Obaner

Recenzja

Yans a wartość dodana

Maciej Gierszewski recenzuje Yans #2
5/10
Yans a wartość dodana
5/10
Drugi zbiorczy tom serii „Yans”, podobnie jak pierwszy, zawiera cztery epizody. Z czego, jak pewnie wszyscy fani komiksów w Polsce pamiętają, za oprawę graficzną pierwszego („Prawo Ardelii”) odpowiada Grzegorz Rosiński, natomiast kolejne („Planeta czarów”, „Dzieci nieskończoności” oraz „Oblicze potwora”) zostały narysowane przez Kasa, czyli Zbigniewa Kasprzaka. Artysta ten zastąpił Rosińskiego, który wówczas musiał skupić się na swoim sztandarowym dziele – na „Thorgalu”. Podmianka rysowników w żaden sposób nie wpływa na jakościowe przygotowanie graficznej narracji.

Przygotowanie redaktorskie i edytorskie dwójki stoi na równie wysokim poziomie, co przy poprzednim tomie. Zasadniczo omówiłem te elementy już w tekście poświęconym pierwszemu tomowi, dlatego nie warto, abym się powtarzał, zainteresowanych odsyłam do tamtego tekstu. Wspomnę jedynie, że dwudziestostronnicowe dossier, z którym można się zapoznać w albumie, jest w przeważającej części poświęcone scenarzyście serii, którym jest – przypomnijmy – André-Paul Duchâteau.

Egmont, publikując zbiorcze wydanie serialu, idealnie wstrzelił się w rosnące zainteresowanie komiksową klasyką (casus intergali: „Funky Koval”, „Ekspedycja” czy też „Bruce J. Hawker”) oraz produkcjami frankofońskimi. Na dokładkę Rosiński i Kasprzak są od dziesięcioleci naszymi eksportowymi twórcami, którym tak chętnie i z zainteresowaniem kibicujemy. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy serial pisany przez Duchâteau, jest dziś czymś więcej, niż komiksowym wykopaliskiem archeologicznym, który oczywiście wypada znać. Czy przygody Yansa mają jakąś wartość dodaną? I na czym ona polega, jeśli jest? Spróbuję podzielić się swoimi wątpliwościami w tej kwestii.

Francuski scenarzysta ma wyraźny problem z postacią Orchidei. W założeniu, jest ona piękną i dzielną kobietą, która towarzyszy Yansowi we wszystkich, nawet najbardziej niebezpiecznych, wyprawach. Uczucie łączące bohaterów jest tak silne i pewne, że nie lęka się ona ani uwięzienia, ani tortur. Zawsze murem stanie za mężem. Jest lojalna do bólu. Taki obraz powinien mieć w głowie czytelnik, niestety nie zawsze się on pojawia. Ponieważ Duchâteau zadziwiająco łatwo popada w tendencyjne i schematyczne postrzeganie kobiecości. Zresztą nie dotyczy to tylko wybranki Yansa, ale również towarzyszki Kylala – Aurory. W omawianym tomie najgorzej, wręcz koszmarnie, jest w albumie „Planeta czarów”, którego czytanie przerywałem kilka razy. Orchidea nie dość, że gdzieś po drodze na planetę zgubiła odwagę, pewność siebie i brawurę, to jeszcze jej wypowiedzi są histeryczne, egzaltowane i absurdalne. Scenarzysta wyraźnie sugeruje czytelnikowi, że za takie zachowanie bohaterki odpowiedzialny jest fakt, że jest w ciąży, a to już jest trywialne i niesmaczne – „Mówię ci, że nie czuję już jego ruchów! Wolałabym umrzeć…”, „(…) Niech przyjdą ludzkie istoty… Choćby po to, by nas schwytać albo zabić! To lepsze od paraliżującego napięcia!” i w końcu: „Przepraszam, Yansie… Rzeczywiście tracę nerwy!”. Zresztą wyrazistych i ciekawych postaci kobiecych jest w całej serii niewiele, wyjątkiem są trzy staruchy – Matki Miasta – oraz królowa Ardelia.

Z dzisiejszego punktu widzenia najbardziej irytująca jest anachroniczność sposobu, w jakim prowadzona jest akcja, mam na myśli pełną (i przez to nierealną) synchronizację wydarzeń. Dla przykładu w albumie „Dzieci nieskończoności” pod koniec pierwszej planszy Orchidea rozmawia z córką i mówi: „Nadejdzie kiedyś taki dzień… Odlecimy stąd… Do miasta… Yans ci to narysował”, przewracamy stronę i ciach, jesteśmy w mieście, gdzie właśnie w tej samej chwili najmądrzejszy Aziel dowiaduje się, że „(…) obserwatorzy na pokładzie statku kosmicznego sądzą, że odkryli ślady ludzkich istot na planecie” i słusznie podejrzewają, że tymi istotami są Yans i jego oblubienica, dlatego władcy miasta natychmiast wysyłają ekspedycję, aby odnaleźć i sprawdzić, kim są istoty. A dosłownie kadr dalej, królowa Ardelii rozmyśla: „To już pięć lat… Przysięgłam zniszczyć planetę Heralda…”. W takich wypadkach nie możemy nawet mówić o zbiegu okoliczności, które mają swój narracyjny ciąg dalszy – mnie osobiście irytuje ta nadsterowność scenarzysty. Wiele do życzenia pozostawiają także dialogi, bardzo opisowe i drewniane. Częstokroć w kadrze widzimy to, o czym się mówi.

Od albumu „Dzieci nieskończoności” seria ewoluuje, diametralnie zmienia się jej charakter. Z przygodowej opowieści o zabarwieniu science fiction, w której główne skrzypce gra kosmiczny agent Yans, ciężar przeniesiony zostaje na społeczność zamieszkująca miasto oraz okalające je zewnętrzne rubieże. Już nie tylko Yans wchodzi na scenę, coraz więcej scen i wydarzeń skupia się na innych postaciach. Postać małżonka Orchidei spaja i nadaje ciągłości, ale wyraźnie czuć przesunięcie akcentów. Ze wszystkich dotychczas zebranych ośmiu epizodach najbardziej podoba mi się ostatni, czyli „Oblicze potwora”.

Zdaję sobie sprawę, że serial ma wielu wiernych (i nowych) fanów, o czym może świadczyć choćby wyczerpanie nakładu pierwszego tomu i konieczność dodruku. Jednakże dla mnie produkcja ta, to jedynie komiksowa archeologia, który wypada znać. „Wypada” i nic poza tym.

Opublikowano:



Yans #2

Yans #2

Scenariusz: Andre-Paul Duchateau
Rysunki: Grzegorz Rosiński, Zbigniew Kasprzak
Wydanie: I zbiorcze
Data wydania: Grudzień 2014
Seria: Yans
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 220x295 mm
Stron: 216
Cena: 99,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-281-0244-6
WASZA OCENA
7.00
Średnia z 1 głosów
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Yans a wartość dodana Yans a wartość dodana Yans a wartość dodana

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

soplic -

Cello pisze:
ljc pisze:
pirus pisze:ch... d... i kamieni kupa, jak mawiał klasyk. Bzdety do kwadratu, mamy już nie zalew, ale POTOP trykociarskiego badziewia dla matołów. No ale cóż, na każdym polu widać, że miernota wypiera rozum.


@pirus masz ostatnie ostrzeżenie - kolejny taki komentarz oznacza bana


Ciekawe pod jakim nickiem powróci.

PaPirus

Cello -

ljc pisze:
pirus pisze:ch... d... i kamieni kupa, jak mawiał klasyk. Bzdety do kwadratu, mamy już nie zalew, ale POTOP trykociarskiego badziewia dla matołów. No ale cóż, na każdym polu widać, że miernota wypiera rozum.


@pirus masz ostatnie ostrzeżenie - kolejny taki komentarz oznacza bana


Ciekawe pod jakim nickiem powróci.

soplic -

Do pirus:
Człowieku masz coś deklem? Nie potrafisz napisać normalnego tekstu, rodzice Cię bili czy pani w przedszkolu zamykała w szafce na miotły? Nie wiem jakie trzeba mieć IQ żeby w każdym poście pisać to samo.

PS Z tego co widziałem w innych wątkach to pewnie Twój ostatni tutaj komentarz, obiecano Ci bana przy poprzednim.

pirus -

boże, gdyby choć jeden ćwierćmózg w trykocie rzucał tekstami na poziomie Yansa, pewnie kupowałby to ktoś o inteligencji powyżej IQ=55. Od razu widać, jakie preferencje ma recĘzĘt. Do Yansa trzeba dojrzeć, dorosnąć. Skończyć przynajmniej 13 lat. To nie jest napierd*lanka, która ma służyć tylko ślinotokowi gimbusa. Nie jest to też - co jasne - rzecz wymagająca wnoszenia się intelektem nad chmury, ale sam pomysł, jakość rysunku, treść... tu nie ma co porównywać z amerykańskim chłamem.

szabla -

Trzeba jednak przyznac, ze cos w tym jest - albumy 1-5, jak słusznie zauwazyles, kultowe, wyraznie roznia sie narracja i sposobem przekazywania mysli od tych nastepnych. Nie wiem, czy to wina nowego rysownkika czy Duchateau po prostu sobie odpuscil, ale albumy od 6. wzwyz przypominają bajkę dla dzieci, z tymi drewnianymi dialogami, dziwnymi potworami, postaciami znikąd. Gdzie się podziała mroczna strefa i postapokaliptyczny klimat chocby Ostatniej Wyspy? Porownajcie genialne monologi Valsay'ergo z wynurzeniami czarnych charakterow ostatnich tomów.... Coz, kupilem wszystkie 3 integrale. Bo tak wypada. I tyle.

bosssu -

1."Podmianka rysowników w żaden sposób nie wpływa na jakościowe przygotowanie graficznej narracji"..bzdura- komiks bardzo na tym stracił a szczególnie ostatnie 2 tomy (11-12)- Kasprzak się zbytnio nie wysilał a kolory są płaskie i bez wyrazu.
2. Egmont się nie wstrzeliwywał tylko czekał na materiały z Zachodu a wydawnictwo o komiks było bombardowane pytaniami od dawien dawna.
3. "Komiksowa archeologia"!?...ha ha.. Yans 1-5 to komiks KULTOWY a nie tylko "wypada go znać"- trochę żenujące stanowisko
4. Wydaję mi się, że recenzję pisała osoba mocno zapatrzona w superhero i WKKM...ale "obrażanie" fanów Yansa nazywając go wręcz "kiepskim archeologicznym czytadłem" to trochę nie na miejscu..