Nowe Teksty

Okładka miesiąca: listopad 2019
Chmielewski wybiera okładkę miesiąca
Who Watches the Series?
Pawełek o serialu "Strażnicy"
Udany powrót Godzilli
Pawełek o filmie "Godzilla II. Król Potworów"
Wizyta w Królestwie Traw
Słoński o "Grass Kings. Tom 3"
Swoboda idzie z duchem czasu
Sławiński o "Osiedle Swoboda. Centrum"

Zapowiedzi

Reklama baner Reklama

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

Obaner

Recenzja

She-Hulk: Samotna Zielona Kobieta

Tomasz Kleszcz recenzuje She-Hulk: Samotna Zielona Kobieta
5/10
She-Hulk: Samotna Zielona Kobieta
5/10
Jeśli zapytalibyśmy przeciętnego zjadacza komiksów znad Wisły, kim jest Jeniffer Walters, raczej nikt nie wpadłby na to, że to bohaterka komiksów Marvela. She-Hulk to postać drugoligowa, która występowała na kartach komiksów w Polsce naprawdę sporadyczne. Teraz, w ramach wielkiej kolekcji dostajemy z nią cały album, do tego na okładce widnieje ilustracja Adi Granova. Można się spodziewać mocnego uderzenia...

We wstępie do każdego tomu "Wielkiej kolekcji komiksów Marvela" Marco M. Lupoi zawsze zwraca uwagę na powody, dla których dana historia znalazła się w kolekcji. W przypadku "She-Hulk: Samotnej Zielonej Kobiety" już tutaj następuje pierwszy lekki wstrząs, bo te powody są niespecjalnie przekonujące. Mamy wrażenie, jakby słowo wstępne było próbą usprawiedliwienia wyboru tej historii przed czytelnikami oczekującymi na spektakularne, komiksowe dzieła. Zacytujmy fragment: "To komiks o drugoplanowej postaci, która ma niewielki wpływ na główny nurt wydarzeń w uniwersum Marvela. Na jego łamach nie toczą się wydarzenia wpływające na losy wszechświata, nie będziemy też świadkami wielkich bitew, czy pojawienia się jakichś istotnych postaci". Nie zniechęca nas to jednak, świetne komiksy można robić o wszystkim. Szybko przechodzimy dalej, tylko po to, ażeby przeżyć wstrząs numer dwa. Ilustracje... to zupełnie przeciwny biegun tego, co serwuje się nam na okładce. Kreska niewiele już tylko odstająca od bajkowej stylistyki rodem z animacji Walta Disneya, z czasów świetności przed dominacją grafiki komputerowej. Nie jest ona bynajmniej zła. Juan Bobillo operuje zbliżonym do kreskówkowego stylem, w którym za pomocą przerysowań świetnie oddaje emocje bohaterów. W tym dziele mocno wspiera go Chris Chuckery, który fantastycznie ożywia twarze postaci. Ten duet tworzy przyjemne dla oka plansze, które dobrze pasują do konwencji historii, ale raczej nie oferują nic zapadającego na dłużej w pamięci. Niestety, wyżej wymienieni panowie zrobili tylko cztery zeszyty, pozostałe dwa pod względem graficznym są teoretycznie ambitniejsze, ale praktycznie nijakie i nie warte dłuższej wzmianki.

Co więc powinno nas w tym komiksie zachwycić? Całość fabuły można streścić w jednym zdaniu, więc uwaga, teraz będzie spojler. Trzydziesty czwarty tom opowiada o Jenifer Walters, która zostaje zatrudniona w firmie prawniczej specjalizującej się w superprawie, w którym w sprawy kryminalne zamieszane są osobniki z problemami przekraczającymi możliwości normalnego kodeksu karnego, tam też przeżywa swoje przygody. I tyle. Żadnej genialnej intrygi. Żadnej spektakularnej tajemnicy. Żadnego wielkiego wydarzenia. Nawet żadnego wielkiego uczucia. Komiks czyta się lekko, Jeniffer daje się lubić, epizod ze Spider-Manem pozywającym Jamesona jest naprawdę dobry. Przewijająca się przez cały komiks, z pozoru zbędna postać dziwacznego Alestrasznego Andy'ego okazuje się sprytnym zabiegiem, świadczącym o dokładnym zaplanowaniu całej opowieści. Tak więc w trakcie lektury "Samotnej Zielonej Kobiety" polubimy Jeniffer Walters i spędzimy miło parę chwil. I tylko tyle. Więcej do tego albumu nie ma po co wracać.

Dochodzimy do kwestii zasadniczej. Czy ten komiks, średnio wciągający, o lekkiej kresce i fabule, ale bez znamion czegoś fascynującego powinien się pojawić w kolekcji? Skorzystajmy raz jeszcze z doskonale sformułowanych myśli ze wstępu, gdzie znalazło się wszystko, co można powiedzieć o tym albumie: "Wiele osób może twierdzić, że She-Hulk nie powinna znaleźć się w tej kolekcji. Można spokojnie obyć się bez znajomości treści tego albumu". Nic dodać, nic ująć. Ten komiks jest po prostu za słaby, żeby stawiać go koło takich dzieł jak "Marvels", "Ultimates", "Zimowy żołnierz" czy wielu, wielu innych i pojawił się w kolekcji niepotrzebnie. Prawie nikogo raczej nie zachwyci, i nie sądzę, żeby właśnie ta pozycja przyciągnęła nowych czytelników. Dałbym nawet ocenę sześć, bo to nie jest zły komiks, ale słaba końcówka na to nie zasługuje...

Opublikowano:



She-Hulk: Samotna Zielona Kobieta

She-Hulk: Samotna Zielona Kobieta

Scenariusz: Dan Slott
Rysunki: Juan Bobillo, Paul Pelletier
Tusz: Marcelo Sasa, Roland Paris, Tom Simmons, Don Hillsman
Kolor: Chris Chuckry, Avalon Studios
Okładka: Adi Granov
Wydanie: I
Data wydania: Marzec 2014
Seria: Wielka Kolekcja Komiksów Marvela
Tytuł oryginału: She-Hulk #1-6
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Tłumaczenie: Kamil Śmiałkowski
Redaktor naczelny: Christine Meyer
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 263 x 175 mm
Stron: 144
Cena: 39,99 zł
Wydawnictwo: Hachette
ISBN: 978-83-7739-783-1
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

marcholt -

Ja tam bawiłem się wyśmienicie. Może nie należy po prostu stawiać tego tomu koło MARVELS, tylko bliżej "Marvel Zombies", albo "Witaj ponownie Frank" itp.? A nawet trochę wyżej niż np. Ultimate spider-man Bendisa. Dobrze zilustrowana i napisana rozrywka, niezła odtrutka na patos, który wylewa się z innych dzieł w WKKM.