Nowe Teksty

W tym mieście mieszkają mordercy
Wronka o "Palcojad. Tom 1"
Plastikowy Spider-Man
Panic o "Amazing Spider-Man #01: Globalna sieć. Wrogie przejęcie"
Diabeł w szczytowej formie
Kleszcz o "Hellboy. Tom 6: Burza i pasja. Piekielna narzeczona"
Spisek w Fabryce Snów
Wronka o "Podniebny Harry #02: Holywoodland"
Zbir versus ZombieŚwiat
Słoński o "The Goon. Tom 1"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Cała naprzód ku Nowszej Przygodzie! - Przygody Tintina

Kaja Królikiewicz recenzuje Przygody Tintina
Steven Spielberg to jeden z najlepszych – o ile nie najwybitniejszy – z żyjących reżyserów kina rozrywkowego. Współtwórca nurtu zwanego u nas Kinem Nowej Przygody od dłuższego czasu coraz częściej próbował udowodnić, że równie dobrze radzi sobie z produkcjami dramatycznymi. Po serii mniej lub bardziej udanych filmów, w których odejmował poważne tematy, Spielberg zatęsknił najwyraźniej za lżejszymi, przygodowymi filmami. Było to 3 lata temu i zgodzimy się chyba, że należy spuścić zasłonę milczenia na gniot, jakim był „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”.

Kiedy niektórzy postawili już na nim krzyżyk, po 3 latach milczenia i ciężkiej pracy Spielberg „przygodowy” powraca na ekrany w wielkim stylu. „Przygody Tintina” z nawiązką rekompensują nam szkody moralne poniesione podczas oglądania czwartego „Indiany”. To kino familijne na najwyższym poziomie.

Tym razem w poszukiwaniu inspiracji reżyser sięgnął do komiksu, lecz zamiast wykorzystać bohaterów Marvela czy DC, pogrzebał w kulturze frankofońskiej. Za bohatera obrał znanego z belgijskich komiksów młodziutkiego reportera, wplątanego w niesamowitą aferę z zaginionym skarbem w tle. Z pomocą scenarzystów odświeżył nieco trącący myszką oryginał, a do współpracy zaprosił Petera „robię świetne widowiska” Jacksona jako współproducenta.

Efekt zapiera dech w piersiach. Akcja toczy się w zawrotnym tempie, fabuła wciąga bez reszty, a kolejne zwroty akcji przyprawiają o zawrót głowy. Sceny podszyte humorem przeplatają się z tymi, które wywołują dreszczyk emocji. Czego więcej potrzeba, by zapomnieć na blisko 2 godziny o świecie za drzwiami kina?

Na początku przeszkadzała mi nieco komputerowa animacja - nie widziałam powodu, dla którego nie mógł być to po prostu, po bożemu, film aktorski. Kiedy jednak zobaczyłam sceny abordażu czy też pościgu uliczkami arabskiego miasta, zmieniłam zdanie. Ciężko byłoby to pokazać w filmie „live action”. Dodatkowo, animacja podkreśla umowność historii. Sprawia, że - mimo niebezpieczeństw i dramatów, jakie spotykają bohaterów - nie martwimy się aż tak bardzo o ich losy, które w wydaniu bardziej realistycznym mogłyby przestraszyć nieco młodszych widzów. Wreszcie – „rysunkowość” to także w pewnym sensie ukłon w stronę medium, w jakim powstał oryginał.

Jedynymi momentami, w których animacja nadal mi przeszkadzała, były sceny wymagające uwiarygodnienia emocji bohaterów. Aktorom nie zawsze łatwo było przebić się przez „maskę” nałożoną przez animatorów, i zamiast uczuć, na ekranie widzimy w kilku momentach sztuczność i plastik. Co prawda Jamie Bell robi z rolą „everymanowego” Tintina co może i udaje mu się zdobyć naszą sympatię, a Daniel Craig (nawet w animowanym „kostiumie”, w którym przypomina nieco naszego dobrotliwego Pana Kleksa) nadal potrafi nieźle przestraszyć jako główny czarny charakter – jednak niektóre gesty i tiki wypadają kwadratowo. Nie zawodzi natomiast Andy Serkis – aktor specjalizujący się w rolach animowanych postaci (Gollum, King Kong, Cezar z „Genezy Planety Małp”). Jego Kapitan Baryłka to prawdziwa perełka, najbardziej wielowymiarowa postać filmu i kolejny powód do rozważań, czy członkowie Amerykańskiej Akademii Filmowej nie powinni już myśleć nad nagrodą dla Aktora w Roli Animowanej (oczywiście, na razie co roku dostawałby ją właśnie Serkis...).

Reżysera wspierają stali towarzysze. Montażysta Michael Kahn – pracujący ze Spielbergiem od początków jego kariery - nie zawodzi i tym razem. Pomysłowe przejścia między poszczególnymi scenami ograne są genialnie. Pod warstwą animacji bystry widz dostrzeże pewnie, jak świetne musiały być zdjęcia Janusza Kamińskiego, które były dla niej bazą. Całości dopełnia dramatyczna, wspomagająca napięcie muzyka Johna Williamsa, również wieloletniego współpracownika Spielberga.

W analizach nurtu święcącego triumfy 30 lat temu Kina Nowej Przygody pojawiały się stwierdzenia, że na przełomie lat 70. i 80. XX wieku był on odtrutką na panujący wówczas ciężki klimat społeczno-polityczny. Cóż, można powiedzieć, że Spielberg wraca do swojej rozrywkowej formy w najlepszym momencie. Teraz znowu, zmęczeni rzeczywistością i w obliczu kryzysu, chętnie rzucimy się w wir Jeszcze Nowszej (bo bardziej zaawansowanej technologicznie) Przygody.

A jeśli ta przygoda będzie trzymać poziom Spielbergowskiego Tintina – ja nie mam nic przeciwko takiemu eskapizmowi.

Opublikowano:



Przygody Tintina

Przygody Tintina

Premiera: Listopad 2011
Tytuł oryginału: The Adventures of Tintin
Na podstawie "Przygód Tintina".
Reżyseria: Steven Spielberg
Czas trwania: 107 minut
Obsada:
Jamie Bell – Tintin
Andy Serkis – kapitan Haddock
Toby Jones – Silk
Daniel Craig – Rackham Czerwony
Simon Pegg – Thompson
Nick Frost – Thomson
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Tagi

Tintin

Komentarze

-Jeszcze nie ma komentarzy-