Nowe Teksty

W tym mieście mieszkają mordercy
Wronka o "Palcojad. Tom 1"
Plastikowy Spider-Man
Panic o "Amazing Spider-Man #01: Globalna sieć. Wrogie przejęcie"
Diabeł w szczytowej formie
Kleszcz o "Hellboy. Tom 6: Burza i pasja. Piekielna narzeczona"
Spisek w Fabryce Snów
Wronka o "Podniebny Harry #02: Holywoodland"
Zbir versus ZombieŚwiat
Słoński o "The Goon. Tom 1"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Kserokopiarka, która odmieniła komiks

Krzysztof Tymczyński recenzuje Ranx
7/10
Kserokopiarka, która odmieniła komiks
7/10
Każdy komiksowy maniak bez większego problemu wymieni całą masę klasycznych, komiksowych tytułów, które z jakiegoś powodu jeszcze nie ukazały się w naszym kraju. Do niedawna na takiej liście z pewnością widniały przygody Ranxa, które to trzydzieści lat temu całkowicie odmieniły wizerunek komiksu. Czy jednak dziś ten mocno wówczas kontrowersyjny tytuł robi podobne wrażenie? Dzięki wydawnictwu Kultura Gniewu możemy się o tym przekonać.

Ranx to android, który zbudowany został z kserokopiarki przez zbuntowanego studenta w jego własnym domu. Nie jest on jednak typową maszyną – przejawia ogromną chęć do bijatyk, ćpa, ma ogromny popęd seksualny i najwyraźniej zakochany jest w dwunastoletniej Lubnie. Nie jest to łatwe uczucie, ponieważ w zależności od humoru i stężeniu narkotyków w swojej krwi, dziewczyna bardziej lub mniej utrudnia życie ślepo zapatrzonego w nią Ranxa. Wydanie zbiorcze od Kultury Gniewu składa się z siedmiu rozdziałów, z których każdy prezentuje kolejne przygody tego niezwykłego duetu w cyberpunkowym świecie, o którym wspomnę jeszcze za moment.

Nie ma co ukrywać, że przez ostatnie trzydzieści lat granice tego, co szokuje i zniesmacza mocno się już przesunęły. Podchodząc do lektury ”Ranxa” (co ważne, kompletnie nie znając wcześniej tego tytułu), obawiałem się, że lektura po prostu stanowić będzie dla mnie ciekawostkę, lecz nie znajdę tam nic, co sprawi, iż poczuję się nieswojo. I faktycznie częściowo tak było, lecz z pewnością nie mogę napisać, że komiks nie szokuje. Liczne przyrównania do znacznie lepiej znanego i bardziej popularnego w naszym kraju Lobo nie są bezpodstawne, lecz trudno zarazem nie zauważyć, że postać z DC Comics wzbudzała kontrowersje, ale jednak była zamknięta w pewnych edytorskich ramach, które Ranx najpewniej by wyśmiał. Już pierwsze wspólne kadry z udziałem głównego bohatera i Lubny przyprawiają o pewnego typu poczucie niepokoju (spoiler: tak, to scena erotyczna), które nie opuszczało mnie aż do samego końca. Czy było tu coś więcej tego typu rzeczy? Może to kwestia wrażliwości czytelniczej, ale dla mnie nie. Absolutnie rozumiem, dlaczego komiks ten wzbudził trzy dekady temu tak duże kontrowersje, lecz dziś pod tym kątem wrażenie robi znacznie mniejsze. No, przynajmniej w przypadku mojej osoby.

Na szczęście nie samymi kontrowersjami człowiek żyje. Wydanie zbiorcze ”Ranxa” okazało się bardzo ciekawym komiksem z kilku innych powodów. Żadnym z nich nie jest warstwa fabularna poszczególnych rozdziałów, które w dużej mierze skupiają się na tym, czego możecie się domyśleć. Mamy tu więc kolejne preteksty, dzięki którym możemy być świadkami rozrób, łamania kości, pomysłowego zabijania i wprowadzania do swojego organizmu kolejnych dawek narkotyków. To, czym ”Ranx” zdecydowanie mnie ujął, to poukrywane między wierszami komentarze spraw społecznych, bardzo często mocne i dosadne. Autor większości z zawartych w tomie komiksów, a więc Stefano Tamburini, pod płaszczykiem futurystycznego cyberpunku, krytykuje praktycznie całą obłudę ludzi z czasów, w których przyszło mu funkcjonować. Uważne oko dostrzeże zatem ostre docinki wobec ludzi najbogatszych, mediów kształtujących ogłupione społeczeństwo czy też przedstawicieli rozmaitych kościołów. Co ciekawe, oberwało się także wszelkiej maści krytykom i twórcom, przedstawionych tu jako absolutnych egocentryków, którzy nie mają nic do zaoferowania. Najdobitniej widać to w ostatnim rozdziale komiksu, gdy promująca swoją autobiografię Lubna udziela wywiadu w telewizji i początkowo zachęca kamerzystę do nakręcenia ujęcia jej żeńskich narządów. Sam futurystyczny świat przedstawiony na łamach ”Ranxa” raczej nie jawi się dzisiejszemu czytelnikowi jakoś zbyt oryginalnie.

Warto wspomnieć o tym, że ostatnie dwa rozdziały napisali inni scenarzyści. Wszystko z powodu tego, że Stefano Tamburini zmarł na skutek, nomen omen, przedawkowania narkotyków. Na szczęście zarówno Alain Chabat jak i Jean-Luc Fromental udźwignęli postawione przed nimi zadanie, nie odstając poziomem od swojego poprzednika.

Całość komiksu zilustrował niedawny gość łódzkiego festiwalu, a więc Tanino Liberatore. Pierwszy i ostatni rozdział ”Ranxa” dzieli piętnaście lat i wraz z każdą kolejną stroną widzimy ewolucję stylu tegoż artysty. Początkowy rozdział jest jeszcze bardzo surowy – artysta operuje tu prostymi rozwiązaniami, a całości brak kolorów. Kolejne części komiksu wyglądają już znacznie ciekawiej i zdecydowanie przy rysunkach Liberatore nie możemy się nudzić. Praktycznie co kilkanaście stron widzimy, że twórca ten wprowadza do swojego warsztatu nowe sztuczki. Czasem operuje grubszą kreską, czasem znacznie cieńszą. Widać także wyraźnie różnice w stosowanej kolorystyce. Najmocniejsze i najbardziej rzucające się w oczy zmiany pojawiają się między pierwszym a drugim oraz między piątym a szóstym rozdziałem. Zwłaszcza w przypadku tego ostatniego przez moment trudno pozbyć się wrażenia, że w komiksie zmienił się rysownik. Pod kątem graficznym ”Ranx” broni się wyśmienicie.

Pisząc krótko o wydaniu Kultury Gniewu, to przyznam się szczerze, iż odnoszę wrażenie, że w komiksie tym aż prosi się o nieco większą ilość opracowania materiałów nakreślających czasy i okoliczności powstawania komiksu. Jedna strona wspominająca konflikt natury prawnej pomiędzy wydawnictwem publikującym ”Ranxa” i producentem kserokopiarek pozostawia jednak pewne uczucie niedosytu, lecz nie jest to coś rzutującego mocno na końcową ocenę. Oprócz tego nie mam się do czego przyczepić. Komiks wydany jest z właściwą dla Kultury Gniewu starannością, prezentuje się bardzo ładnie i zdecydowanie jest wart pieniędzy, które trzeba na niego wyłożyć. Zarazem jednak warto mieć na uwadze to, by nie oczekiwać po ”Ranxie” historii wybitnej. Ten komiks jest klasykiem, lecz z zupełnie innych powodów. Wciąż momentami szokuje, dostarcza tu i ówdzie naprawdę niezłej rozrywki, jest świetny pod kątem graficznym, ale stanowi także bardzo intrygującą ciekawostkę i moim zdaniem warto go poznać chociażby z tego ostatniego powodu.

Opublikowano:



Ranx

Ranx

Scenariusz: Stefano Tamburini, Alain Chabat, Jean-Luc Fromental
Rysunki: Gaetano Liberatore
Wydanie: I zbiorcze
Data wydania: Październik 2016
Tłumaczenie: Małgorzata Janczak
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 210 × 285 mm
Stron: 184
Cena: 109,90 zł
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
ISBN: 978-83-64858-43-7
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Kserokopiarka, która odmieniła komiks Kserokopiarka, która odmieniła komiks Kserokopiarka, która odmieniła komiks

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-