baner

Recenzja

I to by było na tyle

Maciej Gierszewski recenzuje Skarga Utraconych Ziem #8: Sill Valt
5/10
I to by było na tyle
5/10
Na album „Sill Valt”, który zamyka drugi cykl serialu „Skarga Utraconych Ziem”, wyczekiwałem niecierpliwie. Zależało mi na tym, aby poznać zakończenie czteroksięgu znanego również jako „Rycerze Łaski”. Poprzedza on też publikowany pierwotnie w latach 1993-1998, czterotomowy serial o Sioban, za który odpowiadali Grzegorz Rosiński i Jean Dufaux. Egmont przedłożył polskim czytelnikom omawiany tom bardzo szybko, bo miesiąc po francuskiej premierze, która miała miejsce w listopadzie ubiegłego roku.

Tym, co różni, wspomniane wyżej dwa sezony serialu, jest podejście scenarzysty do wykreowanych bohaterów. W pierwotnym najistotniejsza była Sioban, natomiast w „Rycerzach Łaski” mamy właściwie trzy główne postacie: straszliwego Gwineę Lorda oraz dwóch Rycerzy – Seamusa i jego mistrza, Sill Vala. Z jednym bohaterów wiąże się największe (i najciekawsze) zaskoczenie kończonego się właśnie cyklu, o tym będzie parę zdań poniżej. Decyzja scenarzysty, aby rozszerzyć zestaw kluczowych dla fabuły osób, była trafna – albumy są mniej monotonne.

Akcja omawianego tomu rozpoczyna się od konfrontacji Gwinea Lorda z przerażającą Saavardą. To na jej zlecenie, jak może niektórzy czytelnicy pamiętają z poprzedniego albumu, diabelski wojownik poszukiwał Czarodziejki Sanctus. Teraz staje przed nią, by oddać jej hołd, a pod stopami złożyć odrąbaną głowę służki Dobra. Jednakże sługa Zła został podstępnie oszukany, konsekwencje porażki są dla niego nieprzyjemne w skutkach. Ranny, z podkulonym ogonem i żądny zemsty, udaje się do zamku swojej matki, aby tam lizać rany i obmyślać zemstę na prawych Rycerzach.

Tytułowy bohater także pojawia się w zamku Pani z Gronostajem. Wie, że w bezpośredniej konfrontacji nie pokona mrocznego lorda, musi poznać jakąś jego słabą stronę. Dlatego chciałby spotkać się z jego matką, która jako jedyna zna sekrety diabelskiego wojownika. Sekwencje przedstawiające wydarzenia na zamku, to najciekawszy fragment albumu. A nawet, nie wahałbym się napisać, że całego prequelowskiego cyklu. Pani zamku Nothurland jest piękną i nienasyconą (seksualnie) kobietą, która już wielu mężczyzn uwiodła, wychędożyła i doprowadziła do śmierci. Chcąc nie chcąc prawy rycerz musi zostać jej kochankiem. Sill Valt ma świadomość, że może się spodziewać tylko najgorszego, widział pod murami zastępy tych, który nie spełnili oczekiwań władczyni. Próbuje walczyć z urokiem, ale z dnia na dzień jest mu trudniej. Czytelnik zaczyna wątpić, że bohaterowi uda się odkryć mroczny sekret Gwinei Lorda.

Niespodziewane zakończenie (zaskakujące i nieoczekiwane) dotyczące postaci Gwinei Lorda poprzedzone jest delikatnym suspensem, który nie zapowiada aż tak nieoczekiwanego rozwiązania. Nie będę go zdradzał, bo choćby tylko dla tego wątku warto się z recenzowanym tomem zapoznać. Przyznam jedynie, że byłem nim zaskoczony, a samo rozwiązanie (zamknięcie wątku Mrocznego Lorda) mi się podobało.

Większość plansz jest narysowana starannie, kadry mają odpowiednią dynamikę. Realistyczny rysunek, cienka kreska, dużo zbliżeń na twarze bohaterów, dzięki czemu tło może zostać rozmyte. Choć trzeba przyznać, że komnaty zamku Pani z Gronostajem przypominają wnętrza średniowiecznych budowli: dużo kamienia, trochę drewnianych sprzętów, ale zasadniczo pusto. Na szczęście nie pojawia się wiele potworów. Napisałem „na szczęście” ponieważ, co dało się zauważyć w albumie „Czarodziejka Sanctus”, rysownik ma niejakie problemy z twórczą fantazją i wizualizacją tychże.

„Sill Valt” to album nierówny, końcówka jest przegadana i bezładna. Wyraźny rozpad albumu w drugiej części związany jest pewnie z nagłą śmiercią belgijskiego rysownika Philippe Delaby. Całość została dokończona przez Jérémy’ego Petiqueuxa. W związku z tym przykrym faktem scenarzysta pewnie był zmuszony dopiąć na szybko wątki, które pierwotnie miał rozpisane w kolejnym cyklu. Stąd chaos i miałkość zakończenia. Pod znakiem zapytania stoi dalsza realizacja serii. Jakiś czas temu Jean Dufaux deklarował, że ma w planach jeszcze jeden czteroksiąg, ale pewnie nic już z tego nie będzie. I dobrze, jestem za zamknięciem serii.

Opublikowano:



Skarga Utraconych Ziem #8: Sill Valt

Skarga Utraconych Ziem #8: Sill Valt

Scenariusz: Jean Dufaux
Rysunki: Philippe Delaby
Kolor: Jeremy
Wydanie: I
Data wydania: Grudzień 2014
Seria: Skarga Utraconych Ziem
Wydawca oryginału: Dargaud
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Druk: kolor
Oprawa: miękka
Format: 21,5 x 29 cm
Stron: 56
Cena: 29,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-281-0221-7
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

giera -

mała informacja do tekstu, którą uzyskałem już po napisaniu: będzie trzeci sezon SUZ
rysować będzie Béatrice Tillier
http://beatricetillier.blogspot.com/

Sybirak14 -

dla mnie seria rewelacyjna ze świetnymi rysunkami. Jedyne co może sprawić zawód to zakończenie,ale przyczyny są znane

General75 -

E tam zaraz słaby. Przeciętny, chwilami nawet dobry.
Ja Skargę, pierwszy cykl a właściwie to chyba teraz drugi (Sioban) czytałem z 14 lat temu.
Wtedy mi się podobał. W tamtym okresie czasu nie było takiego ogromu tytułów do wyboru.
Na pewno Skarga Grzegorza Rosińskiego to komiks nie tej klasy co Szninkiel, Thorgal czy Yans.
Mimo wszystko ciekawsza według mnie jak Zemsta hrabiego Skarbka, której po przeczytaniu kilkunastu stron miałem dosyć.
To że Skarbek mi się nie podobał nie oznacza przecież że jest komiksem słabym. Nie trafił w moje gusta i tyle.
Rycerze Łaski nie czytałem to i nie będę wypowiadał się na temat tego cyklu.
Faktem jest że też nie ciągnie mnie do Skargi. Jest tyle innych ciekawszych komiksów do przeczytania.

soplic -

Jak dla mnie słaby a biorąc pod uwagę autorów to wręcz zawstydzający, znaczy do Rosińskiego nie można mieć pretensji, trzyma poziom, ale fabuła jest płytka jak morze Aralskie.

Gazza -

Słaby? :shock:
Przyznaję się bez bicia, że nie znam tej serii :oops: , ale myślałem, że nazwiska twórców są synonimem jakości właśnie? .... :roll:

soplic -

Cała Skarga Utraconych Ziem to po prostu słaby komiks. Mam pierwszy czteroksiąg (Rosińskiego) i bieda straszna, nawet integrala nie kupiłem bo stwierdziłem że takie byle co to może być w zeszytaxh.