reklama baner reklama

Nowe Teksty

Mechabatman kontra łotrowie giganci
Pawełek o filmie "Batman Unlimited: Maszyny kontra Mutanci"
Lektura na szybki wieczór
Sus o 2. tomie "Uncanny X-men"
Złe bóstwo, którego żal
Kleszcz o "Lokim"
Za stówę, za trzy - styczeń 2017
Chmielewski typuje styczniowe zakupy komiksów

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

Hardy

Recenzja

Problemy niektórych to igraszka dla innych

Tomasz Kleszcz recenzuje Codzienna walka
8/10
Problemy niektórych to igraszka dla innych
8/10
Marco jest fotografem z problemami natury psychologicznej. W zestawieniu z przeciętnym obywatelem czy to Polski, czy Francji pewnie również, wiedzie dość sielskie i bezproblemowe życie, co powoduje, że jego napady lękowe i emocjonalne problemy wydają się co najmniej dziwne. Kiedy nie trzeba się martwić pracą, finansami ani zdrowiem, a czas spędza się na spacerowaniu, piciu, paleniu i oglądaniu widoków aż trudno sobie wyobrazić, że można mieć jakieś problemy. A jednak.

Czytelnik poznaje Marco w momencie jego ponad półrocznej przerwy od pracy. Po wizytach w Kabylii oraz Birmie fotograf, zmęczony i wypalony postanawia odpocząć. Towarzyszymy mu od tej pory przez mniej więcej jedenaście lat, a to spory szmat czasu dla człowieka i mnóstwo wydarzeń, jakich można doświadczyć. Manu udaje się pokazać naprawdę sporo z nich. Dominują dwa motywy, które mają największy wpływ na życie głównego bohatera, powodujące jego widoczną zmianę od lekkoducha, skupionego wyłącznie na swoich problemach, w kierunku bardziej dojrzałego, dostrzegającego innych ludzi człowieka. Są nimi Emilie, którą poznaje w iście hollywoodzki sposób, a z którą połączy go silne, ale niełatwe uczucie, oraz sprawa likwidacji stoczni, w której pracował jego ojciec. Ojciec jest również ważną postacią, która ma na głównego bohatera większy wpływ, niż chciałby on sam przyznać przed sobą.

Manu perfekcyjnie operuje komiksowym językiem. Opowieść, jaką snuje, jest doskonale napisana i rozplanowana, dzięki czemu czyta się ją jednym tchem - choć to przeszło 200 stron gęsto upakowanego komiksu. Autor jest świetnym obserwatorem życia, a swoje obserwacje potrafi przekuć na język komiksu, co widać po kadrach, w których każdy ma swoje znaczenie i nic nie dzieje się przypadkiem. Rozmowy i wydarzenia, których jesteśmy świadkami są bardzo naturalne, sprawiają wrażenie wręcz opartych na własnych doświadczeniach, a przez to oddziałują bardzo żywo na wyobraźnię. Szkoda, że nie pojawiła się choć krótka nota o autorze, inspiracjach z jakich czerpał lub przynajmniej odrobina dodatkowych materiałów, które pozwoliłyby czytelnikowi dowiedzieć się czegoś więcej na temat.

Postać Emilie pozwala autorowi na penetrowanie emocjonalnych stanów Marco, który nie należy do idealnych kandydatów na męża. Jego relacje z dziewczyną ulegają głębokim zmianom, czego szczytowym przejawem jest przyjście na świat ich córki.
Stocznia umożliwia pokazanie aspektów bardziej politycznych oraz ludzi, których codzienność wygląda znacznie gorzej i którym odbiera się godność. Stoczniowcy, stanowiący - poza ojcem - swoistą część rodziny zmagają się ze zmianami, jakie dotykają państwa uprzemysłowione obecnie na świecie, czyli z napływem taniej siły roboczej, a także coraz większym umniejszaniem roli człowieka pracy w dzisiejszej gospodarce. Mini śledztwo, które Marco prowadzi po śmierci ojca, porusza dodatkowo temat wojny w Algierii i okropności, jakich żołnierze francuscy się tam dopuszczali, a które były po prostu zbrodniami wojennymi.

Wszystkie te wątki oraz bardzo wiele innych składają się na poruszającą, a także ciekawie narysowaną opowieść, z którą warto się zapoznać. Do tego momentu wszystko wydaje się idealne. Rozmach autora i jego niewątpliwy kunszt zasługują jednak na dokładniejszą analizę, która ujawnia pewne pęknięcia.

W trakcie lektury tracimy kontakt z bratem Marco, który ewidentnie popada w kłopoty. Nie dowiadujemy się, co stało się z brygadą stoczniowców po zamknięciu ich miejsca pracy. Wyjątek stanowi stary brygadier, który idąc na wcześniejszą emeryturę, pod wpływem alkoholowej libacji zmienia się w rozgadanego, filozofującego mędrca, co też kompletnie do niego nie pasuje. Matka bohatera również przestaje się pojawiać. Marco traci z nimi kontakt, więc traci i czytelnik. Problemy materialne, dotykające drugoplanowych postaci nie dopadają głównego bohatera, który żyje sobie spokojnie w domu na przedmieściach, a jego życie - tak jak od początku albumu - przypomina sielankę. Takie problemy jak opieka nad dzieckiem, niewydolność kredytowa, choroba, trudność w znalezieniu miłości życia czy widmo braku pracy w ogóle w słowniku Marco nie istnieją. Można by odnieść wrażenie, że wiele spotkanych w tym albumie osób bardziej się starało, a jednak życie potraktowało ich gorzej. Z tego też powodu w zależności od tego, jak wygląda Wasze życie, możecie odebrać ten album bardzo różnie. Być może nie jest to minus, a zaleta. Znajdą się tacy czytelnicy, którzy raczej nie pokochają Marco i Emili. Znajdą się też tacy, którzy im pozazdroszczą. A na pewno dobrze spędzą czas, zagłębiając się w ich opowieść.

Opublikowano:



Codzienna walka

Codzienna walka

JUŻ W SPRZEDAŻY
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Problemy niektórych to igraszka dla innych Problemy niektórych to igraszka dla innych Problemy niektórych to igraszka dla innych

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-