reklama baner reklama

Nowe Teksty

Okładka miesiąca: listopad 2019
Chmielewski wybiera okładkę miesiąca
Who Watches the Series?
Pawełek o serialu "Strażnicy"
Udany powrót Godzilli
Pawełek o filmie "Godzilla II. Król Potworów"
Wizyta w Królestwie Traw
Słoński o "Grass Kings. Tom 3"
Swoboda idzie z duchem czasu
Sławiński o "Osiedle Swoboda. Centrum"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Obaner

Recenzja

Czarne lata siedemdziesiąte

Paweł Panic recenzuje Black Hole
9/10
Czarne lata siedemdziesiąte
9/10
Pamiętam, że pierwsze wydanie „Black Hole” było mocnym strzałem Kultury Gniewu, koronnym argumentem przemawiającym za tezą, że komiksy tego wydawnictwa można kupować w ciemno. To było w 2007 roku. Po niemal dziesięciu latach przywykliśmy do grubych, ambitnych, czarno-białych i przede wszystkim drogich komiksów. W związku z tym drugie wydanie opus magnum Charlesa Burnsa ukazuje się w idealnym czasie. Kto nie załapał się na „Black Hole” dekadę temu, teraz już nie ma wyjścia i po prostu musi sięgnąć po ten album.

Wyobraźcie sobie mroczny świat, który zaludniają zdeformowani bohaterowie. Są tak odrażający, że muszą żyć w lesie. Wolny czas wypełnia im upijanie się i palenie trawki. Mimo że na pierwszy rzut oka ich żywota są przegrane, to nadal chcą być kochani i akceptowani, ani przez moment nie rezygnując z dążenia do szczęścia. Ten mroczny świat to przedmieścia Seattle, a wspomniani bohaterowie to nastolatki dotknięte dziwną chorobą weneryczną. Chociaż nastrojem dzieło Burnsa budzi skojarzenia z horrorem, to w istocie jest opowieścią obyczajową, która porusza ten sam temat, co mrowie innych tego typu komiksów – dorastanie. Z czasem, co prawda, całość skręca w stronę kryminału, ale nie uprzedzajmy faktów... „Black Hole” to przede wszystkim obraz okresu dojrzewania, wyjątkowo przygnębiający obraz.

Nie choroba jest tutaj najważniejsza, miejsce akcji też nie (zresztą dowiadujemy się o nim z tekstów na okładce, gdyż nigdzie w komiksie nie pojawia się informacja, iż mamy do czynienia z miastem, które za kilkanaście lat zostanie stolicą grunge'u). Nawet dekada nie jest ważna. Owszem, dekoracje i moda jasno dają do zrozumienia, że czas akcji to lata 70., ale poza walorami estetycznymi fakt ten nie ma większego znaczenia. Istotni są bohaterowie, konkretnie dwójka, których monologi wewnętrzne budują narrację albumu. Keith i Chris – chłopak i dziewczyna. Ich drogi splatają się przez cały komiks. Druga istotna dwójka to Rob i Liz. Oboje są nosicielami zero, tymi, którzy zarażają Keitha i Chris. O ile jednak Liz nie wpływa w większym stopniu na egzystencję Keitha, o tyle Rob przewraca do góry do nogami życie Chris. To przez niego dziewczyna zaczyna podejmować kolejne kroki, które w końcu doprowadzą ją nad przepaść. Ale taka już specyfika młodzieńczej miłości, że można przez nią narobić głupot, których w pewnym momencie nie da się już odkręcić. Początkowo odnosimy wrażenie, że to przez seks. Młodzi dają się porwać namiętności, przez co ich życie staje na głowie.

Wszystko jest jednakże dużo bardziej skomplikowane, a postrzeganie dzieła Burnsa jako przypowieści o AIDS (czy nawet niechcianej ciąży) byłoby ogromnym uproszczeniem. Tajemnicza choroba ma tu tylko zaakcentować młodzieńcze wyobcowanie. Czytelnik, patrząc na zdeformowanych nastolatków, ma dostrzec, że ci ludzie właśnie przeżywają najtrudniejszy okres swojego życia i nie każde z nich wyjdzie z tego bez szwanku. W ujęciu Burnsa nie chorować, znaczy nie dorastać. Tylko ci, którzy zostają zarażeni i mają naprawdę przechlapane wkraczają w dorosłość, reszta zostaje w świecie licealnej walki o popularność, rodzinnych kolacji i odkrywania kolejnych młodzieńczych idoli.

Niepokojącą atmosferę wyobcowania potęgują ilustracje. Zarówno ze względu na fakt, że Burns chętniej rysuje leśne ostępy nocą niż szkolne korytarze, jak i to, że jego kreska nasuwa skojarzenia z pulpowymi opowieściami grozy. „Black Hole” to jeden z tych komiksów, które po prostu nie mogły być inaczej zilustrowane. Gdyby autor dał swój scenariusz komuś innemu, opowieść sporo by straciła, prawdopodobnie nawet przeszła bez echa. Burns jednak sumiennie rysował dzieło swojego życia, poświęcając mu aż dziesięć lat. Tak długi proces twórczy oraz zeszytowy charakter publikacji materiału widać zarówno w precyzji, z jaką wykonano ilustracje, jak i w żonglerce planami czasowymi i bohaterami. Mam wrażenie, że „Black Hole” lepiej czytało się właśnie w pierwotnej formie, jako cienkie, ale spójne zeszyty. Wydanie zbiorcze naprawdę potrafi przytłoczyć.

Ale sama historia wciąga. Może nie pod względem fabuły, lecz właśnie nastroju. Patrzymy na te pierwsze miłości, dramaty, pierwszy seks – wszystko podniesione do kwadratu, wyolbrzymione, takie, jakie w istocie jest dla każdej dorastającej osoby i wsiąkamy w przedstawiony świat. Zaczynamy kibicować bohaterom i współczuć im. Bo to fajne, ale zagubione dzieciaki. Trochę też tak jest z „Black Hole” – to komiks z każdą stroną coraz fajniejszy, ale czasami dopada nas refleksja, iż autor nieco się gubi w swojej opowieści. A może to my się gubimy w świecie, do którego nas zaprosił? Stopniowo wszystko się rozjaśnia, główny wątek fabularny zostaje doprowadzony do finału, a czytelnik kończy lekturę z przeświadczeniem, że właśnie przeczytał komiksowe arcydzieło. Tak po prostu.

Opublikowano:



Black Hole

Black Hole

Scenariusz: Charles Burns
Rysunki: Charles Burns
Wydanie: II
Data wydania: Luty 2016
Tłumaczenie: Wojciech Góralczyk
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka
Format: 165x235 mm
Stron: 368
Cena: 79,90 zł
Wydawnictwo: Kultura Gniewu
ISBN: 9788364858284
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Czarne lata siedemdziesiąte Czarne lata siedemdziesiąte Czarne lata siedemdziesiąte

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-