reklama totalnie reklama

Nowe Teksty

Imperium psuje się od głowy
recenzja "Karmazynowe Imperium II: Rada we krwi"
Przed burzą
Chmielewski o 25. tomie "Żywych trupów"
Witamy w Klubie 27
recenzja biografi Roberta Johnsona
Ultrasi
Kamiński o 1. zeszycie "Barras"
Starcie dwóch herosów
Kleszcz o 'Wojnie Domowej"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Non omnis moriar

Karol Sus recenzuje Zdumiewający, fantastyczny, niesamowity
6/10
Non omnis moriar
6/10
Dla wielu Stan „The Man” Lee jest jedną z najważniejszych ikon współczesnej popkultury. Człowiek odpowiedzialny za kierunek, w jakim podążał Marvel, jedno z najważniejszych wydawnictw komiksowych, pomysłodawca wielu kultowych do dziś postaci (Spider-Man, Hulk, Thor), twarz wydawnictwa, zdaje się być całkowitym zaprzeczeniem stereotypu redaktora naczelnego wydawnictwa. Zamiast skrytego za tonami papierów gryzipiórka, mamy do czynienia z przebojowym człowiekiem-orkiestrą, bywalcem salonów, prelegentem na licznych konwentach. Stan Lee od lat już konsekwentnie realizuje bardzo przemyślaną strategię na kreacje własnego wizerunku. Kolejnym elementem wielkiego, spiżowego pomnika Lee ma być komiks autobiograficzny „Zdumiewający, fantastyczny, niesamowity” gdzie przy pomocy Petera Davida (współpraca przy pisaniu scenariusza), Colleen Doran (rysunki) i Billa Farmera (kolory) Stan opowiada o swoim zaskakującym życiu.

Stan Lee jest prawdziwym mistrzem autokreacji. Mimo że kierownictwo nad Marvelem oddał już w inne ręce, ten ponad dziewięćdziesięcioletni staruszek wciąż zdaje się być główną twarzą komiksowego giganta. Jednocześnie nie zaniedbuje własnego wizerunku. Cel wydaje się być prosty. Lee chce uwiecznić swoją osobę, jako ikonę, symbol amerykańskiego przemysłu rozrywkowego. Wiele wskazuje na to, że mu się to udało. Własna gwiazda w hollywoodzkiej Alei Sław, dziesiątki epizodów w filmach (nie tylko tych produkowanych przez Marvel) czy wreszcie uwiecznienie swojej osoby na kartach komiksu sprawiają, że trudno dziś nie kojarzyć Stana Lee. Nawet, jeśli nie jest się fanem komiksów.

Pozostaje pytanie, jaki obraz słynnego Amerykanina wyłania się ze „Zdumiewającego, fantastycznego, niesamowitego”. Wiele wyjaśnia sam tytuł. Jak można się było domyślić, komiksowi temu bliżej do hagiografii niż bezstronnej biografii. Stan to człowiek czynu. Nie czeka na pomniki. Sam je sobie stawia. Do tego stopnia, że momentami wydaje się po prostu bezczelny.

Komiksu nie należy przez to traktować jako historii wydawnictwa. Owszem, Lee całe swoje życie poświęcił Marvelowi, jednak z racji objętości komiksu oraz megalomanii samego autora jest tu zbyt dużo niedomówień i skrótów. Oczywiście pojawiają się najważniejsi współpracownicy, tacy jak Steve Ditko, Jack Kirby czy Gene Colan, jednak kwestie sporne są ewidentnie przemilczane, a głośne konflikty zamiecione pod dywan. Tak jak decyzja o odejściu po wielu latach Kirby’ego. Autor twierdzi, że do dziś nie wie, co było tego powodem. Serio, Stan? Stąd też każdego, kto chciałby poszerzyć swoją wiedzę na temat historii całego wydawnictwa należałoby raczej odesłać do świetnej książki Seana Howe'a "Niezwykła historia Marvel Comics" wydanej przez Sine Qua Non.

Z drugiej jednak strony komiks ten jest fascynującym, choć momentami mocno okrojonym, zapisem drogi młodego chłopaka do spełnienia marzeń. W ten sposób Stan Lee realizuje typowy amerykański sen od zera do bohatera. Cóż, może nie zawsze wszystko szło po jego myśli i nie zawsze był względem swoich współpracowników w porządku, ale trudno odmówić mu, że stworzył ogromny świat zamieszkały przez mnóstwo bohaterów, którzy byli inspiracją dla milionów dzieciaków na całym świecie.

6/10

Opublikowano:



Zdumiewający, fantastyczny, niesamowity

Zdumiewający, fantastyczny, niesamowity

JUŻ W SPRZEDAŻY
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Non omnis moriar Non omnis moriar Non omnis moriar

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-