reklama baner reklama

Nowe Teksty

Ta historia jest prawdziwa
Kamiński o "Faksie z Sarajewa"
A może by tak wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady?
Sus o "Miesiącu miodowym na safari"
Krajobraz po bitwie
Sławiński o 8. tomie "Batmana"
Za stówę, za trzy - maj 2017
Chmielewski typuje majowe zakupy komiksów

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Recenzja

Ku nowej Ziemi

Tomasz Kleszcz recenzuje Centaurus #01: Ziemia obiecana
6/10
Ku nowej Ziemi
6/10
Znani w Polsce artyści światowego kalibru zabierają czytelnika w kosmiczną podróż. Ale zamiast wycieczki życia otrzymujemy raczej średni wyjazd do wesołego miasteczka w sąsiedniej miejscowości.

W małej, prowincjonalnej wiosce odbywa się festyn, którego jedną z atrakcji jest walka młodego siłacza z niedźwiedziem. Niedźwiedź oczywiście nie ma szans w starciu, a przy okazji pojedynku czytelnik poznaje Brama, pierwszą z głównych postaci. To człowiek silny, ale raczej mało bystry. Kibicują mu siostry bliźniaczki, Joy oraz June, które są do siebie podobne tylko fizycznie. June ma szczególny dar, mianowicie widzi dziwne obrazy, które następnie przenosi na papier. Tego samego dnia do wioski przylatuje Ethel, która jest przedstawicielką rządu. Przybywa po siostry bliźniaczki, informacja o darze jednej z nich dotarła daleko i okazuje się mieć pewne szczególne znaczenie...

Szybka wycieczka małym sterowcem przenosi nas do siedziby władz, przy czym okazuje się, że opisywany świat to tak naprawdę wnętrze kosmicznego statku-cylindra, którym ludzie podróżują w stronę planety Very w gwiazdozbiorze Centaura. Ziemia została zdewastowana, a statek został zbudowany jako ostatnia deska ratunku, która miała ocalić ludzkość przed zagładą. Wysłano go przeszło 400 lat wcześniej w kosmos ku planecie, która nadaje się do życia i powinna być niezamieszkana. W błyskawicznym tempie przedstawieni zostają nam dodatkowi członkowie załogi, mającej udać się z misją bezpośredniego zwiadu. Po lądowaniu na Verze, okazuje się oczywiście, że nie wszystko potoczy się tak, jak zakładano...

O dziwo Bram i jemu podobni nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że podróżują w kosmosie, co jest pomysłem delikatnie naciąganym. Generalnie ten tytuł należy zdecydowanie do lekkiego nurtu SF, który z nauką ma niewiele wspólnego. Szkoda, że Leo i Rodolphe, którzy odpowiadają za scenariusz, nie skorzystali z fantastycznego dokonania Arthura C. Clarka i nie przemycili części wiedzy z "Ramy", aby podbudować swoją koncepcję chociaż namiastką fizyki. Byłby to problem do wybaczenia, gdyby nie fakt, że równie niewiele serwowana nam opowieść ma wspólnego z lekką rozrywką. Po brazylijskim autorze powinno się wymagać czegoś więcej. Tymczasem mamy - niespecjalnie oryginalną, choć jeszcze z szansą na rozwój, to w końcu dopiero pierwszy tom - fabułę z dość drewnianymi postaciami. Każdej z nich został bardzo szybko przyporządkowany przewodni rys charakteru, który dodatkowo zostaje uwypuklony przez raczej sztywne wypowiedzi. Szybkie tempo fabuły powoduje, że autorzy pomijają wszelkie kwestie związane z miejscem, w którym dzieje się akcja, przez co nie odczuwamy w ogóle obcego na co dzień człowiekowi środowiska. Brakuje tego, za co kocha się kosmiczne opowieści - klimatu.

Zoran Janjetov jest znany w Polsce głównie z cykli powiązanych z universum Incala. I trzeba powiedzieć otwarcie, że radził sobie wtedy [około 10 lat wcześniej, nim zajął się Centaurusem] znacznie lepiej, a na pewno widać w jego ówczesnych pracach o wiele więcej pasji. Bardzo oryginalne, miejscami zapierające dech w piersiach ilustracje przeszły w formę bardziej uproszczoną. Projekty postaci, statków czy scenerii są o wiele słabsze niż kiedyś i robią raczej przeciętne wrażenie. To samo trzeba powiedzieć o kolorach, którymi zajął się - wnioskując z nazwiska - jego syn. Są przyzwoite, ale nie porywają w żaden sposób. Duet Janjetov-Janjetov tworzy poprawne ilustracje, którym nie można nic zarzucić, ale bez ładunku emocjonalnego czy elementów, nad którymi chciałoby się zachwycić.

Zachęcająca - przynajmniej dla piszącego te słowa - okładka skrywa raczej rozczarowujący środek. Najwyżej poprawne ilustracje oraz jeden - jak na razie przynajmniej - naprawdę ciekawy element fabuły to mało, jak na tak znamienite grono twórców. Ekspedycja dotarła na planetę. To, co się tam wydarzy, będzie miało decydujące znaczenie dla wrażeń z serii.

Opublikowano:



Centaurus #01: Ziemia obiecana

Centaurus #01: Ziemia obiecana

Scenariusz: Leo, Rodolphe
Rysunki: Zoran Janjetov
Wydanie: I
Data wydania: Listopad 2016
Seria: Centaurus
Tytuł oryginału: Centaurus 1. Terre promise
Rok wydania oryginału: 2015
Wydawca oryginału: Delcourt
Druk: kolor
Oprawa: miękka
Format: 210X290
Stron: 48
Cena: 37,00 zł
Wydawnictwo: Timof Comics
ISBN: 978-83-65527-23-3
Komiks nr 205
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Ku nowej Ziemi Ku nowej Ziemi Ku nowej Ziemi

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

soplic -

Strasznie biednie to wygląda, a dialogi jakieś drewniane.