reklama baner reklama

Nowe Teksty

Długa droga
Sus o "Coś wiecej, czegoś mniej" Szyłaka
Staruszek Parker
Panic o „Spider-Man: Władza”
Cudowne chwile miłości
Kamiński o "Nie musisz się mnie bać" Sfara
Bez dymu, bez ognia
Kleszcz o 4. tomie "Thunderbolts"
Zwyczajne życie superherosa
o 1. tomie Hawkeye'a

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Woził Deadpool razy kilka

Przemysław Pawełek recenzuje Deadpool #04: Deadpool kontra SHIELD
6/10
Woził Deadpool razy kilka
6/10
Trzeci tom Deadpoola dość wysoko podniósł poprzeczkę. Po dwóch albumach pełnych niezobowiązującej zgrywy autorzy postawili na kontrast - dramatyzm i rzucenie pewnego światła na mroczne wnętrze wymęczonego przez życie najemnika. Podobne fabularne skoki w bok zyskują zwykle większą siłę, będąc chwilowym odstępstwem od normy. Nie inaczej jest tutaj. Wade Wilson wraca do tego, w czym jest najlepszy - siania demolki oraz strzelania na lewo i prawo suchymi żarcikami.

"Deadpool kontra SHIELD" to fabularna konsekwencja poprzednich przygód. W głowie Wilsona utknął duch martwej agentki, z którym w końcu trzeba coś zrobić, do wyrównania pozostają także pewne długi, które ma wobec niego rządowa agencja i skorumpowany agent. Deadpool bierze więc pod pachę broń, amunicję, nieodłączne miecze i przystępuje do metodycznej sieczki. Czwarty tom serii to przyzwoicie opowiedziana i fachowo rysowana historia rozrywkowa, przyrządzona według sprawdzonej recepty, ale tym razem czegoś mi tu brakowało. Przemoc, popkulturalne wycieczki, gościnne występy znanych postaci ze świata Marvela - wszystko to mieliśmy wcześniej i mamy też tutaj, ale nie mogę powiedzieć, bym był pod dużym wrażeniem. Jednocześnie zanadto mnie to nie dziwi - autorzy przy okazji wizyty Deadpoola w Korei zagrali wysokim C, więc teraz napięcie stanowczo opada. Nie jest też źle - to typowa deadpoolowa zgrywa, choć nieco monotonna i pozbawiona ciekawszych zwrotów akcji.

Jak zwykle dostajemy też w komplecie galerię świetnych okładek, na największą uwagę zasługuje tu jednak zeszyt otwierający tomik. Tym razem Wilson - nim wróci do swojej opowieści - przenosi się w czasie do lat 70., a jego przeciwnikami są dziwne półboskie istoty i dinozaury. Ta jednozeszytowa opowieść jest dość głupawa i mogłoby się wydawać, że to nic szczególnego, ale koneserzy ją docenią. Cały zeszyt jest wielkim ukłonem w stronę Jacka Kirby'ego: jego kreski i charakterystycznych motywów, z kropami na czele. Dla mnie właśnie otwarcie tomu to najlepsze, co ten album ma do zaoferowania, dzięki czemu całość wychodzi ponad superbohaterskie przeciętniactwo.


Autor recenzji jest pracownikiem Polskiego Radia.

Opublikowano:



Deadpool #04: Deadpool kontra SHIELD

Deadpool #04: Deadpool kontra SHIELD

JUŻ W SPRZEDAŻY
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Woził Deadpool razy kilka Woził Deadpool razy kilka Woził Deadpool razy kilka

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-