baner

Recenzja

Rzeczywistości, która nie przeszła żadnej cenzury

Maciej Gierszewski recenzuje Czary Zjary
8/10
Rzeczywistości, która nie przeszła żadnej cenzury
8/10
Już na samym wstępie chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że album „Czary Zjary” nie jest komiksem dla wszystkich. Mimo opasłej objętości, ponad 350 stron, nie można powiedzieć, że jest to uniwersalna „powieść graficzna” typu „Persepolis”, „Blankets” czy „Fun Home”. Album Simona Hanselmanna jest miejscami odrażający, ohydny, obraźliwy, wulgarny i przekraczający granice dobrego smaku. Dialogi bohaterów naszpikowane są dużą ilością niecenzuralnych i obelżywych wyrazów. Jednak z drugiej strony część scenek wywołuje paroksyzmy śmiechu, ale jest to śmiech przez łzy. Często podczas lektury odczuwa się wstyd i zażenowanie.

Australijski autor uczynił głównymi bohaterami swojej produkcji trzy postaci: czarownicę Megg, kota Mogga i sowę Sowa. Megg i Mogg są parą. Wszyscy troje żyją w wynajmowanym domu i, jak możemy się dowiedzieć w toku narracji, to głównie Sowa ponosi koszty utrzymania (opłacania rachunków), bo jako jedyny próbuje pracować. Czas spędzają na piciu, paleniu trawki & ćpaniu, bezmyślnym i wielogodzinnym oglądaniu telewizji, paleniu trawki, uprawianiu seksu, chodzeniu na imprezy, paleniu trawki, uczestniczeniu w mniej lub bardziej zorganizowanych eskapadach & rozpierduchach. Taaa, żyją na pełnym „luzie”. Z biegiem lektury orientujemy się, że właściwie żadne z nich nie akceptuje swojego położenia, ale zabrnęli już za daleko, za głęboko, apatia jest zbyt silna, że nawet nie próbują się wydostać z tego piekła.

A nawet jeśli podejmują próbę, to jest ona z góry skazana na porażkę. W jednej z historyjek Sowa znalazł dla wszystkich robotę. Cała ekipa stawia się punktualnie, jest zwarta i gotowa, ale ostatecznie dzień w nowej pracy przeradza się w istny armagedon. To charakterystyczne, bo praca nie leży w sferze zainteresowań (lub potrzeb) Megg i Mogga. Oni żyją z dnia na dzień. Mają problemy z zwykłymi czynnościami higienicznymi (Megg prawie przez całą książkę występuje w tej samej sukni). Najważniejsze: musi być co zajrać i co wypić. Megg ma zaburzenia afektywne dwubiegunowe z silnymi epizodami depresyjnymi, ale ma też standardowe elementy wparcia. Inaczej sprawa przedstawia się z Sową, który jakby utknął w zaklętym kręgu „przyjaciół”. Na dokładkę ma wyraźne problemy z asertywnością, a jego próby usamodzielnienia się są sabotowane przez współlokatorów. To głównie on bywa ofiarą niewybrednych „żartów” towarzyszy.

Oprócz wspomnianej trójki przez komiks przewijają się również: czarodziej Mike, wilkołak Jones i drag quenn Strachu. Najbardziej destrukcyjną dla siebie i dla swego otoczenia postacią jest wilkołak, który zrealizuje każdy durny pomysł, jaki komukolwiek wpadnie do głowy, im głupszy tym lepiej. A wszystko po to, aby „ubawić” towarzystwo. To jego zachowanie najczęściej jest powodem odczuwania niesmaku przez czytelnika. Autor za nic ma poczucie komfortu i bezpieczeństwa czytelnika. Jakby zależało mu tylko na tym, aby przywalić w głowę czymś ciężkim i to mocno. Niech czytelnik nie ma szans na szybką ucieczkę do „normalnej” rzeczywistości.

Hanselmann nie diagnozuje zjawiska „nieudaczników”, nie należy traktować jego komiksu, jak jakiejś pokazowej lekcji. Łatwo po pierwszych kilku planszach zrazić się do całości. Odrzucić, twierdząc, że poruszane sprawy mnie nie dotyczy, że nie mam nic wspólnego z takim przedstawieniem świata i ludzkich problemów. Ale czy rzeczywiście? Postaci same umieszczają się poza nawiasem społeczeństwa, nie chcąc uczestniczyć w radościach i trudach „normalsów”. Kontestując życie zgodne z zasadami ładu społecznego. Na swój sposób ich pobudki są idealistyczne, tylko koniec końców wcale nie są szczęśliwi. W chwilach rozrachunku, nikłych przebłyskach świadomości wychodzi, że wcale nie pragną dla siebie takiego życia. Tylko czy społeczeństwo oferuje im jakąś inną (lepszą) alternatywę?

W wypadku polskiej edycji należy zwrócić uwagę na świetną robotę tłumacza, Marcelego Szpaka, który tak nagiął i powyginał rodzime słownictwo do slangu postaci, że nie czuć żadnej sztuczności czy silenia się na oryginalność. Całość czyta się płynnie, dialogi są naturalne, nie ma żadnych językowych zgrzytów. Na słowa uznania zasługuje także liternictwo: Paweł Timofiejuk & Daniel Chmielewski.

Komiks „Czary zjary” daje popalić – dosłownie i w przenośni. Lektura nie należy do miłych doświadczeń. Sięgając po pozycję, proszę pamiętać, że bohaterami nie jest banda dzieciaków, która jara dla „fanu”. W swojej wymowie rzecz jest głęboko przygnębiająca. Na chwilę obecną nie chciałbym jeszcze raz czytać tego albumu, choć dobrze wiem, że za jakiś czas do niego wrócę.

Opublikowano:



Czary Zjary

Czary Zjary

Scenariusz: Simon Hanselmann
Rysunki: Simon Hanselmann
Wydanie: I
Data wydania: Październik 2015
Tłumaczenie: Marceli Szpak
Druk: kolor
Oprawa: miękka
Format: 165 x 228 mm
Stron: 360
Cena: 110,00 zł
Wydawnictwo: Timof Comics
ISBN: 978-83-63963-24-8
Komiks nr 175.
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Rzeczywistości, która nie przeszła żadnej cenzury Rzeczywistości, która nie przeszła żadnej cenzury Rzeczywistości, która nie przeszła żadnej cenzury

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Ystad -

soplic pisze:Jak będę chciał pogrzebać sobie w szambie to nie muszę wydawać stówki za tą "przyjemność";)


uwielbiam takie komentarze :)

uprzedzając potencjalne pytanie: nie, komiksu jeszcze nie czytałem. dopiero jak go przeczytam to go ocenie. Do tego czasu się o nim wypowiadać nie będę. Jedyne co mogę powiedzieć, to to, że Simon to bardzo sympatyczny i inteligentny facet jak rozmawia się z nim na żywo.

soplic -

Jak będę chciał pogrzebać sobie w szambie to nie muszę wydawać stówki za tą "przyjemność";)