baner

Recenzja

Srebrny Księżyc nad Providence #1-2

Przemysław Pawełek recenzuje Srebrny Księżyc nad Providence #1: Dzieci otchłani
7/10
Srebrny Księżyc nad Providence #1-2
7/10
Srebrny księżyc na Providence 2Eric Herenguel w swojej dwutomowej serii wodzi czytelnika za nos, ale muszę mu to wybaczyć, bo robi to z wdziękiem. Tytuł „Srebrny Księżyc nad Providence” zdaje się sugerować nawiązania do twórczości samotnika z tytułowego miasta. Tak samo podtytuł pierwszego tomu – „Dzieci otchłani”. Skojarzenia z Lovecraftem, zaświatami i tajemniczymi bóstwami są tu jak najbardziej na miejscu. Nie doczekałem się co prawda pomiotów Cthulhu, ludzi-ryb czy choćby cienia macki, ale trudno mi to potraktować jako zarzut. Herenguel wziął się za klimaty tajemniczych kultów i wierzeń po swojemu i zrobił to po prostu dobrze.

Rok 1880 – do małej miejscowości Providence trafia notariuszka, która ma przygotować dokumenty do sprawy spadkowej. Śmierć, która ją tu przywiodła, okazuje się być jednak daleka od naturalnej, szybko okazuje się też, że to nie jedyny nietypowy zgon w okolicy. Senne miasteczko skrywa swoje sekrety, ale i ruda dama nie gra w otwarte karty. Samo jej nazwisko – Gatling – zwiastuje dość liberalne podejście do sięgania po broń, którą chowa w pudle na kapelusze. Tajemnic ma ona zresztą dużo więcej.

Scenarzysta sprawnie pogrywa sobie tutaj konwencją ‘weird west’ i sprawdzonymi lovecraftowskimi patentami, oba motywy po swojemu modyfikując. Zamiast na Dzikim Zachodzie, horrorowa fabuła rozgrywa się na wschodzie USA. Co prawda Providence, z którego wywodził się P.H. Lovecraft, znajdowało się w stanie Rhode Island, ale Herenguel osadził akcję w miejscowości o tej samej nazwie znajdującej się w New Hampshire, gdzie zwykle rozgrywały się opowiadania związane z mitologią Cthulhu. Nie ma tu też tradycyjnie rozumianych przedwiecznych o literackim rodowodzie. Zamiast tego autor odniósł się do indiańskich wierzeń, wpisanych w klasyczny niemal scenariusz. Mała, odcięta od świata miejscowość, potężna i prastara księga, okultystyczne rytuały, nadnaturalne stworzenia z innego wymiaru, rozpędzająca się fala grozy dążąca do dramatycznej kulminacji – wszystko to brzmi jak z opowiadania Lovecrafta. Do tego wszystkiego Herenguel dorzucił spiskową teorię dziejów oraz rewolwerowca-rasistę żądnego krwi i linczów. Wszystkie te klocki sprawiają wrażenie niepasujących do siebie, wyjętych z różnych pudełek, o dziwo jednak – złożone razem, pasują do siebie idealnie. Jedyne co mi zgrzytało, to dość drętwo poprowadzony i w sumie zbędny wątek romantyczny.

Momentami całości brakuje cięższego klimatu, za co obarczyłbym raczej rysunki niż narrację. Strona graficzna prezentuje się przyzwoicie, a główna bohaterka momentami sugeruje fascynację artysty Milo Manarą. Gorzej, gdy zdarzają się dość karkołomne rzuty perspektywiczne, które zmusiły mnie do rozważań - czy to nie za dużo lektury Lovecrafta i jego koncepcji wielowymiarowych przestrzeni poza granicą postrzegania, gdzie kąty i załamania rzeczywistości żyją własnym życiem? Na szczęście podobne refleksje nawiedzały mnie rzadko. Brakowało mi natomiast śmielszych zabiegów z kolorystyką. Wyprane barwy i dominujące sepia w scenach dziennych wydają się być w fabule rozgrywającej się w USA w epoce Dzikiego Zachodu naturalnym wyborem. Zabrakło mi jednak mocniejszego akcentowania choćby mroku nocy w scenach z założenia nasączonych grozą. W efekcie oba tomy serii czytałem z ciekawością, acz zabrakło mi gęstszego klimatu, jakże mile widzianego w fabule o takim zacięciu.

„Srebrny Księżyc nad Providence” to dobrze skrojona fabuła, skierowana do miłośników grozy w klasycznym, amerykańskim wydaniu. Francuz poradził tu sobie świetnie. Fanów Lovecrafta uczulam raz jeszcze – to horror tylko częściowo w jego stylu, pozbawiony jednak elementów mitologii Cthulhu, co wcale nie jest zarzutem. Herenguel odjechał w stronę północnoamerykańskiego folkloru i zabieg ten sprawdził się naprawdę dobrze. Uspokajam też osoby, które nie lubią się pakować w długie serie. „Srebrny Księżyc…” to zamknięty, dwutomowy cykl, który na chwilę obecną nie doczekał się kontynuacji. Szkoda – chętnie sięgnąłbym po kolejny komiks w tej tonacji.

Opublikowano:



Srebrny Księżyc nad Providence #1: Dzieci otchłani

Srebrny Księżyc nad Providence #1: Dzieci otchłani

Scenariusz: Eric Herenguel
Rysunki: Eric Herenguel
Kolor: Eric Herenguel
Wydanie: I
Data wydania: Listopad 2013
Seria: Srebrny Księżyc nad Providence
Tytuł oryginału: Lune d'argent sur Providence: Les enfants de l'abîme
Rok wydania oryginału: 2005
Wydawca oryginału: Vents d'Ouest
Druk: kolor
Oprawa: miękka
Format: 215x290 mm
Stron: 68
Cena: 38 zł
Wydawnictwo: Taurus Media
ISBN: 978-83-64360-05-3
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Galerie

Srebrny Księżyc nad Providence #1-2 Srebrny Księżyc nad Providence #1-2 Srebrny Księżyc nad Providence #1-2

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Dariusz Żory -

Nie zgadzam się z panem. Komiks świetny. Bardzo mi się podobał motyw otwierania wrót w kościele, kiedy to całe otocznie przeobrażało się w las, niczym fale nachodzą na siebie kolejne zmiany. Jak dla mnie komiks war przeczytania. Miło, by było zobaczyć kontynuacje tego komiksu. Jakieś inne sprawy do rozwikłania z pogranicza religii i mistycyzmu, folkloru itp. Polecam mocne 7 a nawet 8. Co do kreski całkowicie zachowuje klimat. Również mnie nie powalała i nie powala, ale ma to coś.

Franco -

Chyba na razie najsłabszy "Taurus" z jakim przyszło mi się zmierzyć. Pierwsza część średnia ale jakoś zachęcała. Druga słabsza. Za dużo pomysłów w jednym. Autor coś chciał ale za bardzo nie wiedział jak to ugryźć. Kreska też nie powala.
6/10
Nie polecam jeśli ktoś szuka czegoś naprawdę wyjątkowego, albo chociaż zrobionego z jajem i pomysłem.
P.S.
Niestety w tym przypadku nośny tytuł okazał się zmyłą.