reklama baner reklama
baner

Recenzja

Niech to wszystko piorun trzaśnie!

Krzysztof Tymczyński recenzuje Thunderbolts #01: Bez pardonu
3/10
Niech to wszystko piorun trzaśnie!
3/10
Seria ”Thunderbolts”, która ukazywała się w ramach linii wydawniczej Marvel NOW, nijak miała się do podstawowych założeń marki. Przez lata bowiem opowiadała ona o złoczyńcach, którzy chcieli się zreformować lub też zostali zmuszeni do stania po stronie prawa (fenomenalny run Warrena Ellisa oraz Mike’a Deodato, częściowo do znalezienia w kolekcji WKKM). Tymczasem tytuł pisany przez Daniela Way’a przedstawia nam ekipę postaci, których określenie ”bohaterami” jest raczej trudne, ale z pewnością każde z nich stoi po stronie tych dobrych. Już zatem na samym wstępie zostałem nieco zrażony do tego tytułu, ponieważ tak naprawdę wykorzystuje on dość znaną już markę w sposób nieco ryzykowny. Dobra, jest to fajna gra słów, wszak drużyną dowodzi generał ”Thunderbolt” Ross, lecz jakikolwiek związek z poprzednimi wcieleniami drużyny o tej nazwie jest nijaki.

To jednak tylko mały problem, zaś ”Bez pardonu” ma znacznie więcej wtop i to dużo większego kalibru. Już od samego początku rzuca się w oczy pretekstowa i kiepsko prowadzona fabuła. Cały tom opiera się bowiem na zebraniu przez Czerwonego Hulka grona postaci i wykonaniu pewnej misji, lecz praktycznie przez cały tom trudno było oprzeć się wrażeniu, że Deadpool czy Venom są Rossowi potrzebni tylko po to, by dodatkowo skomplikować sobie życie. Niejednokrotnie wcześniej pokazywano, że zakres mocy Hulka, niezależnie od jego koloru, powinien całkowicie wystarczyć, by samodzielnie wypełnić wszystkie założenia zadania, jakie było do zrealizowania. Tymczasem scenarzysta poszedł o krok dalej i nie tylko wykazał się brakiem pomysłu na jakieś rozsądne zawiązanie akcji, ale także konsekwentnie pokazywał, że zupełnie nie czuje pisanych przez siebie postaci, momentami wręcz ocierając się o groteskę.

Co dzieje się z człowiekiem, który przykleja do siebie minę i za moment ją detonuje? No cóż, jeśli jesteś Punisherem, to właściwie tylko trochę burzy ci się fryzura, a dodatkowo lada moment masz szansę na odrobinę seksu z Elektrą, którą z kolei zdecydowanie kręcą faceci zabijający bez wahania (ktoś tu nie pamięta jej relacji z Daredevilem?). Gdyby nie Venom, który w sumie wyszedł Danielowi Wayowi tylko (lub też aż) przyzwoicie, musiałbym napisać, iż cała obsada została sprowadzona do charakterów płytkich jak kałuża w lipcu. Scenarzysta nawet nie stara się sprawić, by na poszczególnych postaciach nam zależało, a pomimo kolejnych twistów fabularnych, ”Bez pardonu” konsekwentnie czyta się z ogromną nadzieją na jak najszybszy koniec, lecz ten nie następuje. Otrzymujemy za to całą masę kolejnych nieprzekonywujących scen z postaciami tak sztucznymi i drętwymi, a przy tym szalenie niesympatycznymi, że głowa mała. Już dawno nie miałem w rękach komiksu, po lekturze którego byłem tak zmęczony wylewającą się z poszczególnych stron naiwnością, momentami wręcz ocierającą się o głupotę. ”Thunderbolts” w wykonaniu Daniela Waya dało radę tego dokonać.

Komiks ten także i rysunkowo nie ma za bardzo czym się bronić. Wszystkie zeszyty zilustrował Steve Dillon, którego polski czytelnik kojarzyć powinien z wydanego przez Egmont ”Hellblazera” czy wcześniejszych przygód ”Punishera”, które publikowane były przez nieistniejącą już Mandragorę. Jeśli kojarzycie wymienione prace i nie przypadły one Wam do gustu, nie oczekujcie niczego innego po ”Thunderbolts”. Dillon od lat prezentuje ten sam, dość toporny i bardzo prosty styl rysowania. Konsekwentnie nie potrafi narysować foremnej kobiety, a twarze postaci w jego wykonaniu są albo paskudne, albo jeszcze gorsze. Plus należy się za to komuś skrywającemu się pod pseudonimem Guru-eFX – twórcy okładek poszczególnych zeszytów. Był to jedyny graficzny element tego komiksu, który wypadł dobrze.

Nie jestem w stanie zrozumieć polityki wydawnictwa Egmont, które wybrało do swojej rozszerzającej się oferty Marvel NOW coś tak słabego. Z jednej strony zgadzam się z tym, że mamy tu do czynienia z gronem rozpoznawalnych postaci, a będący na okładce Deadpool oznacza z automatu plus milion do sprzedaży, ale czy faktycznie lepiej dać aż taką słabiznę zamiast jednego z innych tytułów NOW, których nadal nie ma na naszym rynku, a także skupiają się na rozpoznawalnych postaciach? Nie jestem przekonany.

Komiks opublikowano w identyczny sposób jak pozostałe tytuły z Marvel NOW. Oznacza to całkiem solidne, miękkookładkowe wydanie na gładkim papierze, w niewysokiej cenie. Lecz nawet 20 zł przepuszczone na pierwszy tom cyklu ”Thunderbolts” to pieniądze wyrzucone w błoto. Nie polecam tej słabizny absolutnie nikomu.

Opublikowano:



Thunderbolts #01: Bez pardonu

Thunderbolts #01: Bez pardonu

Scenariusz: Daniel Way
Rysunki: Steve Dillon
Okładka: Julian Totino Tedesco
Wydanie: I
Data wydania: Kwiecień 2016
Seria: Thunderbolts, Marvel Now
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Druk: kolor
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 165x255 mm
Stron: 132
Cena: 39,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 9788328116627
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Niech to wszystko piorun trzaśnie! Niech to wszystko piorun trzaśnie! Niech to wszystko piorun trzaśnie!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-