reklama baner reklama
baner

Recenzja

Bękartka schwytana w tryby historii

Krzysztof Tymczyński recenzuje Rani #01: Bękartka
6/10
Bękartka schwytana w tryby historii
6/10
Jean Van Hamme to twórca, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Trudno wymienić wszystkie tytuły, przy których udzielał się ten legendarny już scenarzysta, a tymczasem Wydawnictwo Komiksowe uraczyło nas pierwszym tomem jednego z jego stosunkowo świeżych dokonań. Składający się z jak dotąd z pięciu, a zaplanowany na osiem odsłon cykl ”Rani” zadebiutował w 2009 roku i już na wstępie tej recenzji trzeba wyraźnie zaznaczyć, że nazwisko Van Hamme’a trzeba traktować tu nieco inaczej, ponieważ twórca ten przygotowywał pierwotnie miniserial dla stacji France 2. Natrafił jednak na pewne kłopoty, przebudował ogólny pomysł na cykl komiksowy oraz przekazał go Alcante, który to z kolei pisał już konkretne scenariusze. ”Rani” co prawda doczekała się także i wspomnianego serialu, lecz wówczas komiks ukazywał się już na rynku. Warto zatem podkreślić, że wszystko, co napiszę w dalszej części tekstu na temat fabuły komiksu, pisane jest zarówno pod adresem Van Hamme’a, jak i Alcante.

Fabuła ”Bękartki” osadzona jest w roku 1743. Chociaż Europa trawiona jest wielkimi wojnami, Jolanna de Valcourt przeżyła całkiem spokojne dzieciństwo. Wraz ze śmiercią ojca, jej życie ulegnie jednak zmianom. Przebiegły i zdradziecki oraz obciążony licznymi długami przyrodni brat dziewczyny – Filip zrobi wszystko, by przejąć rodzinny majątek. Nawet jeśli oznacza to morderstwo rodzica oraz zdradę Jolanny, która chociaż nie pochodziła z prawego łoża, szykowana była na główną spadkobierczynię barona Charlesa de Valcourt.

Pisząc ten tekst, spotkałem się już z kilkoma opiniami na temat fabularnego aspektu pierwszego tomu ”Rani”. To, co powtarzało się niemal za każdym razem, to przyrównanie historii do typowej telenoweli i w pewnym sensie trudno się z tym nie zgodzić. Znaczna część ”Bękartki” służy wprowadzeniu nas w realia życia rodziny de Valcourt, co początkowo ogranicza się do poinformowania nas o strukturze rodziny oraz uczuciach panujących między poszczególnymi postaciami. Nie byłoby to może takie przeszkadzające w lekturze, gdyby nie fakt, że twórcy poszli jakby po najmniejszej linii oporu. I tak to, co powinno być złe, jest złe i na odwrót. Widać to chociażby na przykładzie Filipa, na którego wystarczy tylko rzucić okiem, by dostrzec, iż to on jest w tej historii czarnym charakterem, zaś lektura całego tomu nawet przez moment nie nadaje mu żadnej, większej głębi. Filip zatem okazuje się dość mocno stereotypową szują, zaś ekspozycja tej postaci sprawia, że poszczególne wydarzenia jawią nam się w końcu jako niezwykle oczywiste.

Na szczęście ”Rani” posiada także kilka zalet, dzięki którym czas spędzony przy tym komiksie nie uważam za stracony. Gdy nieco więcej ”czasu antenowego” dostaje Jolanna, a w tle zarysowuje się pewna szersza intryga, komiks dość mocno przyspiesza. Nie mogę napisać, że główna bohaterka serii w jakiś sposób mnie urzekła – także i ona pod wieloma względami zbudowana jest z mnóstwa oklepanych schematów, takich jak buntowniczość, porywczość czy niepokorność wymieszanych z dobrem oraz ciepłem. Niemniej jako postać nie jest ona nudna i jej dalsze losy wydają się być ciekawe. Także i intryga, o której przed chwilą wspomniałem, jest wyraźnie interesująca, a ponadto wydaje się, że tkwi w niej sporo potencjału. ”Rani” ogólnie okazuje się być komiksem, który sprawia wrażenie mającego wiele do zaoferowania w przyszłości, i wydaje mi się, że to przede wszystkim dzięki temu czynnikowi wzbudza zainteresowanie.

Jeśli chodzi o rysunkową warstwę ”Rani”, to jej autorem jest Francis Valles. Artysta ten współpracował już wcześniej z Jeanem Van Hammem przy cyklu ”Władcy Chmielu”, którego zakończenia pewna ilość rodzimych czytelników nie może się od lat doczekać. Do jego rysunków trudno mieć jakiekolwiek zarzuty, ponieważ przekonująco pokazał realia historyczne i z dużą dbałością podszedł zarówno do dominującej wówczas architektury, jak panującej mody. Jedyną rzeczą, jaka trochę mi podczas lektury przeszkadzała, jest wygląd samej Jolanny. Sposób, w jaki rysuje ją Valles, bardzo mocno gryzie się z tym, co o niej wiemy. W efekcie dziewczyna właściwie nawet na jednym kadrze totalnie nie wygląda na siedemnastolatkę, a raczej jak zbliżająca się już do trzydziestki, dojrzała kobieta. Zresztą wystarczy, że rzucicie okiem na okładkę.

Wydawnictwo Komiksowe opublikowało komiks ten w twardej oprawie i nie jestem do końca przekonany, czy było to niezbędne. Jest to jeden z tych zabawnych przypadków, gdy oprawa jest grubsza od kartek, na których wydrukowany jest komiks. Jednocześnie jednak nie mogę powiedzieć, by cena była szczególnie wysoka. 40 zł (minus rabaty) za mimo wszystko solidny i ładnie wydany tom, to nieszczególnie dużo.

Pierwszy tom ”Rani” jest historią, która jednoznacznie mnie nie przekonała. Pierwsza połowa tomu jest przewidywalna i mało intrygująca, co jednak zmienia się diametralnie w pewnym momencie, a ”Bękartka” pokazuje drzemiący w niej potencjał. Dlatego też nie mówię ”nie” dla dalszych tomów, lecz zarazem nie oceniam premiery szczególnie wysoko.

Opublikowano:



Rani #01: Bękartka

Rani #01: Bękartka

Scenariusz: Jean Van Hamme, Alcante
Rysunki: Francis Valles
Kolor: Christian Favreelle
Wydanie: I
Data wydania: Luty 2016
Seria: Rani
Tytuł oryginału: Rani. Batarde
Rok wydania oryginału: 2009
Wydawca oryginału: Lombard
Tłumaczenie: Jakub Syty
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 215x290 mm
Stron: 48
Cena: 39,90 zł
Wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe
ISBN: 978-83-64638-23-7
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Bękartka schwytana w tryby historii Bękartka schwytana w tryby historii Bękartka schwytana w tryby historii

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-