reklama baner reklama

Nowe Teksty

Ostra jazda w baśniowej tonacji
Panic o 1. tomie "Head Loppera"
Dynamit i Nitrogliceryna
Kleszcz o "Batman/Sędzia Dredd: Wszystkie Spotkania"
Dziesięć oznak paranoi
Sus o "10 bolesnych operacjach"
Gdzie jest Peter?
Kleszcz o 2. tomie "Amazing Spider-Man"
Czejeni kontratakują
Tymczyński o 6. tomie "Comanche"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

banerOPIS

Recenzja

Tesla raczej nie byłby zachwycony

Tomasz Kleszcz recenzuje Dimension W #01
6/10
Tesla raczej nie byłby zachwycony
6/10
Nikola Tesla był geniuszem i wizjonerem, który pozostawił po sobie spuściznę stanowiącą doskonałą pożywkę dla różnego rodzaju teorii i spekulacji. Yuji Iwahara zaczerpnął z tej spuścizny, kreując rzeczywistość w Dimension W.

Tesla marzył o ujarzmieniu energii elektrycznej, którą chciał przesyłać bezprzewodowo, i zapewnić dzięki temu łatwy dostęp ludziom do niej. Było to piękne marzenie, a starał się je urzeczywistnić za pomocą zbudowanej przez siebie wieży, z której do dzisiaj pozostał tylko owiany złą sławą fundament. Świat skonstruowany przez Iwaharę opleciony jest siecią wież energetycznych, które działają i są znacznie większe. Na tym powiązania fabularne z serbskim naukowcem się kończą, a dalej zaczyna się czysta fikcja. Koncepcja wież została wzbogacona o „cewki”, zminiaturyzowane przetworniki energii, które zastąpiły baterie, akumulatory i inne źródła zasilania. Ostatnim elementem działania systemu jest odkryty przez naukowców tytułowy wymiar W, nieograniczone źródło energii, przynajmniej tyle o nim wiadomo. Cewki stanowią oczywiście – jak dzisiaj ropa – źródło bogactwa i nie każdy może je produkować, a za posiadanie nielegalnych cewek grozi kara. Tyle w kwestii świata. Ciekawa trzeba przyznać koncepcja, wybijająca się nieco spośród przeważających w większości czarnych wizji przyszłości. Niestety, zarysowana bardzo słabo, powierzchownie i z całkowitym pominięciem jakiejkolwiek nauki, a szkoda, bo pole do popisu jest naprawdę szerokie.

Niespecjalnie prezentują się postaci, które zapełniają karty komiksu. Silny, szybki i konserwatywny Mabuchi Kyoma, będący czołowym bohaterem jest mało oryginalny. Jego wstręt do wykorzystywania cewek oraz miłość do starych, nieużywanych już samochodów na silniki spalinowe [w tym przypadku wiekowe Porshe], działający na zasadzie byle inaczej niż wszyscy, jest silnie eksponowany, ale niczym nieuzasadniony, a przez to nieprzekonujący. Z wyglądu gość także nie wybija się niczym szczególnym, przypominając chociażby Spike’a z Cowboy Bebop czy Jubeia z Ninja Scroll, żeby wymienić bardziej znane tytuły. Walczy z przestępcami za pomocą sporych igieł, które ma ukryte w połach swojego płaszcza, a kiedy trzyma po trzy w jednej i drugiej dłoni domyślcie się, kogo przywodzi na myśl... Spotkana przez niego Mira, tajemniczy android przypomina aż do bólu znaną wszystkim miłośnikom mangi Alitę czy też Gally. Jest drobna, z początku zagubiona, ale okazuje się prawdziwym mocarzem, skrywającym jeszcze niejeden zapewne sekret. Na koniec wskakuje całkowicie dziwaczny Loser, złodziej o operetkowych zapędach, którego rolę dopiero przyjdzie nam poznać. Reszta występujących charakterów jest zarysowana tak pobieżnie, że nie ma się nad kim zatrzymać, a to poważne uchybienie, bo gdzie jest antagonista z prawdziwego zdarzenia?

Jak na mangę fiction – z science nie ma ona nic wspólnego – ilustracje stoją na bardzo przeciętnym poziomie. Japońscy artyści przyzwyczaili nas do fenomenalnie wykreowanych światów, zaskakujących rozwiązań i rozmachu, który czasami zapiera dech w piersiach. Nic z tych rzeczy nie znajdziemy w pracach Iwahary. Kreska jest poprawna, ale nie przykuwa wzroku. Grube kontury, spora ilość czerni, a do tego małe kadry sprawiają, że ilustracje są czasem wręcz nieczytelne. Projekty urządzeń, cewek, wież czy innych elementów przedstawionego świata nie powalają pomysłowością ani też wykonaniem.

Pierwszy tom nowej serii serwowanej nam przez Waneko pozostawia silny niedosyt. Jest pomysł na oryginalny świat, ale słabo rozwinięty. Jest miejsce na ciekawe postaci, ale nie do końca udaje się je zbudować. Strona graficzna chociaż poprawna, nie porywa i nie przystaje do opowieści. Brakuje tego czegoś, co wzniosłoby tytuł ponad przeciętną średnią. Ponieważ każdy wie, że nie ma nic za darmo, a tytułowy wymiar W, z którego cała ludzkość czerpie energię jest całkowicie pominięty trzeba uzbroić się w cierpliwość. Świat Mabuchiego i Miry może jeszcze zaskoczyć i oby tak się stało.

Opublikowano:



Dimension W #01

Dimension W #01

Scenariusz: Yuji Iwahara
Rysunki: Yuji Iwahara
Wydanie: I
Data wydania: Lipiec 2016
Seria: Dimension W
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka, obwoluta
Cena: 19,99 zł
Wydawnictwo: Waneko
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Tesla raczej nie byłby zachwycony Tesla raczej nie byłby zachwycony Tesla raczej nie byłby zachwycony

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-