Nowe Teksty

Okładka miesiąca: luty 2020
Chmielewski wybiera okładkę miesiąca
Starzejąca się klasyka
Kleszcz o "Krucjata nieskończoności"
Pan Cudowny w pełnej krasie
Tymczyński o "Mister Miracle"
Czas na rewolucję
Tymczynski o "Czwórka z Baker Street #02: Sprawa Rabukina"
Szaleniec z Oskarem
Pawełek o filmie "Joker"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Dredd 3D

Karol Wiśniewski recenzuje Dredd 3D
W niedalekiej przyszłości Ameryka zostaje zniszczona w wyniku wojen nuklearnych. Społeczeństwo gnieździ się w Mega City One - olbrzymiej konglomeracji na wschodnim wybrzeżu zamieszkałej przez setki milionów osób. Demokracja i dotychczasowe systemy prawne uległy załamaniu, a na ich miejsce wprowadzono instytucję Sędziów, którzy łączą w jednej osobie uprawnienia policjanta, sędziego i wykonawcy wyroku. Kara śmierci egzekwowana na miejscu jest na porządku dziennym.

W samym sercu ekstremalnego przeludnienia, bezrobocia i przestępczości służbę pełni sędzia Dredd, który w Mega City One osiągnął status legendy (do tego ciągle żywej). Dowództwo powierza mu przeegzaminowanie kadetki Anderson. Ta co prawda nie zaliczyła testów koniecznych do zostania Sędzią, ale jako mutantka wykazuje zdolności telepatyczne. Niechętny Dredd przyjmuje zadanie i zabiera ją na wspólny patrol. Wyrokiem losu obydwoje trafiają do mega-bloku, który kontroluje Ma-Ma, dilerka narkotyku Slo-Mo, zwalniającego odczuwanie rzeczywistości do 1% normalnego poziomu. Bezwzględna przestępczyni zatrzaskuje sędziów w 200. piętrowym budynku bez wyjścia i nakazuje ich zabić.

Twórcy filmu mieli do wyboru przeróżne wcielenia Dredda. Trzydzieści pięć lat tradycji, setki publikacji, dziesiątki twórców i ich interpretacji: Dredd jako stróż prawa, faszysta, bohater i morderca. Podany jako hard SF, komedia, thiller, western, antyutopia. Na miękko i na twardo. Mając taki wybór, nietrudno coś spartaczyć, co udowodnił film „Judge Dredd” z 1995 roku.

Tym razem filmowcy potrafili jednak wyciągnąć to, co najlepsze i najwłaściwsze dla czasów, w których żyjemy. Akcja „Dredda” rozgrywa się, co prawda, w przyszłości, ale w Mega City One zobaczymy odzwierciedlenie dzisiejszych mega-aglomeracji. Nie ma latających samochodów, nikt nie nosi ubrań czy fryzur na widok, których moglibyśmy parsknąć śmiechem. Zamiast tego mamy ścisk, korki i sceny, które przywodzą na myśl niedawne zamieszki w Londynie lub we Francji, gdzie właśnie tworzone są „priorytetowe strefy bezpieczeństwa”. Ot, miejsca gdzie państwo oficjalnie przyznaje, że straciło kontrolę nad swym terytorium. „The Future is Now”, nieprawdaż?

Przyszłość nie okazuje się zbytnio odmienna od teraźniejszości. Owszem, są mutanci, ale gdzieś daleko, poza metropolią. Ich jedyna przedstawicielka w filmie nie dość, że wszystko ma na swoim miejscu, to ma w sobie więcej człowieczeństwa niż większość rezydentów miasta. Chciałoby się dodać „włączając Dredda”, ale i on stał się nieco bardziej ludzki. Pomimo słynnego „ja jestem prawem”, rozumie on, że na drobniejsze wykroczenia prawo powinno zareagować ostrzeżeniem, a nie automatycznym aresztowaniem. Rozumie, tyle że głośno do tego się nie przyzna. Niemniej wierzy w prawo jako w jedyną rzecz, która zespaja resztki społeczeństwa i jego samego. Nawet jeśli Sędziowie są brutalni, są w stanie dotrzeć do 6% przestępstw i ogólnie najlepiej sprawdzają się jako eskorta dla służb zbierających ciała zabitych na recykling – jednakże lepszej alternatywy nie ma i nie będzie.

Wizualnie „Dredd” prezentuje się nieźle, Mega City One jako aglomeracja przyszłości wypada bardzo przekonująco. Mamy też kilka ciekawych pomysłów ze spowolnieniem obrazu, co podyktowane jest samą fabułą. O tytule „Dredd 3D” możemy jednak zapomnieć, przyznajmy wręcz, że trzeci wymiar to tylko chwyt marketingowy. Być może producenci bali się, że brutalność filmu może odstraszyć publikę, o ile nie podłączy się go pod trend 3D. Nie ukrywam, że miejscami robi się dość krwawo. Obraz całkiem słusznie jest od lat 18, ale właśnie taki powinien być film ze słowem „Dredd” w tytule. Brutalny i bezkompromisowy.

Tak jak „The Raid”, prawda? „Dreddowi” w chwili premiery wytykano zbytnie podobieństwa do właśnie do tego azjatyckiego przeboju kin. Obydwa filmy mają zbieżny zarys fabuły, a kilka scen jest do siebie niebezpiecznie podobnych. Pamiętajmy jednak, że produkcja filmu to bardzo długi proces. „Dredd” tworzony był przez kilku dobrych lat, a jego prapremiera odbyła się już w lipcu 2012. Zdjęcia do „The Raid” rozpoczęto w momencie, gdy zdjęcia do niemal całego „Dredda” były już gotowe. Ostatecznie indonezyjski film ujrzał światło w 2011, a na dobrą sprawę dopiero w następnym roku trafił do publiczności w Europie i Ameryce. Wygląda na to, że „Dredd” nie mógł skopiować „The Raid”, co najwyżej mogło być na odwrót. W praktyce wygląda to na niezbyt fortunny zbieg okoliczności, nie jest łatwo być oryginalnym w świecie pełnym sequeli, prequeli, spin-offów i remake'ów.

„Dredd” to wzorcowa adaptacją komiksu w nowoczesnym stylu, która odświeża kanon, nie zrywając z bogatą tradycją. Atrakcyjny wizualnie i fabularnie, nie jest filmem wyłącznie dla fanbojów. Tu i pojawiają się pewne smaczki, ale ich nieznajomość w niczym nie przeszkadza w odbiorze filmu. Twórcy nie przytłoczyli widza epickością universum, słusznie uznając, że aby poznać Dredda wystarczy jeden mega-blok pełen bandytów. Więcej będzie można pokazać w sequelach lub prequelach, których powstaniu gorąco kibicuję.

Opublikowano:



Dredd 3D

Dredd 3D

Premiera: Wrzesień 2012
Seria: Sędzia Dredd
Wydawnictwo: Monolith Film

WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-