reklama baner reklama
baner

Recenzja

Liga Niezwykłych Dżentelmenów #01

Karol Sus recenzuje Liga Niezwykłych Dżentelmenów #01
Pierwszy tom „Ligi Niezwykłych Dżentelmenów” Alana Moore’a (scenariusz) i Kevina O’Neila (rysunek) doczekał się drugiego polskiego wydania. I to wydania nie byle jakiego. Twarda oprawa i wnętrze wręcz naszpikowane dodatkami powinno zadowolić każdego kolekcjonera. A jak ma się do tego sama historia przedstawiona w albumie?

Alan Moore garściami czerpie z konwencji amerykańskiego komiksu superbohaterskiego, dodając od siebie ostateczny szlif w iście europejskim stylu. Próbując pogodzić ogień z wodą, łączy rozrywkowy styl rodem zza oceanu z dekadencją dziewiętnastowiecznej literatury europejskiej. Tworzy w ten sposób ciekawą grupę bohaterów, których protoplastów szukać należy wśród postaci zaprezentowanych na kartach powieści takich autorów jak Bram Stoker, Juliusz Verne, Henry Haggard, Robert Stevenson, czy H.G. Wells. Zamiast cukierkowych herosów w pelerynach, kryształowo dobrych i zawsze chętnych do pomocy, czytelnikowi sprezentowani są pełnokrwiści bohaterowie, czasem wręcz odpychający w swym zachowaniu. Za to jak bardzo bliscy prawdziwym ludziom. Grupę stworzoną pod zwierzchnictwem tajemniczego pana M interesuje głównie mamona. Na nic im wyższe ideały, takie jak bezpieczeństwo Królestwa. Galerię osobliwych postaci Moore’a otwiera Wilhelmina Murray, bezczelna rozwódka i sufrażystka, za wszelką cenę pragnąca dowieść, że nie tylko w niczym nie ustępuje mężczyznom, ale nawet jest od nich lepsza. Następnie enigmatyczny i na wpół legendarny kapitan Nemo. Najbardziej tajemnicza postać i jednocześnie najbardziej przejmująca grozą. Kolejnym jest awanturnik Allan Quatermaine. Byłby nawet sympatyczny, gdyby nie uzależnienie od opium i egzotycznego narkotyku taduki. Ponadto w komiksie występują dr Henry Jekkyl i jego demoniczne alter ego, pan Hyde. O ile Jekkyl to flegmatyk i oferma, o tyle pan Hyde to krwiożercza bestia nie cofająca się przed żadnym okrucieństwem. Stawkę zamyka niewidzialny człowiek, Hawley Griffin, cynik i erotoman.

Grupa śmiałków musi stawić czoła Chińczykom zamieszkującym slumsy dziewiętnastowiecznego Londynu. Ich przywódca podstępnie wszedł w posiadanie kaworytu, ściśle tajnej substancji, pozwalającej skonstruować latające maszyny. Nie trzeba dodawać, że technologia taka w niepowołanych rękach może stanowić nie lada zagrożenie.

W komiksie nie brak zaskakujących zwrotów akcji i ciekawych rozwiązań, sprawiających, że przedstawiona intryga jest zajmująca. Moore ma jednak manierę nadmiernego nieraz komplikowania historii i prowadzenia jej w dość ciężki sposób. Sprawia to, że jego komiksy wcale nie muszą być łatwymi w odbiorze. Po pierwsze dzieję się tak ze względu na dość charakterystyczną konstrukcję bohaterów, o której pisałem wyżej. Po drugie Moore operuje niezwykle kwiecistym językiem. O ile w samym komiksie nie rzuca się to przesadnie w oczy, o tyle styl ten dostrzec można w pełni podczas lektury zamieszczonego w dodatkach opowiadania. Autor za wszelką cenę chciał odnieść się tu do konwencji dziewiętnastowiecznej powieści fantastycznej. Niestety, zamiast tego historia czyta się topornie, głównie za sprawą nadmiaru epitetów, zbędnych opisów, czy wydumanych porównań. Po trzecie wreszcie autor umieścił w komiksie całe zatrzęsienie nawiązań do dzieł literackich, czy wydarzeń z epoki. Tropienie tych śladów może dać czytelnikowi mnóstwo frajdy. Niemniej jednak u części z nich może być powodem frustracji, wobec świadomości, że coś nam podczas lektury umyka.

Rysunki Kevina O’Neila jak zwykle prezentują się bajecznie. Charakterystyczna, nieco „kanciasta” kreska to znak firmowy serii. Artysta doskonale rozplanował każdy kadr, wzbogacając go o mnóstwo szczegółów. Podziwiać można pięknie rozrysowane tła, zwłaszcza te z industrialnymi molochami (wielkie budowle, mosty dziewiętnastowiecznego miasta, czy fantastyczne maszyny).

Mimo że nadal pozostaję pod urokiem dzieł Alana Moore’a, nie podchodzę do nich już tak bezkrytycznie, jak zdarzało mi się jeszcze jakiś czas temu. Pomimo tego, że komiks prezentuje ciekawą i zaskakującą historię, z całą plejadą świetnych postaci, widać czasem pewien przerost formy nad treścią. Niemniej jednak, sądzę, że mogę polecić „Ligę Niezwykłych Dżentelmenów” wszystkim fanom dobrego komiksu, zwłaszcza wobec tak pięknego i pieczołowitego wydania albumu.

Opublikowano:



Liga Niezwykłych Dżentelmenów #01

Liga Niezwykłych Dżentelmenów #01

Scenariusz: Alan Moore
Rysunki: Kevin O'Neill
Kolor: Benedict Dimagmaliw
Wydanie: II
Data wydania: Maj 2013
Seria: Liga Niezwykłych Dżentelmenów, Mistrzowie Komiksu
Tytuł oryginału: The League of Extraordinary Gentelmen vol.1
Rok wydania oryginału: 2000
Wydawca oryginału: America's Best Comics
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Druk: kolor
Oprawa: twarda
Format: 17 x 26 cm
Stron: 192
Cena: 79,99 zł
Wydawnictwo: Egmont
ISBN: 978-83-237-6151-8
WASZA OCENA
10.00
Średnia z 1 głosów
TWOJA OCENA
10 /10
Zagłosuj!

Galerie

Liga Niezwykłych Dżentelmenów #01 Liga Niezwykłych Dżentelmenów #01 Liga Niezwykłych Dżentelmenów #01

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-