reklama baner reklama

Nowe Teksty

Długa droga
Sus o "Coś wiecej, czegoś mniej" Szyłaka
Staruszek Parker
Panic o „Spider-Man: Władza”
Cudowne chwile miłości
Kamiński o "Nie musisz się mnie bać" Sfara
Bez dymu, bez ognia
Kleszcz o 4. tomie "Thunderbolts"
Zwyczajne życie superherosa
o 1. tomie Hawkeye'a

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Kraina rozmaitości

Tomasz Kleszcz recenzuje Elektra. Assassin
7/10
Kraina rozmaitości
7/10
W posłowiu Jerzego Szyłaka przeczytamy, że Elektra powstała jako pewien rodzaj eksperymentu, w którym autorzy próbują przekroczyć kolejne granice w poszukiwaniu nowych form wyrazu. Trudno się z tą opinią nie zgodzić i tak też należy podejść do tytułu, który powstał w 1986 roku, a który teraz w czytelnicze ręce oddaje wydawnictwo Egmont.

Elektra Natchios to superninja. Jest zabójcą doskonałymi. Dzięki stymulowaniu środkami farmaceutycznymi pierwotnych części mózgu, posiadła także dar kontroli nad umysłami. Po tym, jak zabija południowo amerykańskiego prezydenta oraz amerykańskiego senatora, rozpętuje się piekło, w którym udział bierze Shield, Dłoń oraz dwóch twardych gości. Jednym z nich jest szeroko znany, jednooki dowódca tajnej szpiegowskiej organizacji, Nick Fury. Drugi to Garrett, brutalny, wulgarny, ale dający się lubić typ, który wpada w objęcia mentalnej kontroli Elektry i towarzyszy jej w batalii aż do samego, dość zaskakującego końca.

Narracja prowadzona przez Franka Millera do łatwych nie należy. Na stronach znajduje się mnóstwo poszatkowanych, urywanych wypowiedzi. Bohaterowie nie dopowiadają myśli, często kończąc kwestie w pół zdania. Znaczna ilość powtórzeń podkręca atmosferę. Niejednokrotnie mieszają się na kadrach wypowiedzi różnych postaci, a do tego mamy jeszcze do czynienia z dialogami. Żeby wszystko bardziej zagmatwać, autor montuje niektóre teksty w miejscach, w których dzieje się coś innego. Wszystko to powoduje wysoki stopień skomplikowania, pokazując możliwości techniczne Millera i jego umiejętność opowiadania. Wziąwszy pod uwagę fakt, że w latach osiemdziesiątych nie był to zabieg często stosowany, autorowi należą się dodatkowe owacje.

Mimo wszystkich technicznych zabiegów historia nie dostarcza takich emocji, jakich chciałoby się doznać. Rozkład poszczególnych elementów aspiruje do miana czegoś wielkiego, ale sama opowieść, jeśli ułoży się wszystko we właściwy sposób, taka nie jest. Postać Elektry, tworzona na przestrzeni kilkuset stron pozostaje dość nieuchwytna i można odnieść wrażenie, że znacznie lepiej poszło scenarzyście budowanie charakterystyki Garretta. Brak wyraźnego konfliktu, który stanowiłby jakąś oś wydarzeń. Wątek polityczny, który Miller porusza jest bardzo powierzchownie potraktowany. Niemniej przebywanie w dość zwariowanym świecie, stworzonym przez niespełna trzydziestoletniego wtedy autora robi wrażenie i udowadnia, że jest to gigant komiksu, który już we wczesnych latach swojej kariery wybijał się wysoko ponad przyjęte schematy.

Równie ważnym składnikiem oryginalności omawianego albumu jest artysta, który nadał bohaterce jej wizualne życie. Bill Sienkiewicz, wnuk naszego narodowego powieściopisarza tworzył Elektrę w wieku dwudziestu ośmiu lat. Potencjał, który artysta prezentuje na okładkach, czy splashpage’ach robi niemałe wrażenie nawet dzisiaj. Ale większość komiksu narysowana jest w specyficzny, lekko niedbały, dość mało szczegółowy sposób. Spore przestrzenie kadrów zajmują puste miejsca, wypełnione wyblakłymi barwami. Architektura, broń czy nawet anatomia postaci mają w przeważającej części niewiele wspólnego z rzeczywistością. Zniekształcenia uderzają czytelnika tym bardziej, że widać na niektórych fragmentach dowody na to, że autor potrafi malować na fantastycznym poziomie. Wybiera jednak inną drogę. Mieszanie ze sobą technik malarskich i wielu różnych narzędzi nie wszystkim czytelnikom może przypaść do gustu. Rysownik bawi się i eksperymentuje, co widać na każdym kroku. Ale malowane plansze to dziś znacznie częstsze zjawisko niż trzydzieści lat temu. Powstała niesamowicie mocna konkurencja, w starciu z którą weteran nie zawsze wychodzi obronną ręką.

Czy warto sięgnąć? Na pewno tak. Pomimo upływu trzech dekad Elektra to komiks dobrze i ciekawie napisany oraz oryginalnie narysowany. Trzyma wysoki poziom także i dzisiaj, choć jego blask nie jest tak intensywny, jak zapewne był w momencie premiery. Na pewno nie każdemu przypadnie do gustu, a ze względu na samą historię wybitnym ciężko go nazwać. Nie można mu natomiast odmówić oryginalności, a co za tym idzie powinien spełnić oczekiwania czytelników, poszukujących czegoś innego.

Opublikowano:



Elektra. Assassin

Elektra. Assassin

JUŻ W SPRZEDAŻY
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Kraina rozmaitości Kraina rozmaitości Kraina rozmaitości

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

dshay -

Bardzo dobra recenzja. Jak wspomniał jej autor nie wszystkim komiks przypadnie do gustu. Ja go kupiłem szczególnie ze względu na Millera i strasznie się meczylem. Dla mnie ten komiks to jeden wielki haos jak już myślisz że wiesz o co chodzi znowu akcja staje się chaotyczna. Do tego w ogóle nie przypadła mi do gustu szata graficzna. Na 10 daje 3, ale może komuś przypadnie do gustu.