reklama totalnie reklama

Nowe Teksty

Szorstki początek miłości
Zimiński o "Corto Maltese. Opowieść słonych wód" Pratta
To szaleństwo!
Zimiński o "300" Millera i Varley
Nieśmiertelny vs nieumarli
Grygiel o 5. tomie "Deadpoola"
Witaj w świecie komiksów!
Sus o książce "Komiks na świecie i w Polsce"
Imperium psuje się od głowy
recenzja "Karmazynowe Imperium II: Rada we krwi"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Zapytaj Wydawcę

baner

Artykuł

TOP5 filmów Marvel Studios

Jan Sławiński
Już za chwilę na ekrany kin wejdzie trzynasty film Marvel Studios rozgrywający się we wspólnym filmowym świecie. Zanim jednak Tony Stark zmierzy się w nierównej walce na pięści z Steve’em Rogersem, warto może przyjrzeć się budowanemu od 2008 roku uniwersum. Niżej prezentuję subiektywny wybór moim zdaniem najlepszych filmów z Marvel Cinematic Universe poprzedzających „Kapitana Amerykę: Wojnę Bohaterów”.


5. Avengers (2012, reż. Joss Whedon)



Pierwszy w historii kinowych adaptacji komiksów crossover - historia, w której bohaterowie samodzielnych produkcji łączą siły i wspólnie pojawiają się na ekranie. Scenariusz został dobrze wyważony – jest miejsce dla zapierających dech w piersiach scen akcji, jest chwila na poznanie bohaterów, są momenty wzruszające i pełne humoru (charakterystyczne whedonowskie dialogi!). Relacje między bohaterami - grupą indywidualistów, którzy nagle muszą tworzyć drużynę - są elektryzujące, a różnorodność charakterów daje niezwykle połączenie prowadzące do ciekawych interakcji. Każdy z nich zachowuje swe charakterystyczne cechy: Hulk wszystko niszczy podczas ataku furii, Thor wywyższa się z racji boskiego pochodzenia, Stark traktuje niebezpieczeństwo jak zabawę, a Rogers – będąc bohaterem minionej epoki – jest uroczo zagubiony w XXI wieku. Mnóstwo frajdy daje odnajdywanie nawiązań i smaczków oraz podziwianie realizacyjnej strony widowiska - efekty specjalne na wysokim poziomie, pozwalają w pełni cieszyć się kreatywnością filmowców. Na długo zapada w pamięć animacja przemienionego w potwora Bannera, pozaziemska rasa atakująca Manhattan czy lotniskowiec S.H.I.E.L.D. unoszący się wśród chmur.

4. Iron Man 3 (2013, reż. Shane Black)



Najnowszą część przygód obutego w zbroję miliardera doceniłem dopiero przy trzecim seansie. Początkowo narzekałem na przekombinowany twist fabularny (kto oglądał, ten wie o co chodzi, kto nie oglądał, temu nie będę psuł „niespodzianki”), brakowało mi nałogów Starka oraz rozwinięcia wątku traumy po wydarzeniach z „Avengers”. Po kolejnym seansie urzekł mnie przede wszystkim scenariusz filmu, na którym ogromne piętno odcisnął Shane Black specjalizujący się w buddy movies („Zabójca Broń”, „Ostatni skaut” czy „Kiss Kiss Bang Bang”). Nowoczesne efekty specjalne oraz teksty i sytuacje fabularne wyjęte prosto z kina akcji lat 80. tworzą na ekranie wybuchową mieszankę. Jednocześnie to najpoważniejsza z części trylogii, w której dokonuje się ostateczna ewolucja bohatera – Joseph Campbell byłby dumny.

3. Iron Man (2008, reż. Jon Fevrau)



Film, od którego zaczęła się nowa jakość kina superbohaterskiego. Na pierwszy rzut oka to origin story, jakich od 2002 roku (premiera „Spider-Mana” Sama Raimiego) powstało całe multum. Jednak scena po napisach, gościnny występ Samuela L. Jacksona w roli Nicka Fury’ego, zmieniła wszystko. Po raz pierwszy w historii widzowie komiksowych adaptacji stanęli przed zalążkiem budowania filmowego świata na wzór tego z komiksów. Emocjonująca, dynamicznie nakręcona i zmontowana reszta filmu, z bezbłędnym Robertem Downeym Juniorem w roli tytułowej, była nieśmiałą zapowiedzią dzisiejszego boomu na komiksowe adaptacje. Mimo ośmiu lat na karku, do filmu Jona Fevrau wciąż chętnie wracam.


2. Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz (2014, reż. bracia Russo)



„Zimowy żołnierz” to dla mnie zbiór kilku świetnych elementów, które składają się na doskonałą całość. Na pewno poważniejszy niż we wszystkich poprzednich filmach studia klimat to niewątpliwy plus. Dostajemy historię szpiegowską, gdzie ubrani w pstrokate kostiumy herosi schodzą tak naprawdę na dalszy plan. Intryga trzyma w napięciu, sceny akcji są zrealizowane na najwyższym poziomie i ogląda się je z otwartymi ustami. Wielkie brawa dla twórców, że postanowili pokazać walki wręcz w starym stylu – stawiając na długie ujęcia i choreograficzną precyzję zamiast na dynamiczne cięcia i szaloną pracę kamery. Duże piwo należy się również decydentom Marvela za to, że wybrali na materiał źródłowy pierwszy story arc z genialnego runu Eda Brubakera i udało im się przenieść go na ekran z szacunkiem i wyczuciem.


1. Strażnicy Galaktyki (2014, reż. James Gunn)



Gdy zapowiedziano realizację filmu o przygodach gadającego szopa, którego najlepszym przyjacielem jest drzewo, wielu pukało się palcem po głowie. W dodatku reżyser, James Gunn, znany („znany”?) był dotychczas z realizacji pozbawionych budżetu koszmarków dla Tromy (jak chociażby obrzydliwa, niepoprawna politycznie i łamiąca wszelkie tabu parodia Szekspira). Finalny produkt okazał się jednak prawdziwym objawieniem, odświeżającym formułę superbohaterskiego widowiska. Tony humoru, czerpanie garściami z konwencji Kina Nowej Przygody Goerge’a Lucasa i Stevena Spielberga, grupa charakterystycznych bohaterów i jeden z najlepszych compilation score w XXI wieku zapewniły filmowi niespodziewany sukces. Nostalgia za latami 80. i 90., dystans zaczerpnięty z komiksowego pierwowzoru Abnetta i Lanninga oraz osadzenie akcji na obrzeżach Marvel Cinematic Universe sprawiło, że „Strażników Galaktyki” pokochali zarówno fani superbohaterskich opowieści, jak i wszyscy znudzeni mocno wyeksploatowaną formułą komiksowych blockbusterów.

Opublikowano:



Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-