Nowe Teksty

Dawno temu w nudnej galaktyce
Pawełek o filmie "Gwiezdne Wojny: Skywalker. Odrodzenie"
Perspektywa młota
Pawełek o filmie "Ptaki nocy i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn"
Gdy voodoo wejdzie za mocno
Wronka o "Dom Szeptów #01: Moc podzielona"
Cyngiel na trykociarzy
Wronka o "Hitman. Tom 1"
Intryga w Wietrznym Mieście
Wronka o "Podniebny Harry #03: Chicago"

Zapowiedzi

Nowe Plansze

Nowe Imprezy

Forum Alei Komiksu

baner

Recenzja

Pamiętnik Kociłapki #02

Dariusz Hallmann recenzuje Pamiętnik Kociłapki #02
Wydawnictwo Waneko (po polsku „japoński kot”, „spokojny kot”) zadebiutowało na polskim rynku w 1999 r. mangą „Cześć, Michael!”. O kocie. Ukazało się u nas 9 tomików. Zapoznałem się z dwoma pierwszymi i byłem bardzo rozczarowany, mimo że lubię zarówno komiksy jak i koty. Więc kiedy ponad 10 lat później Waneko zapowiedziało kolejną „kocią” mangę, mocno zacisnąłem kciuki, żeby tym razem komiks przypadł mi do gustu. Tak też się stało, a kciuki już dawno przestały mnie boleć.

„Pamiętnik Kociłapki” (oryginalny tytuł również brzmi sympatycznie. Spróbujcie szybko przeczytać: „Nikukyu-PuniPuni-Nikki”... Prawda?) to trzytomowa seria, na którą składają się tzw. yonkomy, czyli czterokadrowe paski, tutaj w układzie pionowym. Ich głównymi bohaterkami są kotka Chiko oraz jej właścicielka – i zarazem twórczyni mangi – Nobara Nonaka.

Drugi tom zawiera kolejne 225 pasków i krótki dodatek. Autorka, wykorzystując uproszczoną, ale bardzo sprawną kreskę oraz sporą – jak na cztery kadry - ilość tekstu i wyrazów dźwiękonaśladowczych, ponownie zaprasza nas do zaznajomienia się z okruchami swojej codzienności, oczywiście zdeterminowanej przez kota. Chiko występuje w każdej scence i, chociaż jej pani ma czasami skłonność do nadinterpretowania zachowań pupilki, wydaje się być kotem z niebanalną osobowością.

Niewątpliwymi zaletami „Pamiętnika Kociłapki” są stonowany humor i komunikatywność przekazu. Ten ostatni warunek, moim zdaniem, wcale nie musiał być tak oczywisty do spełnienia, jeśli weźmiemy pod uwagę skrótowość formy oraz sposób opowiadania. W polskiej edycji duża w tym również zasługa tłumaczki, Aleksandry Watanuki, która z wielką pieczołowitością i polotem przyłożyła się do najmniejszej nawet onomatopejki. Jednego tylko nie mogę wybaczyć autorce przekładu. Pani Aleksandro, strony gazety się przewraca, a nie przekręca!

Pod koniec 2. tomu Nobara Nonaka częściej pokazuje swoje pozostałe koty – Ryutę i Yumebo. Oba są kocurami, o wiele młodszymi od Chiko. Niemniej, jak łatwo się domyślić, gwiazda jest tylko jedna. Bardzo epizodycznie pojawia się też matka Nonaki. No właśnie, brakuje mi w „Pamiętniku...” trochę intensywniej zaznaczonej obecności reszty lokatorów. Ale to subiektywne odczucie. Praktycznie równa się już chyba wchodzeniu z butami w życie autorki. Tym bardziej, że to życie w japońskim domu.

Opublikowano:



Pamiętnik Kociłapki #02

Pamiętnik Kociłapki #02

Scenariusz: Nobara Nonaka
Rysunki: Nobara Nonaka
Data wydania: Czerwiec 2011
Seria: Pamiętnik Kociłapki
Tłumaczenie: Aleksandra Watanuki
Druk: czarno-biały
Oprawa: miękka
Cena: 19,99 zł
Wydawnictwo: Waneko
ISBN: 978-83-61023-80-7
WASZA OCENA
Brak głosów...
TWOJA OCENA
Zagłosuj!

Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Dariusz Hallmann -

BzyRes pisze:
Dariusz Hallmann pisze:"Garfielda" uwielbiam, ale i "Pamiętnik Kociłapki" ma swoje drugie dno - sugestywnie przekazany auntentyzm przeżywanych chwil. Ja po prostu wierzę, że Nonaka Nobara i jej koty gdzieś tam istnieją.

Zgadza sie, ale to drugie dno funkcjonuje jedynie w waskim zakresie odbiorcow. Ale na szczescie manga jest nie o psach, a o kotach, wiec my nie musimy sie niczym przejmowac.

Nie, nie... Ten autentyzm przekazu odbieram właśnie bardziej uniwersalnie. Myślę, że gdyby autorka opowiadała o czymś innym, to komiks byłby dla mnie równie przekonywający.

BzyRes -

Dariusz Hallmann pisze:"Garfielda" uwielbiam, ale i "Pamiętnik Kociłapki" ma swoje drugie dno - sugestywnie przekazany auntentyzm przeżywanych chwil. Ja po prostu wierzę, że Nonaka Nobara i jej koty gdzieś tam istnieją.

Zgadza sie, ale to drugie dno funkcjonuje jedynie w waskim zakresie odbiorcow. Ale na szczescie manga jest nie o psach, a o kotach, wiec my nie musimy sie niczym przejmowac.

Dariusz Hallmann pisze:W każdym razie ciekawe, na ile Waneko mogło zasugerować się tutaj oryginalnymi paskami?

Najlepiej, jakbysmy przyjrzeli sie oryginalnym paskom, ale z tym, niestety, moze byc ciezko. W nocy spedzilem troche czasu na poszukiwaniach, lecz bez rezultatu.

Dariusz Hallmann pisze:Poza tym większy tomik wygodniej się trzyma przy lekturze.
Niekoniecznie, ale musi byc spelniony pewien warunek - "miekkie" wydanie, ktorego dobrym przykladem jest chociazby ".hack" od JPF. W kazdym razie wlasnie w takiej postaci widzialbym "Pamietnik Kocilapki".

Dariusz Hallmann pisze:Z drugiej strony podziwiam inwencję autorki - czasami potrafi zrobić pasek "z niczego", a mimo to zaciekawić.

To prawda. Stripow "cos z niczego" jest w zasadzie najwiecej. Kot to zaiste wdzieczny przedmiot obserwacji.

Dariusz Hallmann -

BzyRes pisze:
Niszowy - zapewne, ale dlaczego miałki?

Mialki z uwagi na czysto sprawozdawcza konwencje, niespieszna narracje i humorystyczny charakter historyjek. Stripy z Garfieldem tez sa o kocie, ale nie mozna odmowic im drugiego dna. "Pamietnik Kocilapki" nie stara sie byc niczym wiecej niz lekkim, nieco sennym i zupelnie nieskomplikowanym zbiorem. Krotko mowiac, komiksowa wieczorynka. Moze "mialki" to nienajlepsze okreslenie, bo niektorym osobom moze kojarzyc sie pejoratywnie. Powinienem byl napisac "miauki".

Wersja "miauki" przekonała mnie. :)
"Garfielda" uwielbiam, ale i "Pamiętnik Kociłapki" ma swoje drugie dno - sugestywnie przekazany auntentyzm przeżywanych chwil. Ja po prostu wierzę, że Nonaka Nobara i jej koty gdzieś tam istnieją.


BzyRes pisze:Zolty papier intensywniej ciemnieje wraz z uplywem lat.

To prawda. To jest argument.

BzyRes pisze:Odnosnie liternictwa. Wszystko byloby w porzadku, gdyby Waneko trzymalo sie jednej czcionki. Spojrzmy na ten pasek. Literki emulujace pismo odreczne sa w dobrym guscie, natomiast ta strzelista czcionka - nie. Dlaczego? Elementy kadrow sa w "Pamietniku Kocilapki" lekko splaszczone, np. mordka Chiko czy twarz autorki. To litery-jalowce najzwyczajniej w swiecie psuja kompozycje. Nie wierze, ze tylko ja odnosze takie wrazenie.

Ja nie odnoszę. W każdym razie ciekawe, na ile Waneko mogło zasugerować się tutaj oryginalnymi paskami?

BzyRes pisze:
Kreska oszczędna, ale detali o małych wymiarach sporo.

Zgadza sie, ale z tego co zaobserwowalem, do detali zaliczaja sie glownie pisane maczkiem onomatopejki. Cala reszta jest raczej czytelna i moim zdaniem taka pozostalaby, nawet gdyby pomniejszono wymiary publikacji o jedna trzecia. "Czesc, Michael" mial szczegolowa kreske i malenki format, a jednak wszystko bylo widac.

Jakość tego, jak widać, też się liczy. Poza tym większy tomik wygodniej się trzyma przy lekturze.

BzyRes pisze:Ja, niestety, troche przysypialem. Nie moglem rowniez oprzec sie wrazeniu, ze niektore z historyjek powtarzaja sie. Wrociwszy do lektury po krotkiej przerwie, zdarzalo mi sie nawet obsesyjnie sprawdzac, czy aby na pewno otworzylem tomik na wlasciwej stronie, bo tresc opowiastki wydawala mi sie dokladnie taka sama jak innej, ktora zaliczylem pol godziny wczesniej.

Na pewno możemy mówić o powtarzalności pewnych motywów i wątków. Z drugiej strony podziwiam inwencję autorki - czasami potrafi zrobić pasek "z niczego", a mimo to zaciekawić.

BzyRes -

Niszowy - zapewne, ale dlaczego miałki?

Mialki z uwagi na czysto sprawozdawcza konwencje, niespieszna narracje i humorystyczny charakter historyjek. Stripy z Garfieldem tez sa o kocie, ale nie mozna odmowic im drugiego dna. "Pamietnik Kocilapki" nie stara sie byc niczym wiecej niz lekkim, nieco sennym i zupelnie nieskomplikowanym zbiorem. Krotko mowiac, komiksowa wieczorynka. Moze "mialki" to nienajlepsze okreslenie, bo niektorym osobom moze kojarzyc sie pejoratywnie. Powinienem byl napisac "miauki".

Mocne słowa. Rozumiem, że papier może się nie podobać, ale w moim przypadku jest akurat odwrotnie - wolę taki papier w "Pamiętniku..." od białego. Moim zdaniem wpływa na większą wyrazistość grafiki, "robi" klimat i ładnie pachnie. Nie mam też żadnych zastrzeżeń do liternictwa. Dodatki - no właśnie, co by to miało być?

Mi sie kiedys wydawalo, ze zolty papier lubie. Niestety, jak po latach biore w rece pierwsze tomy "Akiry", szybko pozbywam sie tego zludzenia. Zolty papier intensywniej ciemnieje wraz z uplywem lat. Zolty papier masakruje czytelnosc gestego druku - w przypadku tak minimalistycznie zagospodarowanych kadrow jak w "Pamietniku..." moze i nie stanowi to problemu, ale wystarczy zerknac na dwustronicowa reklame "druku na zadanie" w pierwszym tomie [pare stron od konca], by przekonac sie na wlasne oczy, ze nie wyszukuje na sile argumentow. Ponadto czytanie z zoltego papieru wymaga troche lepszego oswietlenia...

Odnosnie liternictwa. Wszystko byloby w porzadku, gdyby Waneko trzymalo sie jednej czcionki. Spojrzmy na ten pasek. Literki emulujace pismo odreczne sa w dobrym guscie, natomiast ta strzelista czcionka - nie. Dlaczego? Elementy kadrow sa w "Pamietniku Kocilapki" lekko splaszczone, np. mordka Chiko czy twarz autorki. To litery-jalowce najzwyczajniej w swiecie psuja kompozycje. Nie wierze, ze tylko ja odnosze takie wrazenie.

Kreska oszczędna, ale detali o małych wymiarach sporo.

Zgadza sie, ale z tego co zaobserwowalem, do detali zaliczaja sie glownie pisane maczkiem onomatopejki. Cala reszta jest raczej czytelna i moim zdaniem taka pozostalaby, nawet gdyby pomniejszono wymiary publikacji o jedna trzecia. "Czesc, Michael" mial szczegolowa kreske i malenki format, a jednak wszystko bylo widac. Ironia losu. Gabarytowo to Michaelowi nalezal sie album Chiko, a Chiko album Michaela.

"Pamiętnik Kociłapki" zyskuje właśnie dzięki temu, że jest bardzo dobrym komiksem - upierałbym się, że edytorsko również.

Ja, niestety, troche przysypialem. Nie moglem rowniez oprzec sie wrazeniu, ze niektore z historyjek powtarzaja sie. Wrociwszy do lektury po krotkiej przerwie, zdarzalo mi sie nawet obsesyjnie sprawdzac, czy aby na pewno otworzylem tomik na wlasciwej stronie, bo tresc opowiastki wydawala mi sie dokladnie taka sama jak innej, ktora zaliczylem pol godziny wczesniej.

A edytorsko, coz, bede upieral sie przy swoim. Zyczylbym sobie taka konfiguracje: bialy cienszy papier, pomniejszone gabaryty, kolumny stripow bardziej zblizone do siebie [dzieki czemu odzyskalibysmy kawalek marginesu] i pare dodatkow - np. Waneko mogloby sie postarac o jakis wywiad z autorka. Albo podac bibliografie, albo posilic sie o krotki zyciorys. Kurcze, cos dla fana.

Dariusz Hallmann -

BzyRes pisze:Na rynku pojawia sie komiks tak niszowy i mialki

Niszowy - zapewne, ale dlaczego miałki?


BzyRes pisze:Natomiast nie kryje zniesmaczenia jakoscia wydania. Zolty papier rodem z pierwszych prob mangowych z lat dziewiecdziesiatych. Paskudne liternictwo. Brak dodatkow. Ogolna fuszerka.

Mocne słowa. Rozumiem, że papier może się nie podobać, ale w moim przypadku jest akurat odwrotnie - wolę taki papier w "Pamiętniku..." od białego. Moim zdaniem wpływa na większą wyrazistość grafiki, "robi" klimat i ładnie pachnie. :) Nie mam też żadnych zastrzeżeń do liternictwa. Dodatki - no właśnie, co by to miało być?


BzyRes pisze:Na co komu takie gabaryty w przypadku stripow o naprawde oszczednej kresce?

Kreska oszczędna, ale detali o małych wymiarach sporo. :)


BzyRes pisze:Coz, jako milosnik kotow czuje sie zobowiazany, by posiasc pozostale tomy. Ale jako fan dobrego komiksu juz mniej.

"Pamiętnik Kociłapki" zyskuje właśnie dzięki temu, że jest bardzo dobrym komiksem - upierałbym się, że edytorsko również.

BzyRes -

Fajnie, ze pojawiaja sie recenzje nawet tak "symbolicznych" tytulow. I fajnie, ze takie tytuly sa wydawane. Z drugiej zas strony, kontakt z pierwsza czescia "Pamietnika.." sklonil mnie ku refleksji, ze Waneko nie zalezy zbytnio na utrzymywaniu uczciwego poziomu edytorskiego.

Na rynku pojawia sie komiks tak niszowy i mialki, ze z premedytacja kupi go piec osob, a kolejne piec - z przypadku. Nie czarujmy sie, trzeba byc milosnikiem kotow albo fanem wydawnictwa, i to takim na dobre i na zle. Albo jedno i drugie. W kazdym razie nie sadze, by Waneko liczylo w tym przypadku na cos, co mozemy nazwac profitem.

I teraz tak. Bardzo ciesze sie, ze tak egzotyczny material w ogole ukazuje sie na rynku. Brawo, Waneko. Natomiast nie kryje zniesmaczenia jakoscia wydania. Zolty papier rodem z pierwszych prob mangowych z lat dziewiecdziesiatych. Paskudne liternictwo. Brak dodatkow. Ogolna fuszerka. Czy musi byc az tak zle, zeby w ogole moglo dojsc do publikacji tak eksperymentalnego tytulu? Nie musi. Nad pewnymi aspektami z pewnoscia da sie popracowac - i to bez koniecznosci ladowania dodatkowych pieniedzy. W obliczu kontaktu z "Pamietnikiem Kocilapki" gotowe rozwiazania przychodzily pewnie do glowy kazdemu bardziej wymagajacemu czytelnikowi. O liternictwie i papierze wspominalem. Wybor i dopasowanie czcionek to zadanie, do ktorego rzetelnega wykonania najczesciej wystarczaja dobre checi. Bialy papier kosztuje, a pieniadze z nieba nie spadna. W porzadku. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by zmniejszyc format publikacji i w ramach odzyskanych funduszy szarpnac sie na nieco lepszy material. Na co komu takie gabaryty w przypadku stripow o naprawde oszczednej kresce?

W moim przypadku zakup tomu drugiego i trzeciego jest tylko kwestia czasu. Zwlaszcza ze w recenzji nie padly zadne krytyczne uwagi. Zgaduje zatem, ze albumik #2 prezentuje sie tak samo jak czesc pierwsza. Coz, jako milosnik kotow czuje sie zobowiazany, by posiasc pozostale tomy. Ale jako fan dobrego komiksu juz mniej. Gdyby chociaz Waneko bardziej staralo uszczesliwic tych, ktorzy w mandze widza nie tylko czytanke, ale rowniez produkt w czysto materialnym rozumieniu.