Nowe Teksty

W tym mieście mieszkają mordercy
Wronka o "Palcojad. Tom 1"
Plastikowy Spider-Man
Panic o "Amazing Spider-Man #01: Globalna sieć. Wrogie przejęcie"
Diabeł w szczytowej formie
Kleszcz o "Hellboy. Tom 6: Burza i pasja. Piekielna narzeczona"
Spisek w Fabryce Snów
Wronka o "Podniebny Harry #02: Holywoodland"
Zbir versus ZombieŚwiat
Słoński o "The Goon. Tom 1"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Czterdzieści lat minęło

Krzysztof Tymczyński recenzuje Comanche #01: Red Dust
7/10
Czterdzieści lat minęło
7/10
Tytułową bohaterką serii ”Comanche” jest właścicielka rancza o jakże uroczej nazwie 666. Głowę zaprząta jej wiele problemów, ponieważ na jej ziemię swoje łapy chcą położyć największe zakapiory z położonego nieopodal miasteczka Greenstone Falls. Lecz pewnego dnia na miejscu pojawia się Red Dust – młody, obdarzony niezwykłym refleksem kowboj, który szlachetnie i bez nikczemnych zamiarów postanawia wspomóc młodą kobietę, tym samym w ułamku sekundy robiąc sobie całą masę wrogów. Czy ta dwójka oraz ich nietypowi towarzysze wygrają zbliżającą się batalię?

Western uważam za gatunek niezwykle trudny do pisania. Gatunek ten jak mało który wymaga wielu konkretnych uwarunkowań, od których nie można uciec, jeśli chce się pisać rasową historię z Dzikiego Zachodu. Dlatego też wiele historii tego typu grzęźnie w powtarzalności i podczas lektury/seansu trudno pozbyć się wrażenia, że widzieliśmy daną zagrywkę już niejednokrotnie. ”Comanche” szybko okazuje się komiksem, który garściami czerpie z klasyków gatunku z lat 60. i 70. XX wieku, lecz robi to w sposób na tyle dobry, by nawet czterdzieści lat po premierze komiksu (i związanymi z tym, pewnymi nieudogodnieniami) czytało się go z nieskrywaną przyjemnością.

”Comanche” to wspólny projekt Michela Regniera, który tworzył scenariusze pod pseudonimem Greg, oraz bardzo popularnego w naszym kraju Hermanna. W czasach, gdy komiks ten pojawiał się na rynku, z pewnością stanowił jeden z oryginalniejszych westernów. Dziś, w czasach gdy mocno zmienił się sam język komiksu, niektóre zagrywki użyte w tytule jasno podkreślają ilość lat, jaka upłynęła od premiery. Historia stanowi solidny wstępniak, przedstawiając poszczególnych bohaterów serii, oczywiście najmocniej skupiając się na Comanche oraz tajemniczym kowboju. Jest to zamknięta w jednym tomie, wielowątkowa fabuła, całkiem dobrze przedstawiająca realia miejsca, w którym przyszło funkcjonować głównym bohaterom. Jednocześnie roi się w niej od pewnych, nieco naiwnych uproszczeń, których pewnie nie byłoby, gdyby komiks powstawał w XXI wieku. Nie będę tu może wymieniał ich wszystkich, ponieważ w bardzo małym stopniu wpływały na mój odbiór premierowej odsłony ”Comanche”. Z komiksem miałem tylko jeden, zasadniczy problem.

Premierowa odsłona tego cyklu znacznie mocniej skupia się na tajemniczym jeźdźcu, który pojawia się w Greenstone Falls, niż na samej tytułowej bohaterce. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby Red Dust nie jawił mi się jako postać po prostu nudna. Otrzymaliśmy bowiem tajemniczego, szlachetnego, dobrze wyglądającego, niebywale zręcznego i w dodatku całkiem inteligentnego oraz szybko wietrzącego podstępy kowboja, który jest tak krystalicznie doskonały, że przez to nie wzbudził u mnie żadnych emocji. Dziś takich postaci nie pisze się zbyt wiele, ponieważ wydają się one mało interesujące. Dodatkowo, momentami ocierało się to wręcz o przesadę, jak na przykład w scenie z przybyciem weterynarza, gdy tylko jeden Red Dust zwietrzył podstęp o poziomie skomplikowania na poziomie dodawania w podstawówce. Ważne jest jednak to, że chociaż temu segmentowi komiksu poświęciłem cały akapit, to także jest stosunkowo nieduży problem komiksu. Red Dust, chociaż bardzo ważny w tym tomie, jest tylko jednym z bohaterów historii, a pozostali na szczęście jawią się jako potencjalnie ciekawsi i nie wątpię, że w kolejnych odsłonach komiksu twórcy mocniej je rozwiną.

Za wyjątkiem trochę zbyt kryształowego Red Dusta, wchłaniałem ”Comanche” bez wytchnienia. Komiks czerpie garściami z najpopularniejszych produkcji ówczesnych czasów i nie tylko się tego nie wstydzi, ale także twórcy potrafili wyjść z tego obronną ręką i stworzyli dzieło, które potrafi robić wrażenie do dziś. Bardzo podobało mi się mocne przedstawienie mieszkańców jak i samego Greenstone Falls. Dziki Zachód w tym komiksie kipi od brutalności, draństwa, niesprawiedliwości i czarnych charakterów. Ci zarazem, chociaż nierzadko pojawiają się zaledwie na kilkunastu kadrach, okazują się być postaciami pełnokrwistymi i nawet po tak krótkim udziale można wiele powiedzieć o ich charakterze czy umiejętnościach. Świat przedstawiony na łamach ”Comanche” jest bardzo żywy i zajmujący, a jak pokazał przykład dzisiaj omawianego tomu, potrafi mocno się zmienić także na przestrzeni niespełna pięćdziesięciu stron.

Ci z Was, którzy znają komiksy rysowane przez Hermanna, lecz nie mieli jeszcze do czynienia z ”Comanche”, mogą przeżyć pewne zaskoczenie. Chociaż widać tutaj już wiele spośród jego cech charakterystycznych, styl artysty w tamtym czasie jeszcze się wykształcał i pewnym fragmentom jego rysunków można coś zarzucić. Średnio przypadły mi do gustu twarze poszczególnych postaci występujących w komiksie, które momentami wypadały strasznie sztucznie i kiepsko pod kątem mimicznym. Zauważyć daje się także nieco niekonsekwencji, których kwintesencją jest na przykład zmieniająca się z kadru na kadr fryzura Comanche. Dla równowagi, właściwie wszystkie plenery jak i sceny osadzone w samym Greenstone Falls, przede wszystkim dzięki świetnie dobranym kolorom, momentami wręcz zapierają dech w piersiach. Osobiście wolę bardziej współczesnego Hermanna, lecz w trakcie lektury tego komiksu niejednokrotnie łapałem się na tym, że na dłuższą chwilę zatrzymywałem się przy pojedynczych kadrach, by móc dłużej je podziwiać.

Cieszy mnie niesamowicie fakt, że Wydawnictwo Komiksowe opublikowało komiks ten w tak dużym formacie, zachowując jednocześnie stosunkowo niewysoką cenę, która wynosi niecałe czterdzieści złotych. Jestem przekonany, że komiks ten nie odmieni Waszego życia i zapewne nawet nie wedrze się do ścisłej czołówki historii, które było dane Wam przeczytać. Niemniej, jest to jeden z tych klasyków, które po prostu wypada znać i przy okazji przekonać się, że jest to naprawdę fajna, składna i wciągająca lektura, dająca czytelnikowi sporą dawkę radości. Z niecierpliwością czekam na kolejny tom.

Opublikowano:



Comanche #01: Red Dust

Comanche #01: Red Dust

Scenariusz: Greg
Rysunki: Hermann
Wydanie: I
Data wydania: Czerwiec 2016
Seria: Comanche
Tytuł oryginału: Comanche. Red Dust
Rok wydania oryginału: 1972
Wydawca oryginału: Lombard
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 241 x 318mm
Stron: 48
Cena: 39,90 zł
Wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe
ISBN: 978-83-8069-334-0
WASZA OCENA
7.00
Średnia z 1 głosów
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Czterdzieści lat minęło Czterdzieści lat minęło Czterdzieści lat minęło

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-