie filmu - od wtargnięcia błazna do domu Gordona, uprowadzenia komisarza i postrzelenia jego córki. Wpadanie wgłąb króliczej nory odbywa się tu w psychodelicznym, opuszczonym wesołym miasteczku zaludnionym przez dziwolągi.

Po obejrzeniu filmu mam problem z ocenieniem go. Nie mam zbyt dużo zarzutów do animacji jako takiej - przynajmniej w przypadku postaci, nieźle wyglądają także tła, choć kiepski efekt daje wykorzystanie obiektów w formie CGI, łączonych z innymi technikami animacji. Jak zwykle zupełnie inaczej odbiorą film różne grupy odbiorców, tu mamy jednak wyraźnie zarysowaną dychotomię. Na pewno lekkie problemy z akceptacją zmian będą mieli fani pierwowzoru, ale to nie dla nich jest ten film, a i tak wiadomo, że nigdy by się ich nie zadowoliło. Dla osób spoza komiksowego światka to fachowo opowiedziana jedna z najlepszych historii o Batmanie, jakie dotąd powstały. Jeśli nie czytują komiksów albo wolą animację - to propozycja dla nich, działająca jak jak filmowy bryk "W pustyni i w puszczy", które szybciej się ogląda niż czyta. Nikt nie będzie im kazał po obejrzeniu pisać wypracowania, więc pewne zmiany czy skróty nie mają znaczenia. Szkoda, że nudnawa połowa filmu nie ma nic wspólnego z pierwowzorem. Jest szansa, że po tym filmie sięgną po sam komiks i oby tak się działo jak najczęściej. Dodatkowo dowiedzą się nieco więcej o samej mitologii Batmana - poznają Batgirl i genezis Jokera, ale i tak mało zrozumiała będzie dla nich scena dodana w trakcie napisów.

Scena ta - warto dodać - zupełnie zbędna będzie dla dobrze znających kontekst fanów, a sam seans może być dla nich zresztą dość szorstkim momentami doświadczeniem. Relacja Batman-Batgirl wychodzi tu stanowczo poza mitologię Mrocznego Rycerza. Seks wydaje się tu mieć rolę dodatkowej motywacji dla Nietoperza w dalszej, komiksowej części historii. Moore dwuznacznie sugerował, że Barbara mogła być ofiarą gwałtu, Azzarello w sugestiach posuwa się jednak dalej, choć nie do końca. W efekcie finałowa konfrontacja nie jest tylko walką dwóch postaci, które okazują się być swoim lustrzanym odbiciem. Batman ma dodatkową motywację - dla niego to osobiste starcie z jegomościem, który skrzywdził kobietę, z którą łączyła go więź o intymnym charakterze. To nie o to chodziło w tej historii. Z drugiej strony - jest to zarysowane na tyle niejednoznacznie, że bawię się w tej chwili w dość indywidualną interpretację.

Animowany "Zabójczy żart" pozostaje jednak dla fanów animacją, którą i tak obejrzeć po prostu trzeba, choćby dla zobaczenia wprawionych w ruch znanych i lubianych obrazów, scen, kadrów których nie da się wyrzucić z pamięci. W końcu dopiero tu można naprawdę usłyszeć piosenkę Jokera o obłędzie, którą dotąd mogliśmy tylko czytać. To także zabawa motywami i odniesieniami do komiksów i animek, choćby koszulki kart, które mają nawiązywać do postaci Harley Quinn. Jest tu tego więcej i sam już nie wiem, czy rozpoznałem wśród trzecioplanowych postaci głos aktorki grającej Harley z serialu, czy mi się tylko wydawało. Podobnie z odniesieniami do innych komiksów Moore'a. Czy warto obejrzeć ten film? Na pewno tak, bez względu na to, czy jest się fanem pierwowzoru, czy nie. Ci drudzy powinni go jednak oglądać od 28-mej minuty. Sam tak zrobiłem za drugim razem i było stanowczo lepiej.

Dochodzę do oceny i mam problem. To film, który bardzo trudno ocenić w oderwaniu od pierwowzoru, ale za jego drugą połowę i same głosy Conroya i Hamilla ma u mnie swoje miejsce na półce. Ortodoksyjni fani powinni jednak chyba odjąć od oceny ze dwa punkty.


Autor recenzji jest Pracownikiem Polskiego Radia.

Opublikowano:



Batman: Zabójczy żart

Batman: Zabójczy żart

Data wydania: Sierpień 2016
Tytuł oryginału: Batman: The Killing Joke
Format: DVD
Wydawnictwo: Warner Bros. Entertainment Polska
reżyseria: Sam Liu
scenariusz: Brian Azzarello

Czas trwania: 1 godz. 16 min.
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-